Sport

Koniec koszmaru

Śląsk Wrocław po ponad trzech miesiącach odniósł drugie (dopiero) zwycięstwo w rozgrywkach, upokarzając Widzew Łódź.

Hiszpan Jose Pozo wierzy w utrzymanie Śląska Wrocław w ekstraklasie. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

WYDARZENIE KOLEJKI

Bardzo długa seria meczów bez zwycięstwa w wykonaniu - jakkolwiek patrzeć - wicemistrza Polski była powodem do wstydu, by nie powiedzieć bardziej dosadnie. Przede wszystkim dla piłkarzy zakładających koszulkę Śląska, lecz nie tylko dla nich. Pierwsze zwycięstwo zespół z Oporowskiej odniósł 23 października ubiegłego roku, więc minęły trzy miesiące z małym okładem, gdy kolejny raz zaksięgował komplet punktów. Efektowna wygrana z Widzewem pozwoliła wrocławianom dostrzec światełko nadziei w tunelu, muszą jednak szybko zejść z obłoków na ziemię i pamiętać, że jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Wciąż daleka droga

Wiktoria z łodzianami sprawiła, że wszystkim związanym ze Śląskiem spadł kamień z serca. - Wiem, że jesteśmy w stanie grać na wysokim poziomie – powiedział trener Ante Szimundża. - Ważne, że potrafiliśmy wykorzystać sytuacje, które stwarzaliśmy. Cenne jest też to, że w kolejnym meczu nie pozwoliliśmy rywalowi na stworzenie wielu sytuacji. Można powiedzieć, że Widzew nam pomógł, bo nie zagrał dobrze, ale można też powiedzieć, że to my go zmusiliśmy do tego, żeby zagrał, jak zagrał. Zrobiliśmy ważny krok, który powinien nam budować grę na kolejne spotkanie. Mam nadzieję, że to będzie przełomowy mecz i pomoże dążyć do celu, który chcemy osiągnąć. Ale nadal musimy pracować, bo przed nami nadal daleka droga. To może być jednak fundament, na którym zbudujemy naszą pewność siebie, co powinno pomóc w grze w kolejnych meczach. Jak zachować spokój w zespole? To był główny temat w szatni tuż po meczu. To dopiero pierwszy krok, dobry i silny krok.

Ma kreować

Powoli wdraża się do drużyny 29-letni pomocnik, Jose Pozo. - To było bardzo solidne zwycięstwo, którego potrzebowaliśmy - powiedział Hiszpan. - Taka wygrana daje nadzieję na przyszłość, coraz mocniej wierzymy w zrealizowanie naszego celu. Teraz musimy potwierdzić naszą jakość w kolejnych spotkaniach. Moim zadaniem jest kreować szanse do zdobycia bramki i w jednej akcji to się udało. Aby rywal popełnił błąd, trzeba mu w tym pomóc i taka była moja rola w tej konkretnej sytuacji. Najważniejsze, że pomogło to zespołowi wygrać. Pracujemy, żeby nasza współpraca z Assadem wyglądała coraz lepiej. Każdy z nas daje z siebie wszystko i chcemy, aby to funkcjonowało w meczach.

Długo czekał na gola

Autorem jednego z goli w potyczce z Widzewem był Mateusz Żukowski. - Wszystko naprawdę dobrze wyglądało, od pierwszej do ostatniej minuty mieliśmy ten mecz pod kontrolą - przyznał 23-letni pomocnik. - Uważam, że po drugim golu i czerwonej kartce trochę za bardzo się cofnęliśmy, ale później strzeliliśmy trzecią bramkę i wtedy to spotkanie było już tak naprawdę wygrane. Dobrze czujemy się z piłką przy nodze i lubimy kreować sytuacje, co też pokazaliśmy. Piotrek (Samiec-Talar - przyp. BN) i ja strzeliliśmy po golu, Piotrek też mi asystował. Bardzo się cieszę z tego gola, długo na niego czekałem (po raz ostatni Żukowski wpisał się na listę zdobywców bramek 10 maja ubiegłego roku w wygranym 4:0 meczu z Cracovią - przyp. BN). Rundę rozpocząłem dobrze, co też mnie cieszy. Do Kielc jedziemy po zwycięstwo.

Bogdan Nather