Kiedy będziemy mądrzejsi?
BEZ ROZGRZEWKI - Andrzej Grygierczyk
Można na nią narzekać, można marudzić, można ją wyśmiewać, można obrzucać przekleństwami i klątwami... No ale czym byłoby życie bez piłkarskiej ligi? Czy szerzej – bez piłkarskich lig? Jakkolwiek spojrzeć, są one solą i pieprzem, i każdą inną przyprawą sportowej rywalizacji. A narzekanie, marudzenie itd. wynika z tego, że – z każdej perspektywy – chciałoby się więcej, chciałoby się lepiej, chciałoby się dumniej.
Czy będzie? Są skromne poszlaki, że będzie. Ekstraklasa SA już ogłosiła, że złotówkowy tort do podziału na koniec sezonu 2025/26 będzie większy o kilka milionów niż za poprzednie rozgrywki. Spora część z tych milionów przypadnie piątej w końcowej tabeli drużynie, tak żeby nie startowała „na głodnego” do rywalizacji w europejskich pucharach – a właśnie w kolejnym sezonie w tych rozgrywkach będzie nas mogło reprezentować pięć drużyn. Do potęg nam daleko, ale wypada się cieszyć z każdego kroku w górę; na razie przejawiającego się m.in. tym, że zajmujemy w rankingu klubowym UEFA 13. miejsce.
Miliony najwyraźniej i bez tego przetaczają się po klubowych kontach – raz jako wydatki, raz jako przychody; te drugie niekoniecznie pochodzą wyłącznie ze sprzedaży zawodników i są to kwoty relatywnie pokaźne. Dostrzegalne jest to, że kiesą mocno potrząsają nowi właściciele, a i ci starsi – widząc to – sięgają głębiej do kieszeni. Tak tylko na marginesie można się zastanawiać, jak w tym wyścigu będą sobie radzić kluby, których budżet w lwiej części jest oparty na dotacjach miejskich?
Inną poszlaką, która wskazuje na postęp, jest nieustanny – od kilku już lat – wzrost frekwencji na ligowych meczach, ekstraklasy zwłaszcza, ale i I liga nie ma się czego wstydzić. Za najlepszą ilustrację niech świadczy to, co ponownie zdarzyło się na okoliczność meczów Widzewa, na które w try miga wykupiono 15 tysięcy (z okładem) karnetów i co zaświadcza o tym, że stadion tego łódzkiego klubu jest i będzie w najbliższych latach zdecydowania za mały.
Ale pomarudzić i tak warto, a może nawet trzeba. Nie dalej jak w miniony poniedziałek pisaliśmy , że latem w rodzimych klubach ekstraklasy pojawili się piłkarze z aż 32 nacji! A są jeszcze ci, którzy w Polsce już dłużej lub krócej przebywają. Trudno to inaczej nazwać jak piłkarskie multi-kulti. Czy ten napływ, z uwzględnieniem tych już „zasiedziałych innostrańców”, będzie wartością dodaną? Z prawideł rywalizacji sportowej wynika prosty przekaz, że jednym (klubom) to zasysanie się uda, a innym nie. Chyba że dla części drużyn szczytem marzeń będzie zachowanie bytu, czy to w ekstraklasie, czy top I lidze. A może nawet niżej, bo i tam obcokrajowców od groma.
Ten napływ niekoniecznie trzeba traktować w kategoriach problemu – pod warunkiem, że cudzoziemcy reprezentują wyższy poziom niż nasi zawodnicy. Jednak w kategoriach problemu trzeba traktować to, że liczny kraj, 38-milionowy, nie jest w stanie dostarczyć na piłkarski rynek (i nie tylko piłkarski) dostatecznie dużej liczby graczy zdolnych rywalizować o miejsce w „11” lub nawet szerokiej klubowej kadrze. To truizm, ale jak ma to świadczyć o poziomie umiejętności polskiej kadry szkoleniowej, poczynając od tej, która zajmuje się najmłodszymi?
Ale i poziom zaufania do kadry szkoleniowej, która powinna pracować w najlepszych polskich klubach, jakby stopniowo opada. Świadczy o tym liczba trenerów zagranicznych, którzy w nich pracują. Lech, Legia, Widzew, Cracovia, Górnik, Piast, Lechia, Radomiak – niemal w połowie klubów ekstraklasy! Nie umniejszając im fachowości, nie są to trenerzy z najlepszych pod względem sukcesów krajów, czyli z tzw. top 5. Mogłoby to oznaczać, że wobec polskiego środowiska trenerskiego pojawiło się ze strony klubów wotum nieufności. I mniejsza o to, czy chodzi o brak wiary w umiejętności szkoleniowców, czy też przekonanie, że tkwią w niezdrowych układach klubowo-towarzysko-menedżerskich. Na to może się nakładać również infantylizm działaczy przekonanych o tym, że samo zagraniczne nazwisko daje większe gwarancje powodzenia w realizowaniu wymarzonych (wytyczonych) celów. Wyniki rychło to weryfikują.
Ciekawe, czy za rok będziemy mądrzejsi, lepsi, no i przekonani, że dokonał się postęp; czy też uzasadnione będzie narzekanie, marudzenie, przeklinanie...