Sport

Klęska w godzinę

Iga Świątek przegrała sromotnie z Jasmine Paolini w ćwierćfinale chińskiego „tysięcznika” i w tym roku już nie wróci na fotel liderki światowego rankingu.

Co ja narobiłam…? Fot. IMAGO/PressFocus

WTA W WUHANIE

Przed ćwierćfinałem Dongfeng Voyah Wuhan Open (z pulą 3,65 mln dolarów) Iga Świątek wygrała wszystkie sześć spotkań z Jasmine Paolini, w których straciła zaledwie jednego seta. Jednak w ciepły piątkowy wieczór w Optics Valley International Tennis Centre Włoszka odmieniła bieg tej historii, demolując Polkę 6:1, 6:2. Mecz zakończył się po zaledwie 65 minutach.

Po tej porażce wiceliderka rankingu straciła szanse, by do końca roku wyprzedzić prowadzącą na liście WTA od ponad 13 miesięcy - dokładnie 59 tygodni - Arynę Sabalenkę. Przed turniejem WTA Finals (1-8 listopada w Rijadzie) Polka w najlepszym dla niej przypadku będzie tracić do Białorusinki 1632 punkty - i nie jest w stanie już tego odrobić, pomimo że w Arabii Saudyjskiej najlepsza tenisistka może zarobić nawet 1500 „oczek” (o ile wygra wszystkie mecze). A jeśli tenisistka z Mińska obroni w Wuhanie tytuł, powiększy przewagę nad Świątek do 2242 pkt.

Perfekcyjny set

Co się stało w piątek, że Polka przegrała z Paolini z takim kretesem? Włoszka grała agresywnie, korzystając z tempa uderzeń Świątek. Co godne uwagi, mimo ofensywnego stylu gry, Jasmine popełniła zaledwie 3 niewymuszone błędy (!), przy 15 uderzeniach kończących. Świątek musiała bronić w meczu sześciu break pointów - i wszystkie padły łupem tenisistki z Italii.

- W końcu wygrałam z nią mecz - uśmiechała się Paolini w wywiadzie na korcie. - Jestem bardzo szczęśliwa ze swojego poziomu. To niesamowite uczucie - zdołała jeszcze dorzucić.

Włoszka od początku pokazała, że ma jasny cel – przełamała Świątek do zera, kończąc gema potężnym returnem. Po zaledwie kwadransie było już 4:0, zanim raszynianka zdołała utrzymać serwis - do tego momentu w swoich gemach serwisowych zdobyła zaledwie… punkt. Polka wreszcie zaczęła trafiać pierwsze podanie, m.in. odnotowała asa. Wydawało się, że może to być moment przełomowy, który pozwoli jej nawiązać walkę jeszcze w pierwszym secie, ale w kolejnym gemie ponownie zaczęła popełniać błędy uniemożliwiające jej przełamanie Paolini, która - po tym jak Świątek posłała pośpieszny forhend w siatkę - przypieczętowała sukces w pierwszej partii.

Włoszka rozegrała praktycznie bezbłędny pierwszy set trwający 26 minut – zanotowała 7 uderzeń kończących i - co niesamowite - tylko jeden niewymuszony błąd!

Utrzymała poziom

Drugi set wyglądał bardzo podobnie. Polka grała nieco lepiej, miała nawet break pointa w pierwszym gemie, jednak wciąż więcej pewności i jakości było po stronie 29-letniej Włoszki. W trzecim gemie Świątek odnotowała pierwszego breaka, korzystając z tego, że tym razem mylić zaczęła się Paolini. Był to tylko chwilowy moment gorszej dyspozycji tenisistki z Italii, która natychmiast odpowiedziała – znów przełamując Igę do zera, po kolejnym fantastycznym returnie, i objęła prowadzenie 3:1, którego już nie oddała.

W ubiegłym roku Paolini szturmem wkroczyła do elity, docierając do finałów Rolanda Garrosa i Wimbledonu. Przez cały sezon pytano ją, czy będzie w stanie utrzymać ten poziom.

Oto odpowiedź: zwycięstwo nad Świątek było jej 41. wygraną w turnieju WTA w tym sezonie - o jedną więcej niż w całym poprzednim roku. Paolini od stycznie ma już 26 zwycięstw w imprezach WTA 1000, co daje jej drugie miejsce ex aequo z Sabalenką - za Świątek, która ma ich 28.

Bliżej Rijadu

Wygrana jest dla Paolini tym cenniejsza, że wciąż walczy o kwalifikację do kończącego sezon turnieju WTA Finals z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek roku - właśnie w rankingu Race wyprzedziła Jelenę Rybakinę, za chwilę może połknąć Rosjankę Mirrę Andriejewą.

Świątek już od kilku tygodni była pewna występu w Arabii Saudyjskiej, ale tzw. Asian Swing nie zaliczy do zbyt udanych - tydzień wcześniej w Pekinie odpadła w 1/8 finału po porażce z Amerykanką Emmą Navarro. W debiucie w Wuhanie (w 1. rundzie miała wolny los) pokonała Czeszkę Marie Bouzkovą 6:1, 6:1, a w 1/8 finału wyeliminowała złotą medalistkę olimpijską z Tokio (2021), Szwajcarkę Belindę Bencic 7:6 (7-2), 6:4.

Kolejną rywalką Paolini będzie rozstawiona z nr 3 Coco Gauff. Włoszka przegrała z Amerykanką pierwsze dwie potyczki, ale kolejne trzy - wszystkie w tym roku - wygrała.

W pozostałych piątkowych ćwierćfinałach Sabalenka pokonała rozstawioną z nr 8 Jelenę Rybakinę z Kazachstanu 6:3, 6:3, Amerykanka Jessica Pegula (nr 3.) wygrała z Czeszką Kateriną Siniakovą 2:6, 6:0, 6:3, a Gauff pokonała pogromczynię w 1/8 finału Magdaleny Fręch - Niemkę Laurę Siegemund 6:3, 6:0. Dzięki zwycięstwu Peguli, połączonemu z porażką Rybakiny, Amerykanka jako szósta oficjalnie zabukowała bilet do Rijadu.

Tomasz Mucha