Kończymy z drogą na skróty
Druga część rozmowy ze Sławomirem Szmalem, prezesem ZPRP, byłym najlepszym bramkarzem globu, trzykrotnym medalistą mistrzostw świata
Zwycięstwo po heroicznym boju z Hiszpanią otwarło naszym paniom drzwi do europejskiej czołówki. W akcji kapitan zespołu Monika Kobylińska. Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus
Pański bardzo ofensywny plan na rozwój i szkolenie dzieci oraz młodzieży będzie realizowany przez kilka lat. A co z seniorami, którzy usadowili się w drugiej, a może nawet trzeciej lidze na Starym Kontynencie?
- Uważam, że stać nas na więcej, choć nasze panie na Euro 2024 zajęły 9. miejsce, najwyższe od 18 lat, kiedy mistrzostwa Europy w Szwecji zakończyły na 8. pozycji. Trzeba więc podkreślić, że jest to bardzo dobre miejsce reprezentacji, od ponad sześciu lat prowadzonej przez Norwega Arne Senstada. Patrząc na kształt tego zespołu i wiek zawodniczek, to mają one możliwość poczynienia postępu, choć na tegorocznych mistrzostwach świata trafiły do umiarkowanie trudnej grupy. Jej murowanym faworytem są Francuzki, czyli obrończynie tytułu, a poza nimi zagrają z Tunezyjkami i Chinkami.
A panowie?
- Na pewno nie jesteśmy 25. drużyną świata („zdobyliśmy” to miejsce po rzutach karnych przeciwko Stanom Zjednoczonym! - dop. red.), jak to miało miejsce na styczniowym mundialu. Stać nas na więcej niż rywalizowanie o Puchar Prezydenta IHF. Przy okazji młodzieżowych mistrzostw świata w Polsce rozmawiałem z trenerem Niemców Alfredem Gislasonem, który stwierdził, że nie mieli z nami łatwej przeprawy. Był zaskoczony, że nasze kolejne mecze tak słabo się potoczyły. Był wręcz przekonany, że na tym mundialu wypadniemy zdecydowanie lepiej. Zgadzaliśmy się, że nasza reprezentacja powinna plasować się w drugiej dziesiątce. Dlatego uważam, że miejsca 9-14, które wyznaczyliśmy przed mistrzostwami, były całkiem realne. Celem był też progres względem ostatniego mundialu rozgrywanego w Polsce i Szwecji w 2023 roku.
Zamiast progresu była „obsuwa” aż o 10 lokat...
- Trafiliśmy do trudnej grupy, ale pierwszy mecz, mimo porażki (28:35) z Niemcami, dał nam powody do optymizmu. Podobnie jak spotkania w 4 Nations Cup, które wskazywały na rozwój reprezentacji Marcina Lijewskiego. Kolejne mecze mundialu - z Czechami (19:19) i zwłaszcza ze Szwajcarią (28:30) - były mocno nieudane, co trzeba zaznaczyć. Popełniliśmy w nich za dużo błędów technicznych, jakich na mistrzostwach świata nie powinno być; zwłaszcza w spotkaniu ze Szwajcarami, które decydowało o wyjściu z grupy.
Po nieudanym mundialu pracę stracił Marcin Lijewski, a jego następcą został Hiszpan Jota Gonzalez. Czy ta roszada zagwarantuje awans w hierarchii?
- Zobaczymy, jak będą wyglądały styczniowe mistrzostwa Europy. Patrząc na naszych przeciwników (Węgry, 5. drużyna poprzedniego Euro, Islandia i Włochy - dop. red.), uważam, że trafiliśmy do stosunkowo trudnej grupy, choć z Włochami powinniśmy wygrać, a z Węgrami i Islandią mocno powalczyć. Jeżeli natomiast szukamy zmian na lepsze, chcemy się rozwijać, to na początek oczekiwanego progresu fajnie byłoby zająć miejsca 10-16. W reprezentacji powinny się też pojawić nowe twarze, chociażby z kadry młodzieżowej. Jej start na mistrzostwach świata był niezadowalający (19. miejsce), ale są w niej nazwiska, które już powinny zdobywać doświadczenie w seniorach. Jestem przekonany, że kilku z nich wcześniej czy później w pierwszej reprezentacji się znajdzie. To są główne założenia poprawy.
Rozmawiał pan o swoich oczekiwaniach z selekcjonerami?
- Żeby na mistrzostwach świata, a tym bardziej Europy, znaleźć się w przedziale 1-8, trzeba wygrać z co najmniej jednym faworytem. Czy nas na to stać? Nie chciałbym już teraz rozbudzać oczekiwań i nadziei, bo aktywny plan budowy silnych reprezentacji jest w toku. Jeżeli uwierzymy w to, co chcemy zrobić i będziemy walczyć, to już będzie postęp. Po tych dwóch docelowych imprezach będziemy rozliczać obu selekcjonerów.
W ciągu dwóch sezonów męska Superliga ograniczy stan posiadania do 12 zespołów, a kobieca do 10. To dobry kierunek na ich rozwój i wzmocnienie?
- Weźmy pod uwagę sytuację, z jaką się zderzyliśmy. Klub z Zabrza zrezygnował z gry w męskiej Superlidze, z wielką szkodą dla dyscypliny. Kłopoty żeńskiego Ruchu Chorzów, który po licznych perturbacjach przeniósł się do Kalisza, też są dobrze znane. Jeżeli więc chcemy utrzymać poziom w obu Superligach, to czy powiększenie ich w takich okolicznościach byłoby dobrym rozwiązaniem? W moim odczuciu absolutnie nie. Dysproporcja między drużynami, gdy padają wyniki różnicą 10-15 czy nawet 20 bramek, nikomu nie służy; wygrywającym, przegrywającym, kibicom, sponsorom... Nikomu! Dlatego uważam, że czasami warto zrobić krok w tył. Stąd decyzja o 12 zespołach u panów i 10 u pań, by mecze były bardziej wyrównane, ciekawsze do oglądania i stały na wyższym poziomie. Podobnie, od małej liczby zespołów, zaczynała siatkówka i nie trzeba wyjaśniać, gdzie doszła.
Tylko że zgadzając się z pańską opinią i decyzjami władz Orlen Superligi, układ jest taki, że w obu ligach, a zwłaszcza w męskiej, mamy po dwóch absolutnych dominatorów, z gwiazdami światowego formatu, natomiast Polaków jest w nich jak na lekarstwo i nie stanowią pierwszego wyboru trenerów Orlen Wisły, Industrii czy żeńskiego Zagłębia Lubin, dużej mierze opartych na zagranicznych graczach.
- Trzeba więc zadać sobie pytanie - dlaczego tak się dzieje? Bo jesteśmy słabsi? Tak podpowiada nam logika. Tylko że to najprostsza ścieżka, droga na skróty poprzez szukanie gwiazd za granicą i płacenie im suto. Powstaje zatem kolejne pytanie - co trzeba zrobić, byśmy byli lepsi? Odpowiednio wyszkolić polską młodzież, by podjęła rywalizację o miejsce w ligowych zespołach, także tych topowych. To muszą zrozumieć i zająć się tym przede wszystkim kluby. Muszą postawić na szkolenie, inwestować w swoich wychowanków, których w jak największej liczbie chcielibyśmy oglądać na krajowych parkietach.
Młodziutki „Kasa” marzył o wyjeździe za granicę; gdziekolwiek, by się rozwijać. Potem późniejsze „Orły Wenty” całą ławą wyjechały na zachód do topowych klubów, między innymi Bundesligi. I ta migracja miała prawie natychmiast przełożenie na wyniki reprezentacji. Tam kadrowicze co trzy dni grali mecze o stawkę, z największymi gwiazdami. Dziś Polaków w zachodnich klubach ze świecą szukać. W Superlidze nasze zespoły grające w Lidze Mistrzów takich spotkań mają cztery, może sześć, z Pucharem Polski i Superpucharem włącznie.
- Zadaniem wszystkich jest więc szukanie utalentowanej młodzieży, dzieciaków. Po to są tworzone akademie; to także rola i wyzwanie dla polskich klubów. Kolejnym etapem jest wyszkolenie i oszlifowanie talentów na dobrych zawodników. Danie im możliwości gry w Superlidze i Lidze Centralnej, a w dalszej kolejności rynek sam zadecyduje, czy będą kontynuować kariery w Polsce czy za granicą. To jest dla mnie logiczne, ale przede wszystkim - to co mówiłem na początku, gdy zdecydowałem się kandydować na prezesa związku - skupienie się na tym, by rozpocząć proces nowoczesnego szkolenia młodzieży. Wszyscy wiemy, że nie jesteśmy w stanie poprawić wyników reprezentacji w ciągu roku czy dwóch lat. Jeżeli chcemy zbudować mocne reprezentacje, odzyskać pozycję w czołówce, to musimy mieć kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt talentów, które będą walczyć o wejście do kadry.
Pora na ostateczne podsumowanie 12 miesięcy „Kasy” w roli prezesa ZPRP...
- Obecnie polska piłka ręczna znajduje się w fazie przebudowy, jednak widzimy już pierwsze pozytywne efekty wprowadzanych zmian. Krok po kroku startują nowe inicjatywy, staramy się także o rozszerzenie dotychczas funkcjonujących projektów o organizację turniejów dla najmłodszych oraz kontynuację programów edukacyjnych, takich jak „Gramy w Ręczną”, które promują aktywność fizyczną i zdrowy styl życia wśród dzieci. W czerwcowych mistrzostwach świata do lat 21 wzięły udział 32 zespoły. To pod względem logistycznym była największa impreza w historii ZPRP. Zostaliśmy za nią bardzo dobrze ocenieni przez światowe władze dyscypliny. Ważny był dla mnie także nasz wynik sportowy i nie ukrywam, że był on niedobry. Trzeba więc dalej pracować. Powoli przygotowujemy się także do organizacji mistrzostw Europy kobiet, które w grudniu przyszłego roku odbędą się m.in. w Polsce. Na przełomie roku nasze reprezentacje narodowe wezmą udział w dwóch bardzo ważnych turniejach, czyli mistrzostwach świata kobiet 2025 i mistrzostwach Europy mężczyzn 2026. Mam nadzieję, że dobre wyniki naszych zespołów będą pozytywnym impulsem do działania dla mnie i wszystkich, którym zależy na rozwoju polskiej piłki ręcznej.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
Biało-czerwoni nawet z Wyspami Owczymi mają problemy. Przez ich obronę przebija się Michał Daszek. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
