Sport

Hit w Częstochowie

Do najciekawszego meczu w 4. lidze śląskiej dojdzie w sobotę o 12.15 pod Jasną Górą. Trzecie w tabeli rezerwy Rakowa podejmą lidera z Rybnika.

Pięć lat temu trener Piotr Mandrysz mierzył się z pierwszą drużyną Rakowa, pracując w Sandecji. Tu z Vladislavem Gutkovskisem. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

4. LIGA ŚLĄSKA

Druga drużyna wicemistrza Polski przeszła latem prawdziwą rewolucję. Spowodowana była faktem, że najlepsi zawodnicy rezerw Rakowa zostali dokooptowani do występującej w 3. lidze Skry Częstochowa w związku z fuzją obu klubów. - Zmieniło się tak naprawdę 95 procent szatni. Taki plan na ścieżkę rozwoju dla naszych chłopaków był jednak przygotowany i przemyślany. Wiemy, jak ciężko jest dostać się do pierwszego zespołu i pod tym kątem połączenie obu klubów na pewno nam pomoże. Wytycza to schody wejścia na poziom centralny, bo mamy świadomość, że każdy zawodnik do tego dąży. Każdy kto będzie się wyróżniał otrzyma szansę, najpierw w Skrze, a potem będzie mógł pójść na wypożyczenie już na poziom centralny - tłumaczy Michał Mizgała, któremu przed sezonem powierzono rolę trenera „dwójki” Rakowa.

Szacunek do lidera

Początek sezonu nie był najłatwiejszy dla graczy Akademii Rakowa, ale ostatnio są na fali wznoszącej. Cztery wygrane z rzędu wywindowały ich na podium. W klubie przed drużyną nikt jednak nie stawiał celu awansu, priorytety są inne. - Mamy młody zespół, zbieramy doświadczenie, najważniejszy jest rozwój. Jeśli 3-4 zawodników po sezonie trafi poziom wyżej, to będzie największy sukces. Mamy grać jak najmłodszym składem i szukać talentów - mówi trener, który mimo reprezentacyjnej przerwy nie będzie mógł dziś liczyć na wsparcie z pierwszego zespołu, bo drużyna Marka Papszuna zaplanowała spotkanie kontrolne z Polonią Bytom. - Każde zejście zawodnika z „jedynki” to ogromna wartość, od razu stajemy się silniejsi. Skupiamy się jednak przede wszystkim na naszych graczach z akademii - dodaje Mizgała.

Do starcia z rybniczanami, którzy w tym sezonie raz przegrali, raz zremisowali, a w pozostałych dziewięciu meczach sięgnęli po komplet punktów, częstochowianie podchodzą z dużym szacunkiem. - To przeciwnik, który poziomem i jakością przerasta tę ligę. ROW jest głównym kandydatem do awansu i jeśli zachowa taką formę, to zapewne cel zrealizuje. My jednak nie mamy kompleksów. Gramy u siebie i na pewni nie będziemy czuć lęku - podkreśla na koniec trener rezerw Rakowa.

Pochwała dla akademii

Piotr Mandrysz, który pracę w Rybniku podjął w grudniu ubiegłego roku, nie lubi, gdy po 1/3 sezonu jego drużynę już przypisuje się do wyższej ligi. - Jeszcze nikt nie wywalczył awansu po 11 kolejkach, najpierw trzeba sobie zapewnić utrzymanie. Na ten moment cieszymy się z tego dorobku, celem na jesień jest zdobycie tylu punktów, żeby spokojnie przygotowywać się do wiosny - tonuje nastroje 63-letni szkoleniowiec, który nie szczędzi pochlebstw pod adresem rywali. - Jestem zadowolony z miejsca, które zajmujemy, ale wiem, że w tej lidze jest więcej zespołów dobrze grających w piłkę. Choćby właśnie rezerwy Rakowa. Taki klub nie po to ma akademię, by tylko była. Piłkarze, którzy tam trafiają, chcą podnosić umiejętności, myślą o grze w pierwszej drużynie. Praca w Rakowie jest harmonijna, systematyczna i dlatego jest bardzo wysoko - kontynuuje Mandrysz.

Respekt do rywali nie oznacza jednak, że w Częstochowie ekipa ROW-u ma zamiar okopać się na własnej połowie. - Na żaden mecz nie wychodzimy z nastawieniem bronienia się. Można próbować grać o zwycięstwo cały czas napierając na przeciwnika, ale są też inne możliwości. Zobaczymy jeszcze jaką taktykę zastosujemy w Częstochowie, ale wcześniej tego na pewno nie zdradzę - uśmiecha się doświadczony trener.

Poziom się podniósł

Szkoleniowca, który w przeszłości prowadził m. in. Ruch Chorzów, Piasta Gliwice, Pogoń Szczecin, Zagłębie Sosnowiec czy GKS Katowice zapytaliśmy również, jak ocenia reorganizację 4. ligi śląskiej. - Po połączeniu dwóch grup w jedną poziom zdecydowanie się podniósł, aczkolwiek są drużyny borykające się z określonymi problemami i okupują dół tabeli. W sporcie są lata tłuste i chude. Możemy mierzyć się z lepszymi przeciwnikami, a tylko tak można podnosić swój poziom - kończy Piotr Mandrysz, który jesienią 1995 roku rozegrał 14 meczów i strzelił 5 goli dla Rakowa.

Mariusz Rajek