„Kapitano” liczy na efekt Rożeja
Mistrz olimpijski z Tokio Kajetan Duszyński od jesieni trenuje pod okiem szkoleniowca, który do największych zaszczytów doprowadził Natalię Bukowiecką. W tym sezonie nie zobaczymy go jednak w hali.
Praca wre, bo latem Kajetan Duszyński chce zadziwić kibiców LA. Fot. instragram Kajetana Duszyńskiego
LEKKA ATLETYKA
Od najpiękniejszego dnia w karierze tego zawodnika minęło 3,5 roku – 31 lipca 2021 polska sztafeta mieszana 4x400 metrów w składzie Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Duszyński sięgnęła w Tokio niespodziewanie po olimpijskie złoto. Finiszując jako pierwszy, „Kajetano kapitano” chwilę później utonął w objęciach koleżanek i kolegi z drużyny.
Ale czas w sporcie nie ogląda się na nikogo – ubiegłoroczne igrzyska w Paryżu nie potoczyły się po myśli polskich lekkoatletów, którzy zdobyli tylko jeden medal, Natalii Kaczmarek w biegu na 400 metrów. Zawiodły m.in. sztafety 4x400 metrów – obie odpadły w eliminacjach, męska z Duszyńskim w składzie.
Spóźniony wynik
Urodzony w Chorzowie 29-letni lekkoatleta niemal przez cały poprzedni sezon zmagał się z urazami, głównie stawu skokowego, nie startował m.in. w mistrzostwach Polski, i do reprezentacji olimpijskiej zakwalifikował się niemal w ostatniej chwili, ale nie mógł biegać indywidualnie. Zawód spotkał go także na mistrzostwach Europy w Rzymie, gdzie polska sztafeta męska 4x400 m została zdyskwalifikowana w eliminacjach za przekroczenie toru.
Już po igrzyskach niemal na zakończenie sezonu „wykręcił” swój najlepszy wynik sezonu na jedno okrążenie i zarazem drugi w karierze – 45,58.
– Cały sezon olimpijski był bardzo trudny, goniłem, żeby zakwalifikować się na igrzyska, więc nie dziwię się, że jak w końcu przetrenowałem pełny miesiąc, udało się zrobić dobry wynik, ale był trochę spóźniony – mówi Kajetan Duszyński.
Zmiana, nie rewolucja
Przed kolejnym sezonem zawodnik AZS-u Łódź zdecydował się na radykalną zmianę – po 10 latach podziękował za współpracę trenerowi Krzysztofowi Węglarskiemu. Jak zapewnia lekkoatleta, duet rozstał się przy wzajemnym zrozumieniu i po dżentelmeńsku.
Od grudnia Duszyński przeszedł pod skrzydła Marka Rożeja. Wrocławski szkoleniowiec to uznana firma, a najlepszą reklamą jego warsztatu jest Natalia Bukowiecka z domu Kaczmarek – jedyna dziś gwiazda pierwszej wielkości w polskiej lekkoatletyce, która oprócz olimpijskiego krążka w zeszłym sezonie dwukrotnie biła także rekord Polski na 400 metrów, wynikami 48,98 i następnie 48,90, wymazując z tabel osiągnięcie (49,28) legendarnej Ireny Szewińskiej z igrzysk w Montrealu (1976).
– Z trenerem Rożejem miałem już okazję wielokrotnie współpracować wcześniej, gdy był trenerem reprezentacyjnej sztafety, więc nie jest to dla mnie rewolucja. Teraz po raz pierwszy pracowaliśmy w grudniu na zgrupowaniu w Portugalii w Monte Gordo, które poświęciliśmy na wyjście z treningu objętościowego i budowanie siły, powoli zakładając kolce. Od 12 stycznia przebywamy w Spale, gdzie będziemy praktycznie do końca lutego – opowiada Duszyński.
Odkrywanie sportu na nowo
Jakie zmiany treningowe nastąpiły na zajęciach u nowego szkoleniowca? – Jest kilka istotnych zmian, m.in. uczę się biegać w równym tempie, zwracam też większą uwagę na styl biegu. Trening siłowy jest mniejszy objętościowo, ale robiony na większej intensywności i dłuższy. Gdy zmienia się coś po 10 latach, dostaje się kopa, a ja trochę odkrywam ten sport na nowo – przyznaje doświadczony zawodnik, który podkreśla też, że zwraca większą uwagę na regenerację i pełne uzupełnianie organizmu o niezbędne składniki mineralne w „złotej godzinie”, czyli w pierwszych 60 minutach po treningu.
„Nowicjusza” chwali też trener. – Mamy do siebie pełne zaufanie, współpraca układa się wzorcowo, a Kajetan to odpowiedzialny i profesjonalny sportowiec, chce jeszcze coś w sporcie osiągnąć i wie, dlaczego robimy to, co robimy – podkreśla Marek Rożej.
Nie od rzeczy jest też praca w większej grupie. – Zwykle ćwiczyłem samemu, teraz pracujemy w pięć-sześć osób, to daje powiew świeżości. Możemy się choćby nagrywać podczas zajęć na siłowni, zwracać uwagę na technikę ćwiczeń – analizuje sprinter, który łączy treningi z pracą nad doktoratem.
Halę sobie odpuszczamy
Początkowo był plan, żeby Duszyński rozpoczął starty w drugiej części sezonu halowego w połowie lutego, ale ostatecznie wspólnie z trenerem podjęli decyzję, że w tym sezonie rywalizację w zawodach pod dachem zupełnie odpuści.
– Lubię biegać w hali, bo ta rywalizacja daje dużo adrenaliny, ale z racji mojego dość wysokiego wzrostu nie jestem do niej szczególnie stworzony. To starty rozwijające pod względem szybkościowym, ale z drugiej strony przeciążenia są ostrzejsze i w mojej sytuacji najważniejsze, żeby w pełnym zdrowiu wejść w sezon otwarty – mówi „Kajetano”.
Co na to sam szkoleniowiec? – Kajetan od dłuższego czasu miał problemy z kontuzjami, nie jest jeszcze gotowy na sto procent i nie chcemy narażać jego zdrowia lub ryzykować kolejnych kontuzji. Ale wszystko idzie w dobrą stronę, na trening reaguje bardzo dobrze. To, co chcieliśmy, to zrobiliśmy i celujemy w sezon letni – przekonuje trener Rożej.
Tegoroczny sezon lekkoatletyczny jest nietypowy, bo bardzo długi. Najważniejsza impreza – mistrzostwa świata w Tokio – odbędzie się dopiero w drugiej połowie września (13-21.09.), co wymaga od zawodników i ich opiekunów nowej strategii. W marcu po sezonie halowym grupa Rożeja wyjedzie na zgrupowanie do Karpacza, a w kwietniu do Republiki Południowej Afryki. Pierwszym szczytem formy powinny być World Relays 10-11 maja w Chinach, które będą eliminacjami dla sztafet do czempionatu w Japonii.
Nic nie stoi na przeszkodzie
W maju Duszyński co prawda skończy 30 lat, ale tu i ówdzie padają oczekiwania, że pod wodzą Rożeja szybko pobije swój rekord życiowy z 2021 roku, który wynosi 44,92 sek. i zrobi nawet zamach na rekord Polski Tomasza Czubaka, który na mistrzostwach świata w Sewilli w 1999 roku uzyskał 44,62.
Rożej nie zamyka się na tak postawione cele. – Kajetan to w dalszym ciągu nie jest wiekowy sportowiec, a dziś granica wieku w sporcie bardzo się przesuwa, rekordy życiowe w sprintach po trzydziestce nie są czymś niezwykłym. Jeżeli tylko zdrowie mu pozwoli, nie widzę ograniczeń, żeby Kajetan wrócił na poziom rekordów życiowych – przekonuje szkoleniowiec.
Sam zawodnik jest natomiast ostrożny w składaniu deklaracji. – Pierwsze pół roku dużo nam już powie, ale istotny będzie cały sezon. Zobaczymy, jak na zmiany i nowe bodźce zareaguje mój organizm. W perspektywie chciałbym dobiec do igrzysk w Los Angeles w 2028 roku, ale do każdego sezonu i do każdej imprezy podchodzę z taką samą ambicją, żeby biegać coraz szybciej. Igrzyska w tym kontekście niczego nie zmieniają, choć na pewno zamykają pewien etap – zauważa „Kajetano kapitano”.
Tomasz Mucha