Im wyżej, tym lepiej
Rafał Majka, jeden z najlepszych polskich kolarzy w historii, przeszedł na sportową emeryturę. – Czuję się spełniony! – podsumował 15 lat w zawodowym peletonie.
Orzeł wylądował... Mistrz Polski po swoim ostatnim wyścigu w karierze z żoną Magdaleną, córką Mają i synem Oliwierem. Fot. UAE Team Emirates
Pierwsze głosy, że Majka przestanie się ścigać, pojawiły się pod koniec czerwca tego roku na mistrzostwach Polski, które odbywały się w jego rodzinnych stronach. Zawody ze startem i metą w małopolskich Dobczycach, z rundą, która przebiegała przez Zegartowice, gdzie się urodził i gdzie mieszka, miały być jego benefisem – wydarzeniem zorganizowanym specjalnie dla niego, podsumowującym bogatą w sukcesy karierę. Na wymagającej trasie sprostał trudnej roli faworyta i w wielkim stylu wygrał – jak się później okazało – swój ostatni wyścig. Pytany wtedy, co dalej, uciekał od jednoznacznej odpowiedzi. – Czuję się bardzo dobrze, kocham kolarstwo, ale nie wiadomo, co będzie – mówił niepewnie, choć już wiedział, co się stanie.
Rodzina najważniejsza
Nieco ponad miesiąc później wszystko stało się jasne. – W tym roku obiecuję wam super zabawę, ponieważ będzie to moje ostatnie Tour de Pologne. Do zobaczenia na trasie, ostatni sezon, ostatni przystanek – ogłosił. Jak zwykle podczas tej imprezy, starał się, jak mógł, ale to starczyło do zajęcia tylko ósmego miejsca. Miał jednak powody do radości, bo zwyciężył Amerykanin Brandon McNulty, jego kolega z UAE Team Emirates-XRG. – To był piękny wyścig i cieszę się, że mogliśmy wygrać go jako drużyna. Na koniec spotkało mnie coś wspaniałego – przyjechałem tu, żeby się cieszyć i byłem zachwycony polskimi kibicami, którzy mnie dopingowali, stojąc przy trasie, i czytając wyrazy wsparcia, które napisali na drodze, a robiłem to przecież w koszulce z orłem na piersi. Czuję się spełniony! – podkreślał.
Przyznał również, od dwóch lat wiedział, że ten sezon będzie jego ostatnim. – Chciałem zakończyć karierę na szczycie, wciąż będąc w świetnej formie. Najważniejsze jest dla mnie zdrowie i rodzina, a ten moment jest idealny, by powiedzieć „dość” – zaznaczył. Wystartował jeszcze w wyścigach dookoła Niemiec i Luksemburga oraz w kilku włoskich klasykach. Po najważniejszym z nich, sobotnim Il Lombardia, pożegnał się z kolarstwem, choć najlepsza grupa świata proponowała mu dwuletni, bardzo atrakcyjny kontrakt (około miliona dolarów rocznie).
O tym, dlaczego stało się to akurat w tym momencie, opowiedziała Eurosportowi jego żona Magdalena. – Czekałam na to 19 lat, bo tyle jestem z Rafałem. Odkąd go znam, był kolarzem. Teraz czuję się jednak trochę dziwnie, bo dotąd całe nasze życie było ściśle związane z rowerem – przyznała. – Jak zaczynałam z nim chodzić, obiecał, że w wieku 36 lat zakończy karierę. Słowa dotrzymał – cieszyła się. – Wiem, że kolarstwo go potrzebuje, ale my w domu też go potrzebujemy. Dzieci bardzo go kochają. Teraz wreszcie będą mogły dłużej z nim pobyć – dodała.
Lubił się zmęczyć
Majka w końcu będzie więc mógł pomieszkać w Zegartowicach, gdzie 12 września 1989 roku się urodził. Zaczynał od... piłki nożnej. – Grałem w Grodzisku Raciechowice, ale pewnego dnia przyjechał trener Zbigniew Klęk z WLKS-u Krakus Swoszowice, przywiózł rowery i zrobił testy. Od razu mi się spodobało. Od 13. roku życia poświęciłem się tylko kolarstwu. Nie ma porównania z piłką, bo ja lubię się zmęczyć. Grając mecz, często się stoi, bywało to dla mnie nudne – mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.
Pierwszy sportowy sukces odniósł dość szybko, bo już w 2003 roku, zostając mistrzem Małopolski w jeździe na czas w kategorii młodzików. Trzy lata później zajął drugie miejsce w górskich mistrzostwach Polski juniorów. W 2007 roku wygrał najcięższy, górski etap Małego Wyścigu Pokoju, wyprzedzając Słowaka Petera Sagana, późniejszego trzykrotnego mistrza świata elity. – W juniorach sporo wygrywałem, ale jako orlik (kategoria wiekowa 19-22 lata – przyp. red) nie widziałem już możliwości rozwoju w Polsce. Na szczęście Tomasz Marczyński (starszy od niego o pięć lat wychowanek Krakusa, który wtedy ścigał się we włoskiej grupie zawodowej Ceramica Flaminia – przyp. red.) polecił mnie jednej z włoskich amatorskich grup. Zaryzykowałem. Dawali jedzenie, zapewniali jako takie utrzymanie. Początkowo było ciężko, bo nie znałem języka. Po trzech miesiącach porozumiewałem się, po roku dobrze mówiłem po włosku i problem znikł – wspominał.
Majka skończył jeszcze Szkołę Mistrzostwa Sportowego o profilu kolarskim w Świdnicy, w 2008 zdał maturę i wyjechał do Włoch. – W Polsce nie ma wysokich gór, dopiero po wyjeździe zobaczyłem, co to znaczy jeździć po górach, i się do tego zapaliłem. Zapomniałem wtedy o niedogodnościach. Uwielbiam się męczyć, jeżdżąc pod takie góry. Im wyżej, tym lepiej – podkreślał Polak, który wkrótce stał się jednym z najlepiej wspinających się zawodników w zawodowym peletonie.
Pomocnik Contadora
Udane występy we włoskich wyścigach sprawiły, że młodzieżowcem zainteresował się Enzo Frediani, oferując pomoc w uzyskaniu zawodowego kontraktu. Ten agent wielu świetnych kolarzy stał się także menedżerem Majki. Włoch polecił go kierownictwu ekipy Saxo Bank. – Jest jak Real albo, jak kto woli, Barcelona w kolarstwie. To najlepiej zorganizowana grupa na świecie – podkreślał wtedy Polak, który od 2011 roku zaczął się ścigać w imprezach najwyższej rangi, początkowo jako pomocnik Alberto Contadora.
Kontrakt z Saxo Bankiem podpisał po obozie na Majorce. Zapewne wpływ na to miała sytuacja związana ze słynnym Hiszpanem, która wydarzyła się podczas treningu na tej wyspie. – Jechaliśmy pod górę całą grupą wraz z Contadorem. Tylko ja dotrzymałem mu koła, wjechałem przy nim. Zdziwił się, ja zresztą też. Dzisiaj nie jestem tak szalony, trzymam się ustalonego w grupie porządku. Wykonuję pracę, jaką mi się zleca, bo jestem zawodowcem. Nie ścigam się z Contadorem, to byłoby głupie – tłumaczył na początku kariery, a potem przez całe lata liderzy grup, w których jeździł, mogli liczyć na jego wsparcie.
Pierwsze znaczące wyniki w zawodowym peletonie „Zgred”, jak zaczęto go nazywać już w wieku juniora, zanotował w 2013 roku, zajmując siódme miejsce w Giro d'Italia, czwarte w Tour de Pologne i trzecie w klasyku Il Lombardia. Następny rok przyniósł największe sukcesy. Rozpoczął go od szóstego miejsca w Giro d'Italia, a status gwiazdy zdobył na szosach Tour de France. Wyścig ułożył się korzystnie dla Majki, który po kontuzji lidera ekipy Contadora dostał wolną rękę, by walczyć o jak najwyższe lokaty na górskich etapach. Zwyciężył na alpejskim odcinku do Risoul oraz w Saint-Lary Soulan w Pirenejach, gdzie 21 lat wcześniej triumfował Zenona Jaskuła. Majka wywalczył koszulkę najlepszego „górala”, którą dowiózł do mety w Paryżu.
Dar od Boga
W ten sposób zapisał się w historii polskiego kolarstwa jako pierwszy, który wygrał dwa etapy w Wielkim Tourze oraz triumfował w jednej z klasyfikacji, poprawiając osiągnięcie Jaskuły, zwycięzcy etapowego z 1993 roku. – Mam świadomość, że dokonałem czegoś wielkiego. Ale jestem młodym zawodnikiem i myślę, że moja kariera się nie kończy, będzie się rozwijała dalej. Będę próbował poprawić ten wynik, choć wygrać znów dwa etapy będzie na pewno bardzo ciężko – mówił po zakończeniu Wielkiej Pętli. Bezpośrednio z Francji przyjechał na Tour de Pologne i z rozpędu zwyciężył w wielkim stylu w klasyfikacji generalnej, dodając do tego dwa wygrane etapy – w Szczyrbskim Jeziorze na Słowacji oraz w Bukowinie Tatrzańskiej. W 2015 roku Majka mógł się pochwalić trzecim już wygranym etapem w Tour de France i pierwszym w karierze podium w jednym z trzech wielkich tourów – ukończył na trzeciej pozycji rywalizację we Vuelta a Espana. W 2016 wywalczył piątą lokatę w Giro d'Italia, najlepszą w historii startów Polaków w tym wyścigu, po raz drugi zwyciężył w klasyfikacji górskiej Tour de France, a w Rio de Janeiro sięgnął po brązowy medal olimpijski.
– Kolarstwo jest naprawdę ciężkim sportem. W domu cię praktycznie nie ma. Mogę jednak przyznać, ja trafiłem jak w totolotka. To mój dar od Boga, że potrafię wykorzystać te siły, które mi dał. A wszystkim dzieciakom życzę, by brały przykład z nas – wszystkich reprezentantów Polski. Trzeba uwierzyć w swoje możliwości, marzyć o medalu olimpijskim. Teraz kolejnym celem jest wygranie Wielkiego Touru i wtedy mogę kończyć karierę – mówił w Brazylii po olimpijskim sukcesie.
Mentor Pogacara
Tego marzenia już nie zrealizował, choć w 2017 roku został jednym z liderów silnej niemieckiej ekipy BORA-hansgrohe. W pierwszym z czterech sezonów w tym zespole odniósł cztery zwycięstwa, m.in. etapowe na Vuelta a Espana (jako pierwszy Polak) oraz w klasyfikacji generalnej wyścigu Dookoła Słowenii, a w Tour de Pologne stanął na drugim stopniu podium, przegrywając tylko o dwie sekundy z Belgiem Dylanem Teunsem. W trzech następnych sezonach nie odniósł jednak żadnej wygranej i zdecydował się na zmianę grupy.
Od 2021 roku ścigał się w barwach UAE Team Emirates, często jako pomocnik najlepszego kolarza ostatnich lat, niezwykle utalentowanego Słoweńca Tadeja Pogacara. W koszulce tej ekipy Majka triumfował czterokrotnie: na etapie Vuelta a Espana (2021), na dwóch odcinkach Dookoła Słowenii (2022) oraz w Dusznikach-Zdroju na Tour de Pologne (2023). Listę jego 16 triumfów zamyka tegoroczne mistrzostwo Polski w wyścigu ze startu wspólnego.
– Chciałem pogratulować ci niesamowitej kariery. Chciałem także podziękować ci za te wszystkie lata, kiedy byłeś obok mnie. Byłeś moim starszym bratem, moim mentorem i jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym kolegą, szczególnie w Wielkich Tourach. Wiele razem przeszliśmy. Dziękuję za te wszystkie emocje i szczęśliwej emerytury – zwrócił do Majki na koniec Pogacar, czterokrotny zwycięzca Tour de France i aktualny mistrz świata.
168 118 TYLE kilometrów według stronyprocyclingstats.com w zawodowym peletonie przez 15 lat (2011-2025) tylko w trakcie wyścigów przejechał Majka; zapewne dwa razy tyle zaliczył w tym czasie na treningach, co łącznie daje około pół miliona kilometrów.
Grzegorz Kaczmarzyk
