Sport

Kombinowanie to najgłupsza rzecz

Kaliscy działacze nie mogą zakrywać oczu. Choć to dopiero początek sezonu, ich zespół jest głównym kandydatem do spadku.

Michał Kubisztal uważnie spogląda na szczypiornistki Ruchu. Jego dziewczęta podobnie trudne doświadczenia mają już za sobą. Fot. Sebastian Sienkiewicz/ Press Focus

ORLEN SUPERLIGA KOBIET

Sośnica w meczu 5. serii wywalczyła pierwszy punkt w sezonie, remisując w Elblągu 34:34 i przegrywając po rzutach karnych 3:5. „Goły” punktowo zespół z Kalisza w tej samej poprzedniej kolejce w pierwszym domowym spotkaniu był bardzo blisko pierwszego zwycięstwa w sezonie z siódemką z Koszalina, przegrywając 23:24. Oba zespoły zajmowały ostatnie miejsca w tabeli, oba jak tlenu potrzebowały punktów. W Gliwicach zapowiadał się więc mecz „na żyletki”, tym bardziej że - jak stwierdzała kapitan Tauron Ruchu Szczypiorno Kalisz, Natalia Doktorczyk: - Pomimo że gramy w barwach Kalisza, starcia z Sośnicą są dla nas wyjątkowe, bo zawsze były to i będą derby Śląska.

Ciężar z serca

Może dlatego, że formalnie nie były to już klasyczne derby – po stronie przyjezdnych wystąpiły zawodniczki znane z gry w Chorzowie i Kaliszu - emocje skończyły się błyskawicznie. Sośnica kontrolowała przebieg spotkania od 3 minuty (3:3) aż do końcowego gwizdka. - Ciężar spadł olbrzymi. Mam nadzieję, że to zwycięstwo da nam kopa, pozwoli uwierzyć w to, co robimy na treningach, bo ten zespół ma olbrzymi potencjał. Może sporo namieszać w lidze – zauważał trener Michał Kubisztal, oddychając głęboko, bo kaliszanki w drugiej połowie momentami dochodziły na 4 trafienia. Wtedy jednak górę brało ogranie i doświadczenie Sośnicy. - Cieszy mnie, że ciężar gry nie spoczywa już tylko na dwóch barkach, ale rozkłada się na więcej zawodniczek. A im więcej go weźmie na siebie, tym łatwiej będzie się nam grało, bo wiadomo, że łatwiej wyłączyć dwie niż sześć, siedem zawodniczek. Mamy nowe twarze w drużynie, które warto obserwować – dodał Kubisztal zaznaczając, że doskonale rozumie przyczyny słabej postawy chorzowsko-kaliskiej siódemki.

Nauka słono kosztuje

- Chorzów się uczy teraz tego, za co my słono płaciliśmy w ubiegłym sezonie (drużyna mieszkała w Jarosławiu, trenowała w Przeworsku, do Gliwic zjeżdżała tylko na mecze domowe – przyp. red.). Tu nie ma czasu na regenerację. Musisz kombinować, gdzie trening, jaki trening, po co trening. Czy mecz u siebie, czy na wyjeździe. Część dziewczyn z Kalisza lub Chorzowa na siłę jest przenoszona tam i z powrotem. A przecież mają pracę; więc co: mają ją rzucić? To wszystko ma znaczenie. A takie kombinowanie to najgłupsza rzecz, jaką mogą robić.

Zbigniew Cieńciała