Sport

Gwiazda zza pleców Haalanda

W czwartek Polacy zmierzą się z Nową Zelandią – zespołem, który jako drugi awansował do przyszłorocznych mistrzostw świata, a w swych szeregach ma czołowego snajpera Premier League.

Chris Wood wie, jak dyrygować nowozelandzką kadrą. Fot. Andrew Surma/SIPA USA / Press Focus

NOWA ZELANDIA

Ponad pół roku temu, 20 marca, Japonia wygrała z Bahrajnem 2:0 w azjatyckich kwalifikacjach do mistrzostw świata. Wówczas okrzyknięto ekipę z Kraju Kwitnącej Wiśni pierwszą, która awansowała na mundial. Zaledwie pięć dni później z sukcesu cieszyła się Argentyna, bo bezbramkowy remis Boliwii z Urugwajem także zapewnił jej awans na turniej. Radość w ekipie Albicelestes była ogromna, przez co zupełnie niezauważona została reprezentacja Nowej Zelandii, która w regionie Oceanii dzień wcześniej, jako druga drużyna na świecie, dostała się na przyszłoroczne mistrzostwa w Ameryce Północnej.

Bez barażu

Po raz pierwszy od 2010 roku Oceania będzie miała swojego przedstawiciela na mundialu. Nowa Zelandia w każdych eliminacjach od tego czasu była najlepsza w swojej strefie, ale nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ FIFA uznała, że zwycięzcy tych eliminacji i tak muszą zmierzyć się w barażu interkontynentalnym, a nim zespół z OFC za każdym razem przegrywał (w 2014 roku z Meksykiem, w 2018 z Peru, a w 2022 z Kostaryką). Teraz – wskutek powiększenia liczby uczestników mundialu – system uległ zmianie i Nowa Zelandia nie musi walczyć w barażu. Dzięki zwycięstwu w eliminacjach automatycznie wywalczyła awans na turniej. Co więcej, z Oceanii wciąż szansę awansu ma Nowa Kaledonia, która w finale kwalifikacji przegrała, ale zagra w barażu interkontynentalnym w formule play off (przeciwko zespołom z Ameryki Południowej, Ameryki Północnej, Azji i Afryki).

Bezbolesne eliminacje

W swojej strefie Nowa Zelandia nie ma konkurencji. W zaktualizowanym rankingu FIFA znajduje się na 83. pozycji. Drugim najlepszym zespołem z Oceanii są Wyspy Salomona, na 148. miejscu. Nieco niżej w rankingu znajdują się kolejno: Nowa Kaledonia, Fidżi, Tahiti i Vanuatu. Na 198. miejscu notowana jest wyspa Tonga, a za nią znajduje się już tylko 12 najgorszych reprezentacji na świecie. Dla Nowej Zelandii wygrana w eliminacjach jest obowiązkiem do spełnienia. Drogę do mundialu rozpoczęła w październiku 2024 roku, od drugiej rundy kwalifikacyjnej. W grupie spotkała się z Tahiti, Vanuatu i Samoa. Wygrała trzy spotkania, zdobywając 19 bramek i tracąc jedną. Dostała się do finałowej rundy, w której w półfinale zmierzyła się z Fidżi, które zostało pokonane 7:0. Następnie ekipa dowodzona przez angielskiego selekcjonera Darrena Bazeleya pokonała w finale Nową Kaledonię 3:0 i mogła cieszyć się z pierwszego mundialu od czasu mistrzostw w Republice Południowej Afryki.

Reprezentacyjna legenda

Zaledwie w pięciu meczach eliminacyjnych gwiazdor zespołu, Chris Wood, zdążył zdobyć dziewięć goli. W trakcie eliminacji ustrzelił dwa hat tricki, w starciu z Fidżi (7:0) i Samoa (8:0). Napastnik jest symbolem nowozelandzkiej kadry, w której brakuje piłkarzy światowego formatu. Wood się wyróżnia, choć na swoją pozycję musiał bardzo ciężko pracować. To 33-latek pochodzący z Auckland. Do tej pory rozegrał dla reprezentacji 86 spotkań, w których zdobył 45 goli. W drużynie narodowej debiutował w 2009 roku. Szybko dostrzeżono jego talent. Jest jednym z tych, którzy doświadczyli ostatniego mundialu z udziałem Nowej Zelandii. Jako 19-latek poleciał do RPA i wziął udział we wszystkich trzech meczach grupowych, za każdym razem wchodząc z ławki. Spotkania zakończyły się remisami (ze Słowacją i Włochami 1:1 i z Paragwajem 0:0), Nowa Zelandia nie wyszła z grupy, zajmując trzecią lokatę. Natomiast Wood od tamtego czasu stał się legendą nowozelandzkiego futbolu.

Pamięta RPA

Gdy grał na boiskach w RPA, był już zawodnikiem West Bromwich Albion. Powoli był wdrażany do zespołu grającego na poziomie Championship (w 2009 roku West Brom spadł z Premier League – w tamtym sezonie Wood rozegrał tylko 17 minut w dwóch meczach na najwyższym szczeblu rozgrywkowym). Przed mistrzostwami świata uzbierał 18 występów na drugim poziomie w Anglii. Jego klub nie miał jednak na niego pomysłu, dlatego zaczął go regularnie wypożyczać. Trafił do Barnsley, Brightonu, Birmingham, Bristol City, Millwall, aż w końcu w 2013 roku wykupiło go Leicester City. Tam również nie pograł wiele. Po dwóch latach i jednym wypożyczeniu (do Ipswich Town) został wykupiony za zaledwie 3,6 mln euro przez Leeds. 

33-latek w szczycie!

I to właśnie w tym klubie rozwinął skrzydła. W sezonie 2016/17 zdobył 27 goli w Championship. Potem trafił do Burnley za 16,4 mln euro. Inwestycja ta opłaciła się klubowi, bo Wood niemal co sezon w Premier League trafiał do siatki kilkanaście razy i w 2022 roku Newcastle zapłaciło za niego 30 mln euro! Prawdziwy rozkwit formy przeżył jednak dopiero w poprzednich rozgrywkach, jako piłkarz Nottingham Forest (kontrakt podpisany w 2023 roku). W wieku 33 lat osiągnął szczyt formy, trafiając do siatki w meczach Premier League 20-krotnie! Był czwartym najskuteczniejszym zawodnikiem ligi, a wyprzedzali go gracze fenomenalni: Mohamed Salah (Liverpool), Alexander Isak (Newcastle) i Erling Haaland (Manchester City). Polska defensywa w czwartek musi więc mieć się na baczności, jeśli w starciu z Nową Zelandią chce zachować czyste konto.

Kacper Janoszka