Kolekcjoner rekordów
Bartosz Zmarzlik w Pradze wystąpił w setnej rundzie Grand Prix w karierze i wygrał 28. raz.
Drugi raz w tym sezonie Bartosz Zmarzlik stanął na najwyższym stopniu podium. Fot. Marcin Karczewski/PressFocus
GRAND PRIX
Po słabszym występie w Grand Prix Polski na Stadionie Narodowym Bartosz Zmarzlik błyskawicznie się odbudował i wrócił na szczyt klasyfikacji generalnej. W miniony weekend w Pradze był bezkonkurencyjny. Pewnie wygrał fazę zasadniczą zawodów, a następnie triumfował w finale. Walkę prowadził z nim Fredrik Lindgren, ale w najważniejszym momencie to Polak okazał się najszybszy, potwierdzając, że ósme miejsce na Narodowym było tylko wypadkiem przy pracy.
– Tor był świetny do ścigania się. Każdy z zawodników dał sporo radości kibicom. Daliśmy niezłe show – przekazał Bartosz Zmarzlik, którego na chwilę w „generalce” wyprzedził Brady Kurtz, ale ten w Czechach nie dotarł do finału, tracąc cenne punkty.
Zawody w Pradze były wyjątkowe dla pięciokrotnego mistrza świata nie tylko dlatego, że wygrał po raz drugi w tym sezonie (do tej pory odbyły się trzy rundy GP). Obchodził też jubileusz, o czym wspomniał zaraz po zawodach. – Jestem bardzo szczęśliwy, bo to specjalny moment dla mnie. Była to moja setna runda indywidualnych mistrzostw świata w karierze. Wygrałem 28 z nich i jestem z tego powodu dumny. Zawody w Pradze były dla mnie wyjątkowe – przekazał Zmarzlik. Ta statystyka tylko pokazuje, jak świetnym jest zawodnikiem – przed nim jeszcze lata kariery, a już jest na szczycie klasyfikacji historycznej zwycięstw w GP. Wyprzedza legendy dyscypliny, m.in. Jasona Crumpa (23 wygrane), Tomasza Golloba (22), Grega Hancocka (21) czy Tony’ego Rickardssona (20). Jest sportowcem wybitnym, a w Pradze tylko to potwierdził.
Jego dokonania stają się jeszcze bardziej spektakularne, gdy spojrzy się na to, jak często docierał do finałów poszczególnych rund indywidualnych mistrzostw świata. – 64 razy byłem w finale i to kolejny powód do zadowolenia. Jestem dumny i z biegiem czasu rozumiem jak wielkie są te dokonania – przyznał polski mistrz. Pod tym względem ma jednak jeszcze kogo gonić. 92 razy w finale był Hancock, 77 razy Crump, 66 Gollob. W sobotę wyrównał natomiast wynik Nickiego Pedersena. Każdy z nich miał jednak znacznie więcej czasu na śrubowanie rekordów. Hancock 218 razy występował w rundach GP, Pedersen 177, Gollob 163, a Crump 145.
Są rekordy, które Zmarzlik może przebić w najbliższym czasie. Biorąc pod uwagę to, że po trzech rundach ma już w bilansie dwa zwycięstwa, może pokusić się o rekord wygranych rund GP w ciągu sezonu. Od 2005 roku należy on do Rickardssona, który sześciokrotnie zwyciężał w trakcie jednego roku. Dotychczas Zmarzlikowi dwukrotnie udało się pięć razy zwyciężyć w 2021 oraz 2023 roku.
Jeśli natomiast na koniec zmagań Polak zostanie mistrzem, to zrówna się z Rickardssonem oraz Ivanem Maugerem pod względem liczby triumfów w IMŚ. Aktualnie liderujący pod tym względem duet pięciokrotnie zdobywał złote medale. Co więcej, stanie się jedynym żużlowcem w historii, który mistrzem zostawał cztery razy z rzędu.
Te dane utwierdzają nas w tym, że na Zmarzlika musimy patrzeć jak na sportowy fenomen – w wieku 30 lat osiągnął niemal wszystko i strach pomyśleć, na jaki poziom wyniesie żużlowe rekordy, gdy zdecyduje się zakończyć karierę. A przecież jego kariera trwać może nawet i kolejne 20 lat, o czym można się przekonać, patrząc na 48-letniego Pedersena, który nadal całkiem nieźle radzi sobie w ekstralidze.
Kacper Janoszka
