Hat tricka nie było
Piotr Żyła bronił mistrzostwa na skoczni normalnej z Oberstdorfu i Planicy, ale w Trondheim był daleko.
Marius Lindvik fruwał najdalej i zasłużenie zdobył mistrzostwo świata. Fot. PAP/EPA
Liczą się medale
Biało-czerwoni w tym sezonie nie stanęli na podium Pucharu Świata i nie przełamali się też w najważniejszej imprezie. Żaden z Polaków nie włączył się do walki o medale, choć w drugiej serii uczestniczyło ich pięciu. Najlepiej poszło Wąskowi, który wyrósł w ostatnich miesiącach na lidera kadry. Po próbach na 99 i 102 m zgromadził 234,5 pkt, co dało mu 10. pozycję.
- Nie będę narzekał. Bycie w czołowej dziesiątce to bardzo dobry wynik i mogę być z niego zadowolony. Jednak na mistrzostwach świata liczą się głównie medale. Po zakończeniu kariery będą pamiętać tylko o medalistach, a poszczególne miejsca nie mają większego znaczenia - oznajmił Paweł Wąsek na antenie Eurosportu.
Dawid Kubacki był 19., broniący tytułu sprzed dwóch lat Piotr Żyła - 20., Aleksander Zniszczoł, który na półmetku zajmował 11. pozycję, w finale spadł o 17 i zakończył na 28. miejscu, a Jakub Wolny - 29.
W roli głównej wystąpił Lindvik. W pierwszej serii uzyskał 108 m i pobił rekord skoczni. W drugiej skoczył 104,5 m i przypieczętował swój triumf. Norweg w tym sezonie zajmuje 13. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i nie był wymieniany wśród głównych kandydatów do zwycięstwa, choć w ostatnich sprawdzianach przed MŚ w Sapporo był piąty i drugi. 26-latek zdobył drugi medal MŚ. Dwa lata temu w Planicy wywalczył srebro w konkursie drużynowym. Największym sukcesem w jego karierze jest złoty medal olimpijski zdobyty w konkursie na dużej skoczni podczas igrzysk w Pekinie.
Skoczkowie w przyszłym tygodniu będą walczyć o medale na dużym obiekcie w Trondheim, gdzie odbędą się jeszcze cztery konkursy: indywidualne mężczyzn i kobiet, drużynowy mężczyzn oraz rywalizacja mikstów.
Były bez szans
W sobotę odbył się drużynowy konkurs kobiet. Polki początkowo miały w nim nie wystąpić, bo do Norwegii trener Marcin Bachleda zabrał tylko trzy zawodniczki: Polę Bełtowską, Nicole Konderlę i Annę Twardosz. Na miejscu dołączyła jednak do nich „kombinatorka” Joanna Kil i udział w konkursie – wystąpiło w nim 12 zespołów - był możliwy. Jednakże nie pomogła koleżankom, skoczyła zaledwie 57,5 m, co praktycznie zamknęło drogę do awansu do czołowej ósemki. Bełtowska miała 77 m, Konderla - 76,5 m, a Twardosz - 84,5 m. Polki zgromadziły łącznie 238,9 pkt i wyprzedziły jedynie reprezentację Kazachstanu, zajmując przedostatnie 11. miejsce. Triumfowały Norweżki przed Austriaczkami i Niemkami. - Wywalczenie mistrzostwa świata w drużynie było naszym głównym celem na ten sezon. Każda z nas spisała się bardzo dobrze i wygrałyśmy. Pod skocznią zgromadziło się wielu kibiców i bardzo przyjemnie skakało się w takich okolicznościach. Wszyscy nas dopingowali i pomagali. Jesteśmy najlepsze - powiedziała Anna Odine Stroem, która w piątek wywalczyła brąz w konkursie indywidualnym.
Tuż za podium uplasowały się Słowenki z Niką Prevc - mistrzynią świata ze skoczni normalnej.
(awa)
DZIŚ I JUTRO NA ARENACH MŚ