Sport

Jak Polka „kliknęła” z Martą Kostjuk

Nie Aryna Sabalenka, nie Iga Świątek ani też nie Jelena Rybakina, lecz 23-letnia Ukrainka jest najlepszą tenisistką pierwszej połowy sezonu na mączce. To również wielka zasługa jej trenerki, pochodzącej z Katowic Sandry Zaniewskiej.

Sandra Zaniewska (druga z lewej), Marta Kostjuk, jej sztab i dwójka jej pupili podczas fety w Madrycie. Fot. Cordon Press/SIPA USA / Press Focus

Udało nam się porozmawiać nieco dłużej niespełna miesiąc temu, gdy do Gliwic zjechała reprezentacja Ukrainy na mecz z Polską w Billie Jean King Cup. Sandra Zaniewska towarzyszyła Marcie Kostjuk, z którą w lipcu „stuknie” jej trzy lata współpracy, m.in. opiekowała się jednym z jej psich ulubieńców. A że jest rodowitą Katowiczanką, musiało nam zejść na sentymenty...

- To miał być mój tydzień wolny, ale jak się okazało, że mecz jest w Polsce i jeszcze na Śląsku, to nie mogłam tej okazji przepuścić – przyznała Zaniewska. - Moja mama spędza teraz więcej czasu w Krakowie, ale tata mieszka w Ligocie, tam gdzie się wychowałam. Wracam tu raz na kilka miesięcy, choć na dzień-dwa. Lubię wtedy iść do parku, w którym spędzałam czas jako dziecko, przejść się koło mojej podstawówki, Elementarza w Ligocie. Uczyłam się w niej tylko pierwsze trzy klasy, ale zawsze chcę poczuć te klimaty. Śląsk pachnie inaczej niż inne miejsca. Słyszałam, że w Katowicach bardzo dużo się zmienia, staje się takim „city”. Fajnie, to miasto zawsze miało potencjał. Nie miałam okazji jeszcze być w Strefie Kultury, NOSPR-ze, Muzeum Śląskim, ale moje wizyty tutaj przeznaczam na nostalgię, powrót do miejsc, które kojarzą mi się z młodością – podkreślała wówczas trenerka triumfatorki największego turnieju w ostatnim miesiącu, WTA 1000 w Madrycie.

Coaching na wyższym poziomie

Kostjuk jest trzecią zawodniczką z top 100, z którą pracuje 34-letnia Zaniewska – w zawodniczej karierze finalistka juniorskiego Australian Open (2009) w deblu, najwyżej w zawodowym rankingu 142. (2012). Pierwszą była Chorwatka Petra Martić (2018-19), kolejną  Francuzka Alize Cornet (2020-21). Przez dwa lata Polka pracowała też w słynnej akademii Patricka Mouratoglou w Biot, między Niceą a Cannes.

Gdy w lipcu 2023 objęła pieczę nad Kostjuk, utalentowana Ukrainka nie mogła się jej nachwalić. - Zwykle nikt nie akceptował, ani nie próbował zrozumieć, dlaczego musiałam wyrzucić z siebie złość na korcie. Nie było prób rozmowy i nawet nie pozwalano mi później tak reagować. Sandra wyraziła na to zgodę, a ja pomyślałam: wow, to się nazywa coaching na wyższym poziomie. Nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego - mówiła w rozmowie z WTA Insider. - Czuję się teraz bardzo spokojna, bo nie muszę udawać ani się bać, że zostanę skarcona. Ona pozwala mi być tym, kim jestem - dodała Ukrainka.

Zaniewska z kolei podkreśla, że pomimo 10 lat różnicy wieku, szybko między nimi „kliknęło”. - Dużo z Martą rozmawiamy, ufamy sobie, mamy też podobne charaktery i poczucie humoru, a także wspólne zainteresowania, jak psy, dobre jedzenie czy zegarki, bo tenis nie jest całym naszym światem - uśmiecha się Katowiczanka. - Myślę, że to pomogło nam przetrwać kryzysy na korcie, momenty „na granicy”, bo to naturalne, że takie są. I jest podstawą stabilnej współpracy. Jest między nami trochę przyjaźni, ale zawsze staramy się trzymać linię i pamiętać, że najważniejsze jest to, żeby Marta stawała się jak najlepszą zawodniczką. I dlatego wydaje mi się, że ciągle idziemy do przodu – mówi trenerka Ukrainki.

Salto w tył, skok w przód

10 kwietnia w PreZero Arenie jej podopieczna zapewniła Ukrainkom pierwszy punkt w wygranym 4-0 meczu z Polską, bezdyskusyjnie punktując Magdę Linette 6:4, 6:0. Nikt jednak chyba wówczas nie przypuszczał, że będzie to początek tak wspaniałej serii zwycięstw tenisistki z Kijowa na kortach ziemnych. Dziś wynosi ona już 12 kolejnych wygranych i dwa zdobyte tytuły: w Rouen we Francji WTA 250, a przede wszystkim w „tysięczniku” w stolicy Hiszpanii.

To największy sukces w karierze niespełna 24-letniej Kostjuk. W Madrycie straciła tylko jednego seta i odniosła dwa zwycięstwa nad zawodniczkami z top 10 – z Amerykanką Jessicą Pegulą i w sobotnim finale z Rosjanką Mirrą Andriejewą (6:3, 7:5). Po ostatniej piłce wykonała efektowną celebrację - salto w tył.

Do imprezy w Hiszpanii przystępowała jako 23. na liście WTA i została zaledwie drugą zwyciężczynią tej imprezy, notowaną poza czołową 20. W poniedziałkowym notowaniu awansowała na najwyższe w karierze 15. miejsce.

Sukcesy niczym klątwa

Była jednym z „cudownych dzieci” światowego tenisa: juniorski Australian Open w 2017 roku wygrała w wieku zaledwie 14 lat (!), była druga w rankingu, a rok później w debiucie wielkoszlemowym wśród zawodowców dotarła do trzeciej rundy w Melbourne - jako 15-latka!

Po latach przyznała, że ciężar tych wczesnych sukcesów towarzyszył jej przez długi czas w dorosłej rywalizacji. - Przez wiele lat żyłam w stanie, w którym wszyscy oczekiwali ode mnie dużych wyników. Bycie tak blisko zwycięstwa i osiąganie tak dobrych rezultatów w tak młodym wieku było niemal jak klątwa – przyznała.
I choć z dumą wspomina tamte osiągnięcia, to dopiero uwolnienie się od tej presji pomogło jej wygrywać. Rok rozpoczęła od finału w Brisbane, potem - w 1. rundzie Australian Open - skręciła staw skokowy i pauzowała 6 tygodni. W marcu w Indian Wells oraz w Miami zderzyła się z wybitną wówczas Jeleną Rybakiną, ale po powrocie do Europy już „odpaliła”: Gliwice, Rouen i Madryt, pozostając niepokonaną na kortach ziemnych.

Bombardowanie od środka

Jak sama mówi, zmiana nie wynikała z przebudowy techniki, lecz z terapii i dojrzewania. - Tenis dla mnie zawsze wiązał się z wielkimi emocjami, zużywałam mnóstwo energii. Wszystko było dla mnie niezwykle ważne, zarówno zwycięstwa, jak i porażki. Bardzo trudno jest żyć w tym ciągłym emocjonalnym bombardowaniu od środka. Terapia bardzo mi pomogła, choć to nie jest łatwa droga. Powiedziałabym, że to bardzo nieprzyjemna droga – podkreśla Kostjuk.

Przed finałem w Madrycie przekonywała, że w końcu czerpie radość z gry. - Rozmawiałyśmy z Sandrą o tym, że nawet kiedy dotarłam do finału w San Diego (2024), cały turniej był dla mnie mentalną katastrofą. Wyniszczałam się wewnętrznie. Powiedziałam jej wtedy, że owszem, doszłam do finału, ale nie chcę wygrywać w taki sposób, za wszelką cenę - próbowałam zmienić tę narrację w mojej głowie. I zadziałało. Teraz wychodzę na kort, wykonuję swoją pracę i nie jestem emocjonalnie przywiązana do wyniku. Niezależnie od tego, czy wygrywam, czy przegrywam, po prostu dalej pracuję i staję się lepszą osobą oraz zawodniczką. To wszystko – podsumowała podopieczna Zaniewskiej.

Tenis to nie cały świat

Od soboty Madryt to i dla Polki spełnienie marzeń i celów – w karierze szkoleniowej. - Ale również dowód na to, że praca, którą wykonujemy z Martą, jest właściwa, idzie w kierunku, w którym powinna – już „na chłodno” zauważa Katowiczanka. - Marta jest trochę niekonwencjonalną zawodniczką właśnie z tego względu, że tenis nie jest dla niej całym światem. Jej dojrzewanie tenisowe zajmuje trochę więcej czasu. Ale patrząc na nią, jak się porusza, jaką ma prędkość piłki, jak jest inteligentna na korcie i chłonna do nauki, jak czuje swoje ciało, to nie wydaje mi się, żeby miała tenisowy sufit - przekonuje Zaniewska.

We wtorek Ukrainka wycofała się z rywalizacji w kolejnym „tysięczniku”, w Rzymie. Oficjalny powód to uraz prawego biodra, ale Kostjuk potrzebuje złapać oddech przed Rolandem Garrosem. - Na razie myślę o dniach wolnych, że po prostu nie będę widziała kortów ani tenisa. Miałam bardzo intensywne ostatnie kilka tygodni i chcę po prostu trochę odpocząć – sygnalizowała zaraz po hiszpańskim triumfie.

- Z Martą podróżuję około 38-40 tygodni w roku, spędzam z nią więcej czasu niż jej mąż. Dlatego ter.az obydwie odpoczniemy przed rozpoczęciem treningów do French Open i na pewno będzie to więcej niż tylko dwa dni wolnego – uśmiecha się w rozmowie ze „Sportem” polska trenerka najlepszej tenisistki ostatniego miesiąca.

Tomasz Mucha

3 TYTUŁY ma na koncie Marta Kostjuk. Oprócz tegorocznych w Rouen i Madrycie w 2023 roku wygrała też imprezę w Austin (WTA 250). Zagrała też 3 razy w innych finałach – w San Diego i Stuttgarcie (oba 2024) oraz w Brisbane (2026).

Ostatnio Marta Kostjuk ma okazję do triumfów. Fot. PAP /EPA