Jest jakiś mecz?
Litwini nie byli szczególnie zainteresowani rywalizacją z Biało-czerwonymi.
W sobotę polscy reprezentanci zapoznali się z murawą w Kownie. Fot. Kacper Janoszka
Kacper Janoszka z Kowna
Skąd jesteś? – zapytał mnie w sobotni wieczór młody Litwin, który akurat korzystał z weekendu w centrum Kowna.
- Z Polski – odpowiedziałem.
- Czemu dziś na mieście jest tylu Polaków?
- Jutro jest mecz Litwa – Polska.
- Jaki mecz?
- Piłki nożnej. Eliminacje mistrzostw świata.
Jego zdziwionej twarzy chyba nie zapomnę. Był to najlepszy dowód, że Litwini w nosie mają futbol. Dzień przed meczem praktycznie nic – poza tłumami fanów w biało-czerwonych barwach – nie wskazywało, że w niedzielny wieczór na stadionie im. Dariusa i Girenasa odbędzie się starcie o awans do mundialu. Jedyną formą reklamy była mała – ale kreatywna – karteczka w oknie... gruzińskiej restauracji: „Po czyjej stronie jesteś – Jagiełły czy Jadwigi?” - hasło nawiązujące do historii naszych krajów. Nawet gdy w sobotę zawitałem w okolicę areny, gdzie w niedzielę miał być mecz, brakowało tam jakiejkolwiek informacji na ten temat. Obojętność Litwinów wobec piłki nożnej równoważona była obecnością Polaków.
W centrum miasta Biało-czerwoni bawili się doskonale, śpiewając, zachęcając Litwinów do wspólnej celebracji futbolowego święta. To oni byli gwiazdami wieczoru, to oni przemierzyli setki kilometrów tylko po to, żeby zobaczyć mecz. Byli widoczni na lotnisku w Kownie, gdzie w sobotę po godz. 13 wylądowała nasza reprezentacja. Można ich było także ujrzeć pod hotelem Victoria, gdzie kadra Jana Urbana nocowała. To dzięki nim Kowno przez moment żyło futbolem. Polscy kibice, którzy zajmowali apartamenty w centrum miasta, wywieszali flagi na balkonach, akcentując swoją obecność.
Poza tym życie w Kownie przebiegało bardzo spokojnie. Jest to drugie największe miasto na Litwie pod względem populacji (ok. 300 tysięcy mieszkańców), ale na ulicach nie widać tłumów, nie czuć pośpiechu. Mecz piłki nożnej nie był w stanie tego zmienić. Tempo życia w Kownie obserwować można z dachu Kościoła Zmartwychwstania Pańskiego, na którym znajduje się taras widokowy. Jest to najwyżej położony punkt w okolicy, z którego doskonale widać całe miasto. W krajobrazie wyróżnia się Żalgirio Arena, ogromna, nowoczesna hala, w której zmieści się 20 tysięcy ludzi. Tam swoje mecze rozgrywa koszykarski Żalgiris Kowno, najlepszy zespół tego kraju. Kownianie są dumni ze swojego klubu. Herb Żalgirisu widoczny jest wszędzie – na ubraniach, na produktach spożywczych, a nawet był na autokarze, którym przemieszczała się reprezentacja... Polski z lotniska do hotelu. Koszykówka jest dyscypliną dominującą – wystarczy w weekend włączyć litewską telewizję i na pewno na którymś kanale będzie basket. To właśnie koszykówkę oglądają Litwini w barach.
Reprezentacja Polski trafiła więc do miejsca opuszczonego przez futbolowych bogów. Żaden Litwin nie czekał na lotnisku, żeby poprosić o autograf światowej gwiazdy, Roberta Lewandowskiego. Gdy w sobotę polscy piłkarze dotarli na stadion Dariusa i Girenasa, żeby odbyć oficjalny trening, gospodarze wydawali się zdziwieni tym, jak wielkim zainteresowaniem polskich mediów cieszy się kadra Jana Urbana. Dziennikarze ledwo zmieścili się w małej sali, gdzie odbyła się przedmeczowa konferencja selekcjonera.
W niedzielę w centrum Kowna niewiele się przed spotkaniem zmieniło. Tylko obecność fanów z Polski, odzianych w barwy narodowe, zdradzała, że po 15-minutowym spacerze można dojść do stadionu, na którym będzie mecz, który absolutnie nie wpłynął na dynamikę życia kownian. Wielu z nich pewnie nigdy się nie dowie, że w ogóle odbył się jakikolwiek mecz.
Jesteś po stronie Jagiełły czy Jadwigi? Fot. Kacper Janoszka
Jan Bednarek rozdawał autografy pod hotelem Victoria. Fot. Kacper Janoszka
W samym centrum Kowna zawisła polska flaga. Fot. Kacper Janoszka
