Sport

Gustava będzie brakowało

Z trójki zespołów dyktujących aktualnie tempo najłatwiejsze zadanie czeka Raków, który podejmie przedostatnią w tabeli Lechię.

Kto zastąpi szwedzkiego lidera w starciu z Lechią? Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA 

W poniedziałek faworytem będą „Czerwono-niebiescy”, którzy ostatnio przełamali niemoc na swoim stadionie, wygrywając z Górnikiem Zabrze po bramce Władysława Koczerhina. Tymczasem walczący rozpaczliwie o utrzymanie lechiści, którzy dobrze zaczęli wiosnę, ostatnią porażką z bezpośrednim rywalem o uniknięcie degradacji, Puszczą Niepołomice (0:2), znów skomplikowali swoją sytuację. 

Wracają Amayew i Barath

- Jestem bardzo zadowolony z postawy zespołu w ostatnich meczach - nie ukrywa trener wicelidera, Marek Papszun . - Wykonaliśmy bardzo dobrą pracę od okresu przygotowawczego po ligę. Teraz przed nami mecz z zespołem z dołu tabeli, ale Lechia jest dobrze grającą drużyną, może poza ostatnim meczem. Zdajemy sobie sprawę, że musimy się bardzo dobrze przygotować do spotkania z zespołem młodym, wybieganym, chcącym grać bardzo intensywnie, mającym w przodzie dobrych zawodników. Dlatego bardzo poważnie podchodzimy do tego meczu - podkreśla szkoleniowiec jedenastki spod Jasnej Góry. 

Raków gra w poniedziałek, na zamknięcie tej kolejki, więc mikrocykl treningowy ma bardzo długi. Od początku na maksymalnych obrotach trenował nieobecny ostatnio z powodu kontuzji Mikael Amayew, a od piątku aktywnie włączył się w zajęcia inny rehabilitant, Peter Barath. - Peter potrenuje jeszcze dwa dni i będzie już w pełni sprawny. Obaj będą w kadrze i z tego się cieszę, ale bycie to jedno, a pełnia gotowości do gry to drugie. Dopiero odpowiednia dyspozycja i szybki powrót do optymalnej formy sprawią, że wrócą do jedenastki - tłumaczył trener Papszun na konferencji prasowej, mając obok tych pozytywów również złą wiadomość.

- Pauzującego za kartki Szweda Gustava Berggrena będzie brakowało, choć z drugiej strony nie ma ludzi niezastąpionych. Brak Berggrena jest bardzo dużym osłabieniem, tak jak było w przypadku Frana Todura w spotkaniu z Górnikiem - zaznacza szkoleniowiec. - Gustav jest jednym z naszych liderów, prawdziwym wojownikiem. Można powiedzieć, że w każdym meczu pokazuje charakter, rakowskie DNA, natomiast u nas pojedynczy zawodnicy nie wygrywają meczów. Wygrywa je zawsze drużyna. Mam jednak kilka pomysłów na zastąpienie Szweda. Jest Ben Lederaman, wraca Barath, jest Tudor, może na tę pozycję do środka zostać przesunięty Stratos Svarnas. Oni mogą zagrać na tej pozycji, mamy więc pole manewru i trochę czasu na ostateczne decyzje - podkreśla Marek Papszun.

Wyczyn beniaminka

Trener „Medalików” zapytany, który z 30 meczów na różnych szczeblach z gdańszczanami, w tym dziewięciu ligowych wspomina najsympatyczniej, odtworzył z pamięci. - Były dwa takie mecze w sezonie mistrzowskim – wspomina Marek Papszun. - Wygraliśmy zdecydowanie w Gdańsku 3:0. I było jeszcze u nas 4:0. Ale takim kluczowym było spotkanie w pierwszym sezonie w ekstraklasie, bo wtedy hierarchia była zupełnie inna. To Lechia była drużyną, która walczyła o puchary i miała bardzo mocny zespół, a my byliśmy beniaminkiem. Dodatkowo pojechaliśmy tam, mając duże problemy kadrowe, w czternastu graczy, na papierze bez większych szans, a wygraliśmy 3:1, a Michał Skóraś zdobył pierwszą bramkę w ekstraklasie. To była duża niespodzianka, duży wyczyn z naszej strony, dlatego tak dobrze go pamiętam.

Problem nie w VAR-ze

Na koniec w swoim stylu szkoleniowiec Rakowa odniósł się do gorącego w ostatnich dniach w Polsce VAR-u, a właściwie sędziów go obsługujących, którzy podejmują różne decyzje, na różnych stadionach, w kontekście złamania tych samych przepisów, zagrań ręką w polu karnym czy pozycji spalonej... - To co się dzieje jest martwiące - ostrzega trener Papszun. - I to jest problem, który się nawarstwia za spuszczoną kurtyną, natomiast problem tkwi nie w VAR-ze, w kamerach. Nie o to chodzi. Wiem z czego to wynika, gdzie ma to swoje podłoże, ale teraz tego nie powiem, może kiedyś. Natomiast jeżeli nie rozwiążemy tego na poziomie decyzyjnym, to będzie tylko gorzej - podkreśla opiekun częstochowskiej ekipy.

Zbigniew Cieńciała