Kilka klas lepsi
Raków zaczął występy w Europie od bezdyskusyjnej wygranej 2:0 z liderem rumuńskiej ekstraklasy. Gra oraz wynik mogą napawać optymizmem na przyszłość.
Raków nie dał żadnych szans ekipie z Rumunii. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Wicemistrz Polski powrócił do Sosnowca w roli gospodarza po 657 dniach. W połowie grudnia 2023 zagrał ostatni mecz fazy grupowej Ligi Europy z Atalantą Bergamo. Nie było to najlepsze wspomnienie, bo częstochowianie przegrali 0:4 z rywalem, który miał już zapewnione wyjście z grupy, przyjechał rezerwowym składem, a niższa porażka dawała Rakowowi trzecie miejsce w grupie i kontynuację gry w Lidze Konferencji na wiosnę. To było jeszcze za Dawida Szwargi, teraz Raków zaczął pisać zupełnie nowy rozdział. Dla Marka Papszuna był to debiut w głównej fazie europejskich pucharów. – Nie czuję się jak debiutant, ale rangę meczu czuć. To taka nagroda za tamten sezon i trudy dojścia tutaj. Chcemy jednak więcej – mówił szkoleniowiec przed spotkaniem.
Teraz Polska
Papszun tym razem zaskoczył wyjściową jedenastką, w której znalazło się aż pięciu polskich zawodników. W środku pola postawił na Karola Struskiego, który pierwotnie nie był nawet zgłoszony do rozgrywek. – Dobro wraca, Karol przyjął właściwą postawę. Dobrze, że była taka możliwość, aby dołączyć go do kadry po kontuzji Zorana Arsenicia, jest w dobrej dyspozycji – odpowiadał zapytany o tę decyzję przed meczem, a pomocnik potwierdził jego słowa w trakcie gry. Na prawym wahadle wyszedł Michael Ameyaw, a na dziesiątce Oskar Pieńko. Zabrakło za to miejsca dla notującego świetne recenzje Marko Bulata czy strzelca zwycięskiej bramki z Widzewem Lamine Diaby-Fadigi. Ten ostatni pojawił się na placu gry już w 22 minucie, ale niestety wskutek kontuzji Iviego Lopeza.
Przed spotkaniem trener Papszun kurtuazyjnie chwalił rumuńską myśl szkoleniową oraz kreatywność graczy z tego kraju. – Nie znam zbyt dobrze ligi rumuńskiej, ale Craiova ma wielu bardzo dobrych zawodników. Tworzą zespół, który wie, co ma robić, a to jest w piłce najistotniejsze. Widać u nich dobrą atmosferę i realizację celów. Grają dwójką napastników, którzy są groźni, mobilni i tacy rozbiegani, mało angażują się w defensywę. To na pewno jest element, na który musimy uważać – chwalił rywala trener Rakowa. Po pierwszej połowie można się było zgodzić co najwyżej z tym ostatnim. Rywale bowiem praktycznie w ogóle nie byli w stanie zagrozić częstochowianom, byli kompletnie bezradni. Raków dominował, ale za bardzo chciał wejść z piłką do bramki Pavla Isenki. W 34 minucie blisko strzelenia gola rodakom był Bogdan Racovitan, ale piłkę zdążył zblokować na rzut rożny jeden z rumuńskich defensorów. Wyjątkowo aktywny był Ameyaw, podobnie Diaby-Fadiga. Tak chwalony Stefan Baiaram oddał pierwszy minimalnie niecelny strzał w doliczonym czasie gry pierwszej połowy i mógł zaskoczyć bezrobotnego niemal przez cały czas Kacpra Trelowskiego.
Egzekucja po przerwie
Na początku drugiej połowy sprawy w swoje ręce wziął Tomasz Pieńko, z bliska po ziemi posyłając piłkę do bramki Rumunów. Kiedy kilka minut później czerwoną kartkę za faul na wychodzącym na czystą pozycję Brunesie otrzymał Władimir Screciu, goście mogli jedynie poprosić o najniższy wymiar kary. Bardzo bramkę chciał zdobyć Ameyaw, w 70 minucie doskonałą okazję zmarnował po dograniu Struskiego Brunes. Raków dominował totalnie, ale przez długi czas brakowało takiego dociśnięcia zranionego i pogubionego przeciwnika. Zdecydowaną przewagę udokumentował trafieniem w 80 minucie Oskar Repka. Debiutu w czerwono-niebieskich barwach w końcowych minutach doczekał się Bogdan Mircetić, który mógł nawet wpisać się na listę strzelców, ale w doliczonym czasie gry w doskonałej sytuacji uderzył mocno, tyle że obok bramki.
Po ostatnim gwizdku nie sposób było pozbyć się wrażenia, że obecnie zdecydowanie ciężej o punkty jest w ekstraklasie niż Lidze Konferencji. Trudno jednak stwierdzić, czy to nasza liga tak poszła do przodu, czy trzecie w hierarchii europejskie rozgrywki tak zaniżyły poziom.
1. kolejka Ligi Konferencji
◼ Raków Częstochowa - Universitatea Craiova 2:0 (0:0)
1:0 – Pieńko (47), 2:0 - Repka (80)
RAKÓW: Trelowski – Tudor, Racovitan, Svarnas – Ameyaw, Struski (75. Barath), Repka (86. Mircetić), Amorim - Pieńko (75. Bulat), Lopez (22. Diaby-Fadiga) – Brunes (86. Makuch). Trener Marek PAPSZUN.
UNIVERSITATEA: Isenko - Rus, Screciu, Badelj - Mora, Cretu (60. Romańczuk), Baluta (76. Houri), Cicaldau (60. Mekvabiszvili), Bancu - Al Hamlawi (76. Nsimba), Baiaram (60. Teles). Trener Mirel RADOI.
Sędziował Ishmael Barbara (Malta). Widzów ok. 7500. Żółte kartki: Ameyaw - Mora, Bancu. Czerwona kartka: Screciu (54, faul na Brunesie)
Mariusz Rajek
