Sport

Kapitan i prawdziwy lider

Rozmowa z Grzegorzem Mielcarskim, byłym reprezentantem Polski, srebrnym medalistą igrzysk w Barcelonie w 1992 roku, piłkarskim ekspertem, komentatorem telewizyjnym

Bez Piotra Zielińskiego nie było wygranej z Nową Zelandią. Oby i w niedzielę w Kownie powiódł naszych do wygranej. Fot. Tomasz Folta/Press Focus

Jak ocenić wygraną z Nową Zelandią  w kontekście czekającego nas w niedzielę wieczorem meczu w Kownie?

- Widzieliśmy, w jakim składzie zagraliśmy z Nową Zelandią, ile było zmian w składzie. Można powiedzieć, że w tym meczu każdy walczył o siebie. Trener Jan Urban chciał zobaczyć, w jakiej dyspozycji fizycznej, w jakiej formie są ci gracze, jak to wygląda jeżeli chodzi o zrozumienie się, o odpowiedzialność, o pewność siebie. Wiele odpowiedzi padło.

Przykładowo?

- Nie wiem, czy tym czwartkowym meczem przekonał do siebie Krzysztof Piątek. Nie wiem, czy przekonał Przemek Frankowski albo Sebastian Szymański, który był jakiś nieswój. Nie wszyscy wyszli odpowiednio przygotowani, takie miałem odczucie. Ale być może trener Urban wyciągnie inne wnioski. Na pewno Piotr Zieliński pokazał, że bez niego z Nową Zelandią ciężko byłoby wygrać. Pokazał, że jest kapitanem, liderem i kimś, od kogo bardzo wiele zależy, chociaż u siebie w lidze bardzo mało gra.

Kto jeszcze na plus?

- Momenty i bardzo dobra połowa Jana Ziółkowskiego jeżeli chodzi o decyzyjność, o wyprzedzenie, o timing. Dobre fragmenty, kiedy wszedł, miał Paweł Wszołek: szybka asysta, kilka rajdów po prawej stronie, czego nie było, kiedy na boisku był Frankowski, któremu wiele zabrakło, nie odżył na tej kadrze. Do tego dobry impuls ze strony Karola Świderskiego.

A Michał Skóraś, który wrócił do kadry?

- Początek dobry, oceniłbym go pozytywnie, widać że bardzo chciał. Chciał się pokazać z dobrej strony, jak to robi w ostatnim czasie w klubie. Tutaj już na pewno wszystko oceni selekcjoner. Jest kilka znaków zapytania i kilka odpowiedzi.

Nowa Zelandia to już finalista mistrzostw świata, 83. reprezentacja w rankingu FIFA i zespół, w którym są zawodnicy z kilku kontynentów. Jak ich ocenić?

- Widziałem zespół dobrze zorganizowany, który potrafi grać w piłkę. Gdybyśmy awansowali na mistrzostwa świata i grali z nimi, to na pewno nie będzie słaby rywal. Z nami wypracowali sobie kilka sytuacji. Zabrakło może szczegółu, jakiejś takiej dobrej okazji.

Mecz z Litwinami?

- Musimy być scaleni, zagrać na dobrym poziomie, ale to już będzie zupełnie inny skład z naszej strony i inne spotkanie. Już żyjemy tym meczem. Z kolei w takim meczu kontrolnym, jak ten z Nową Zelandią, grasz dla siebie, żeby się pokazać, bo każdy w kolejnym meczu chcesz zagrać. Myślę jednak, że trener Urban na niedzielę ma już w swojej głowie skład gotowy. Może jedna, dwie wątpliwości, więcej chyba nie.

Czy w przypadku niedzielnego meczu w eliminacjach to dla nas plus, że graliśmy drugim garniturem, a za Litwinami ciężkie spotkanie w Helsinkach z Finlandią?

- Na pewno. Nasi najlepsi zawodnicy odpoczywali, przygotowywali się do niedzielnej gry treningowo, a nie meczowym wysiłkiem i ryzykiem odniesienia kontuzji. Litwin grali o wszystko i to zmęczenie u nich będzie pewnie widoczne, ale wiemy, jak jest w futbolu: czasami człowiekowi się wydaje, że trzy dni to długo, dla innego z kolei za mało. Nie mam kryształowej kuli, żeby powiedzieć jak będzie. Na pewno trzeba przystąpić do tej konfrontacji z takim samym nastawieniem i tak samo, jak było to we wrześniu w Rotterdamie - skonsolidowanym, pewnym siebie.

Czynnik mentalny przed meczem w Kownie odegra ważną rolę?

- Na pewno tak. My z trenerem Urbanem wygrywamy, bo nawet ten remis z Holandią na ich terenie trzeba potraktować jak zwycięstwo. Wcześniej wygraliśmy z Finlandią, teraz z finalistą MŚ - Nową Zelandią. Trzeba się cieszyć, choć jak się w czwartek obserwowało selekcjonera, to widać było, że nie był zadowolony ze sposobu, w jaki zawodnicy grali. Wielu rzeczy brakowało; ktoś powie, że ciężka murawa, ale ona dla wszystkich jest taka sama.     

Za nami trzy mecze na Stadionie Śląskim, bo w czerwcu z Mołdawią, we wrześniu w eliminacjach z Finlandią i teraz z Nową Zelandią. Kadra na Śląskim powinna gościć częściej niż to było w ostatnich latach? Warto tutaj grać?

- Oczywiście że tak! Przecież to historyczne, legendarne dla nas miejsce. Możemy sobie mówić, że może lepiej grać w Gdańsku czy gdzieś indziej, ale ileż historii, ile pięknych wydarzeń związanych jest ze Stadionem Śląskim. Teraz wygrana z Nową Zelandią, czyli kolejna zapisana historia!

Rozmawiał Michał Zichlarz 

Grzegorz Mielcarski. Fot. Marcin Bulanda/Pressfocus.pl