Jakby z dwóch światów
Mamy wrażenie, że w tym sezonie oglądamy różne GKS-y. Jeden ligowy - drugi na arenie międzynarodowej.
Gorących spięć pod tyską bramką nie brakowało. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
CHAMPIONS HOCKEY LEAGUE
Niesłychane emocje towarzyszyły ostatniemu występowi tyszan w Lidze Mistrzów. GKS na Stadionie Zimowym podejmował jedną z czołowych fińskich drużyn, a losy meczu ważyły się do ostatniej chwili. Mistrzowie kraju ostatecznie przegrali z Lukko Rauma 4:5, a ostatniego gola stracili na 48 sek. przed końcową syreną. To był już trzeci mecz na własnej tafli przegrany jednym golem. Hokeiści z Tychów zasłużyli na słowa uznania...
Wprawdzie zespół GKS-u stracił wcześniej szansę awansu do play offu, ale kapitan Filip Komorski zapowiedział walkę od początku do końca o korzystny wynik. Trener Pekka Tirkkonen nie byłby sobą gdyby nie dokonał zmian w ustawieniu piątek. Alan Łyszczarczyk, do tej pory odgrywający ważną rolę w wyższych formacjach, tymczasem zagrał w ostatniej. Jednak nie zawiódł. Natomiast fiński zespół pojawił się bez kanadyjskiego obrońcy, Aleksa Petersa oraz najskuteczniejszego napastnika w lidze, 36-letniego Fina Mikaela Ruohoma. Szkoleniowiec mógł sobie pozwolić na taki luksus, bo jego zespół już wcześniej zakwalifikował się do drugiej części rozgrywek.
Mamy dwa zespoły GKS-u, choć na lodzie występują ci sami zawodnicy. Inaczej GKS prezentuje się podczas meczów ligowych i diametralnie inaczej w CHL. Jeden anemiczny, zaś drugi walczący! W meczach międzynarodowych gra odważnie, agresywnie i mądrze taktycznie, choć rywale są ze znacznie wyższej półki. W potyczkach ligowych natomiast prezentuje się znacznie gorzej.
Gospodarze zaczęli z werwą i na efekty długo nie trzeba było czekać. Aktywny Łyszczarczyk zagrał zza bramki do Bartłomieja Jeziorskiego, a ten precyzyjnym uderzeniem posłał krążek pod poprzeczkę. Daniel Salonen nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. Goście zorientowali się, że nie będzie taryfy ulgowej i ruszyli do przodu. Zamknęli GKS w strefie obronnej i zaczęli sprawdzać umiejętności Tomaša Fučika. Po oblężeniu w końcu Antti Saarela trafił z bliskiej odległości. Goście nie spoczęli na laurach, a na dodatek Komorski w 14 min znalazł się boksie kar, a w jego ślady podążył Matias Lehtonen. Krótkie podwójne osłabienie tyszanie wytrzymali, ale w pojedynczym fińska ekipa wyszła na prowadzenie za sprawą Stevena Jandrica. Było ono w pełni zasłużone, bo rywale posiadali wyraźną przewagę.
Gospodarze 2. tercję zaczęli z animuszem i Henri Knuutinen, wcześniej mocno krytykowany, zmienił lot krążka po uderzeniu Marka Viitanena i GKS doprowadził do remisu. Niezbyt długo cieszyliśmy się z wyrównania, bo Onni Korkka, pozostawiony bez opieki, miał sporo swobody i umieścił krążek w siatce.
To co się działo w ostatniej odsłonie, przechodziło wszelkie oczekiwania. Jeszcze kibice dobrze nie usadowili się na swoich miejscach, a Mateusz Bryk po 23 sek. zdecydował się na uderzenie z daleka i krążek, ku zaskoczeniu Salonena, znalazł się w bramce. Chwilę później Rasmus Heljanko znalazł się w sytuacji sam na sam, ale trafił w bramkarza. W końcowych fragmentach też miał szansę na gola, ale również ją zaprzepaścił. Gdy w 44 min Komorski wykorzystał błąd bramkarza i zdobył czwartego gola, na Stadionie Zimowym zapachniało sensacją. Fiński zespól znów jednak pokazał swoją dojrzałość i w rezultacie Korkka ponownie doprowadził do remisu. Powoli zaczęliśmy myśleć o dogrywce, jednak Leo Tuuva rozwiał nadzieję, pokonując po raz piąty Fučika. 10 sek. później tyski golkiper zjechał z lodu, ale ten manewr nie przyniósł żadnych efektów.
Tyszanie kończą tę edycje CHL z 3 punktami, jednak przy odrobinie szczęścia ten dorobek mógł być większy. Niemniej z tak renomowanymi rywalami pokazali się z dobrej strony, zaś mecze z dwoma szwedzkimi zespołami oraz z fińskim na Stadionie Zimowym będziemy długo wspominali i znajdą odpowiednie miejsce w historii klubu. Teraz powrót do ligowej rzeczywistości i oby tylko hokeiści tak zaprezentowali się w najbliższych meczach jak w CHL – wzdychają kibice...
Włodzimierz Sowiński
◼ GKS Tychy – Lukko Rauma 4:5 (1:2, 1:1, 2:2)
1:0 – Jezierski – Łyszczarczyk (2:24), 1:1 – Saarela - Pathrik Westerholm - Ponthus Westerholm (7:40), 1:2 – Jandric – Morand (16:16, w przewadze), 2:2 – Knuutinen – Viitanen – Bryk (27:26), 2:3 – Korkaa – Morand (29:27), 3:3 – Bryk – Komorski – Paś (40:22), 4:3 – Komorski (43:22), 4:4 – Korkka (47:09), 4:5 – Tuuva – Intonen (59:12)
Sędziowali: Bartosz Kaczmarek i Wojciech Czech – Michał Gerne i Michal Żak. Widzów 2000.
GKS: Fučik; Bryk – Viinikainen, Kakkonen – Kaskinen, Walli – Pociecha, Sobecki – Bizacki; Jeziorski – Komorski (2) – Paś, Viitanen – Monto – Knuutinen, Heljanko – Kuru – Lehtonen (2), Gościński – Drabik – Łyszczarczyk. Trener Pekka TIRKKONEN.
LUKKO: Salonen; Stenqvist – Almari (2), Gelinas – Välilä, Viitasalo – Olsson, Korkka; Ponthus Westerholm – Pathrik Westerholm – Saarela, Beaucage – Morand – Jandric, Krannila – Intonen (2) – Tuuva (2), Ikonen – Joki – Haapanen, Hämäläinen. Trener Tomi LÄMSÄ.
Kary: GKS – 4 min, Lukko – 8 (2 tech.) min.
18 SEKUND tyszanie grali w podwójnym osłabieniu, ale zdołali się obronić.
29 CELNYCH strzałów oddali goście, natomiast gospodarze zrewanżowali się 17 uderzeniami.
58 SEKUND było do końca kary Lehtonena, gdy Jandric zdobył gola na 2:1.
