Sport

Klątwa wielkiego meczu

Niektórzy w Chorzowie żartują, że Ruch nie potrafi grać przy pełnych trybunach „Kotła Czarownic”. Jak było do tej pory i jak będzie teraz?

Porażka w Wielkich Derbach Śląska była dla chorzowian wyjątkowo dotkliwa. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus

Pierwszy wielki hit na Stadionie Śląskim odbył się od razu po przeprowadzce „Niebieskich”. Na słynny obiekt przyjechał bowiem ówczesny lider ekstraklasy, jakim był Śląsk Wrocław. Potem wielkie mecze odbyły się jeszcze trzy - z Legią Warszawa, Górnikiem Zabrze i Widzewem Łódź. W sumie chorzowianie zdobyli w nich... punkt.

28.10.2023 – Śląsk Wrocław, 2:2, frekwencja 29089

Debiut Ruchu w „Kotle Czarownic” był nieco... dziwny. Nikt nie był przyzwyczajony do nowego stadionu. Nie wiedział, z czym to się je. Chorzowianie byli pogrążeni w kryzysie, znajdując się w środku serii, która dobiła do 20 spotkań bez wygranej. Jak już zostało wspomniane, Śląsk był liderem, więc biorąc to wszystko do kupy, dodając ogrom ciekawości, na trybunach zjawiło się niespełna 30 tysięcy kibiców. A należy pamiętać, że budowany był dopiero wtedy sektor gości (a właściwie to budowa jeszcze się nie zaczęła, trwały wszystkie urzędowe formalności, przetargi itp.). Na stadionie byli sami kibice „Niebieskich”, wyłączając z tego jedynie kilkuosobową grupę niepełnosprawnych kibiców z Wrocławia. Mecz był nerwowy, a Śląsk choć dwukrotnie prowadził, dwukrotnie to prowadzenie tracił po bramkach Daniela Szczepana z rzutów karnych. Było przy nich mnóstwo kontrowersji, ale wydaje się, że sędzia Paweł Raczkowski podjął słuszne decyzje. Obrażony, czy też może raczej wściekły na arbitra był ówczesny trener WKS-u Jacek Magiera, dość opryskliwy na konferencji. Doszło też do wielu internetowych przepychanek między kibicami i do głośnego, nieco chamskiego wpisu ówczesnego dyrektora sportowego Śląska Davida Baldy. Kilku fanów Ruchu też się wtedy nie popisało i rzucało we wrocławskich piłkarzy kubkami po napojach, gdy ci schodzili do szatni. Na Śląskim nie było wtedy bowiem jeszcze ochronnego tunelu teleskopowego.

9.02.2024 - Legia Warszawa, 0:1, frekwencja 37223

Pierwszy mecz w „Kotle Czarownic” z działającym sektorem gości, który od razu wypełnił się po brzegi przyjezdnymi ze stolicy oraz ich kolegami z Sosnowca (w sumie ponad 4300 fanów). Pierwszy gwizdek poprzedziła aż poczwórna minuta ciszy, bo hołd oddano zmarłym „Niebieskim” legendom, Bernardowi Bemowi i Eugeniuszowi Lerchowi, wiernemu kibicowi z Piekar Śląskich Wiktorowi Nowakowi, a także sympatykowi Legii, który umarł w pociągu w drodze do Chorzowa. Sam mecz był bardzo toporny, choć z dwojga złego nieco więcej z gry mieli „Wojskowi”. Padł jeden gol, gdy warszawiacy skontrowali Ruch po technicznej pomyłce Łukasza Monety.

16.03.2024 - Górnik Zabrze, 1:2, frekwencja 38106

Wielkie Derby Śląska, które stanęły pod znakiem dewastacji sektora gości przez pseudokibiców Górnika. Prócz zdemolowania toalet jakimś cudem udało im się przebić przez podwójne drzwi do serwerowni, gdzie zniszczyli bardzo drogi i trudno dostępny sprzęt informatyczny. Sektor był zamknięty przez remont aż do dzisiaj. Zabrzan było na stadionie ok. 2000, bo nie dostali więcej biletów, mimo że głośno o nie apelowali, w czym wsparł ich dyrektor Stadionu Śląskiego Adam Strzyżewski. Głośno też było o słowach Lukasa Podolskiego, który Ruchu może i nienawidzi, ale wprost stwierdził, że to właśnie z nim Górnik gra prawdziwe derby, i że „Niebiescy” powinni być w ekstraklasie. Na boisku wygrali goście po golach Adriana Kapralika i Soichiro Kozukiego. Obie akcje „Trójkolorowi” przeprowadzili stroną, którą zabezpieczać miał Josema, obecny piłkarz... Górnika. Dla Ruchu strzelił w końcówce Soma Novothny, co było pierwszym trafieniem obcokrajowca dla chorzowian w WDŚ. „Niebiescy” z przebiegu 90 minut może i byli stroną piłkarsko lepszą, ale na pewno nie dojrzalszą.

20.04.2024 - Widzew Łódź 2:3, frekwencja 50087

Tylu kibiców nie było na żadnym meczu w Polsce od 1975 roku. Wynik ten zostanie pobity dzisiaj i to w 1. lidze. Spotkanie odbyło się w 104. urodziny Ruchu, ale chorzowianie zamiast otrzymywać, rozdawali prezenty i przegrywali już od 2minuty. Mecz ten został zapamiętany ze znakomitej atmosfery na stadionie, czerwonej ściany widzewskich kibiców, wielominutowej przerwy spowodowanej racami i dubletu Miłosza Kozaka, który w końcu przełamał się w Ruchu. Kapitan chorzowianPatryk Sikora zerwał też wtedy więzadła krzyżowe, czego skutki odczuwa do dzisiaj.

Piotr Tubacki