Sport

Kamyk to ma głowę!

Podział punktów na inaugurację 11. kolejki nie zadowolił żadnej ze stron, choć jest wynikiem jak najbardziej sprawiedliwym.

Marcin Kamiński i Tomaš Bobček mogą sobie podać ręce po dobrych występach. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Lechia do przerwy pokazała trzy razy pazurki, co wystarczyło do jednobramkowego prowadzenia. Najpierw Aleksandar Cirković precyzyjnie i technicznie przymierzył w samo okienko, ale jeszcze większe brawa dostał Rafał Leszczyński, który pofrunął pod poprzeczkę i lewą ręką skierował piłkę na rzut rożny.

Dobry timing Sezonienki

23-letni Serb ponownie znalazł się w centrum uwagi, gdy przymierzył w boczną siatkę - piłka otarła się jeszcze od interweniującego w ostatniej chwili zawodnika Wisły i wyszła na róg. Wreszcie padł gol, który swoje źródło miał w dalekim wyrzucie z autu Matuša Vojtko; następnie w polu karnym doszło do kilku przebitek, a na koniec najprzytomniej zachował się Kacper Sezonienko, posyłając w gąszczu nóg piłkę do siatki. - Po aucie było w polu karnym strącenie piłki głową, ja miałem dobry timing i w pierwszym kontakcie oddałem strzał – tak opisał okoliczności prowadzenia Sezonienko, cieszący się z drugiego trafienia jesienią.

„Natychmiast” znaczy... natychmiast

Lechia dominowała przez 45 minut, a na grę gości w pierwszej połowie spuśćmy zasłonę milczenia: zero celnych strzałów. - Musimy teraz chwilę ochłonąć. Nie gramy jak sobie zakładaliśmy. Szwankuje nasza gra w ofensywie. Ona jest natychmiast do poprawy – przyznał schodzący do szatni Dominik Kun.

Co się działo w tej szatni - nie wiemy. Wiemy za to, że goście rzeczywiście natychmiast - już na początku drugiej połowy - wyrównali. Po rzucie wolnym i wybiciu piłki fantastycznie uderzył z woleja Dani Pacheco, piłka odbiła się od poprzeczki, ale tam już czyhał na nią Marcin Kamiński i głową zdobył swoją drugą bramkę w sezonie.

Zabrali punkt i pojechali

Odmieniona Wisła zwietrzyła szansę na coś więcej – uderzał Kun nad poprzeczką, po drugiej stronie godne odnotowania były przymiarki Vojtki i Rifeta Kapicia, z którymi poradził sobie pewny Leszczyński. - Zareagowaliśmy dobrze w przerwie, choć Juri i Kunik mogli przechylić dla nas szalę zwycięstwa. Jak nie możesz wygrać, to zremisuj. Bierzemy punkt i jedziemy dalej – bardzo trafnie podsumował spotkanie wracający do gry po zdrowotnych kłopotach Łukasz Sekulski.

Zbigniew Cieńciała

OCENA MECZU

◼ Lechia Gdańsk – Wisła Płock 1:1 (1:0)

1:0 - Sezonienko, 29 min (asysta Bobček ), 1:1 – Kamiński, 49 min (głową)

LECHIA: Paulsen 6 – Kłudka 6, Diaczuk 6, Rodin 6, Vojtko 6 – Kapić 5, Neugebauer 5 – Sezonienko 7, Kurminowski 5, Cirković 6 (87. Wjunnyk niesklas.) – Bobček 6. Trener John CARVER. Rezerwowi: Weirauch, Olsson, Pllana, Głogowski, Brzęk, Wójtowicz, Awad Alla, Szczepankiewicz.

WISŁA: Leszczyński 6 – Sangre 6, Kamiński 8, Edmundsson 6 – Rogelj 5, Kun 5, Djalo 5 (62. Custović 2), Pacheco 6 (83. Mijusković niesklas.), Nastić 5 (62. Lecoeuche 2) – Salvador 4 (62. Pomorski 2), Jurić 6 (75. Sekulski niesklas.). Trener Mariusz MISIURA. Rezerwowi: Pruszkowski, Kalandadze, Hiszpański, Nowak, Tomczyk, Zając, Tavares.

Sędziował: Mateusz Piszczelok (Katowice) - 7. Asystenci: Dawid Golis (Skierniewice) i Damian Rokosz (Siemianowice Śląskie). Widzów 11180. Czas gry 94 min (46+48). Żółte kartki: Sezonienko (59. niesport. zach.) - Salvador (58. niesport. zach.), Jurić (67. faul).


MÓWIĄ LICZBY
LECHIA WISŁA
56  posiadanie piłki  44
5  strzały celne  1
8  strzały niecelne 8
3 rzuty rożne  4
7  faule  11
2  spalone  0
1 żółte kartki  2