Sport

Głowy, ach te głowy...

Pracowite gnieźnieńskie „Pszczółki” pojawią się dziś „przejazdem” w Chorzowie i staną naprzeciw podkręconych niespodziewanym zwycięstwem w Elblągu, mocno zdeterminowanych „Niebieskich”.

Na skuteczność Poliny Masalowej bardzo dziś liczy trener Ivo Vavra. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

ORLEN SUPERLIGA KOBIET

W czwartek o 17.00 w Chorzowie dojdzie do bardzo ciekawej konfrontacji. W ramach 16. serii Ruch podejmie 5. w tabeli MKS Urbis Gniezno, który w pierwszej rundzie pokonał „Niebieskie” 31:25. - Byliśmy w tamtym meczu bardzo nieskuteczni i to w pierwszym rzędzie zadecydowało o porażce. Gospodynie szybko nam odjechały, potem odskoczyły na 5 bramek. Długo goniliśmy wynik, ale niestety zabrakło sił, by odrobić straty z dobrze grającymi wtedy gnieźnienkami - wspomina trener Ivo Vavra.

Bez wytchnienia

„Pszczółki” mają bardzo pracowity okres, ponieważ rywalizację krajową przeplatają meczami ćwierćfinałowymi Pucharu Europejskiego. Chorzów odwiedzą niejako „po drodze”, jadąc na Słowację, gdzie w sobotę zmierzą się z Iuventą Michalovce. Na domiar złego w ostatnim czasie muszą sobie radzić w osłabionym składzie. Kontuzje wyeliminowały bowiem bramkarkę Darię Konieczną, skrzydłową Nikolę Szczepanik, rozgrywającą Justynę Świerżewską oraz kołowe Nikolę Głębocką i Martynę Matysek. - Nie mamy chwili wytchnienia, przed nami praktycznie dwa mecze w tygodniu. Myślę jednak, że krótka ławka nie jest naszą kulą u nogi. W spotkaniach z Ruchem i Iuventą będziemy chciały pokazać się z dobrej strony - zapowiada Zofia Bartkowiak, skrzydłowa zespołu z Gniezna.

To wybór gości

Wracając do terminu spotkania, wydaje się on zaskakująco mało logiczny w kontekście pucharowego grania siódemki z Wielkopolski. Nie dość, że zmierzy się rywalem utytułowanym i sportowo wymagającym - w poprzednim sezonie Słowaczki dotarły do finału Pucharu EHF - to z Chorzowa do Chemkostav Areny jest w linii prostej blisko 400 kilometrów, a taka odległość wymaga co najmniej 5-godzinnej podróży. Z drugiej strony z Gniezna jest to prawie 700 kilometrów. Autokarem trzeba tam podróżować prawie 11 godzin, a samolotem przez Warszawę i Rzeszów wychodzi niewiele mniej. „Przystanek” w Chorzowie ma logistyczne uzasadnienie, ale sportowo chyba się mało „kalkuluje”, tym bardziej że Ruch, w którym ostatnio nie brakowało pozasportowych zawirowań, przerwał serię porażek i wywiózł 2 punkty z trudnego terenu w Elblągu. - Szanujemy Gniezno i to, jaki ośrodek piłki ręcznej tam powstał. Chcieliśmy pójść na rękę klubowi reprezentującemu Polskę na międzynarodowej arenie. Powiedziałem jego prezesowi, że jest nam obojętne kiedy zagramy i wybrał czwartek. Nie dociekam czy decydowała ekonomia, ale pewnie tak, bo puchary wymagają ogromnych nakładów finansowych, a MKS w krótkim czasie był w Grecji i Hiszpanii - zwraca uwagę czeski szkoleniowiec Ruchu i natychmiast dodaje: - Faworytem czwartkowego spotkania będzie Gniezno. Jego zawodniczki na pewno mają w głowach pucharowy występ, ale tworzą na tyle dobry zespół, że potrafią się zmobilizować i rozegrać dwa dobre mecze w tygodniu.

Optymizm uzasadniony?

W ostatnim, przegranym 28:35 meczu z Kobierzycami prym wiodły rozgrywające Malwina Hartman, Katarzyna Cygan i powracająca po długiej kontuzji Monika Łęgowska, które zanotowały odpowiednio 11, 5 i 4 trafienia. - Jestem na tyle doświadczonym trenerem, że... nie wiem, czego się dziś spodziewać. Na pewno decydowały będą głowy zawodniczek. Tylko komu one bardziej przeszkodzą? Nam po niespodziewanym zwycięstwie w Elblągu, czy rywalkom myślącym o pucharach? Jeżeli nasze głowy odpowiednio zareagują, a nad tym mocno pracuję, to nie boję się o to spotkanie. Mamy na tyle dobre dziewczyny, że potrafią postawić się najlepszym zespołom. Jeśli obrona będzie mocna, bramka się postawi, swoje dorzucą Polina Masalowa, Marta Gęga i Anastazja Bondarenko, to możemy sprawić kolejną niespodziankę - przyznaje z optymizmem Ivo Vavra.

Dodajmy, że rozgrywająca Michalina Gryczewska została wypożyczona do występującego w Lidze Centralnej SPR-u Olkusz, ze skrzydłową Sabiną Miłej rozwiązano kontrakt, a rozgrywająca Kinga Hajnos jest kontuzjowana.

Zbigniew Cieńciała


84 BRAMKI  zdobyła w tym sezonie Żaneta Lipok, która w klasyfikacji strzelczyń zajmuje 2. miejsce. 27-letnia lewoskrzydłowa MKS-u Gniezno jest wychowanką klubu z Chorzowa.

Razem w walce z rakiem

Podobnie jak w zeszłym roku Superliga sp. z o.o. i fundacja Cancer Fighters łączą siły, by nieść wsparcie dzieciom walczącym z nowotworami. 24 kluby Orlen Superligi kobiet i mężczyzn właśnie ogłosiły wyjątkowe transfery - do ich drużyn dołączyli bowiem mali wojownicy, podopieczni Fundacji Cancer Fighters. Celem akcji jest nie tylko zapewnienie wsparcia finansowego na leczenie dzieci, ale przede wszystkim dodanie im otuchy i siły w codziennej walce. Każdy klub otoczył opieką wybranego podopiecznego, którego historia stała się częścią drużyny.

W pierwszej edycji akcji, dzięki zaangażowaniu kibiców, zawodników oraz klubów, udało się zebrać ponad 161 tysięcy złotych. Zgromadzone środki realnie pomogły 23 rodzinom w pokryciu kosztów leczenia i rehabilitacji. Dzięki akcji „Gramy Razem w Walce z Rakiem” podopieczni fundacji mają szansę poczuć się jak prawdziwi sportowcy - odwiedzają hale, spotykają się z zawodnikami, a nawet podróżują z drużynami na mecze. To dla nich niezapomniane przeżycie i ogromna dawka motywacji do walki z chorobą. W tym roku do inicjatywy dołączył Związek Piłki Ręcznej w Polsce, który „powołał” dwóch podopiecznych - jednego pod opiekę męskiej, a drugiego pod opiekę kobiecej reprezentacji Polski. Ruch Chorzów również ochoczo włączył się do tej ważnej akcji. „Niebieskie” wspierają Franka, u którego w wieku 7 lat zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną typu B. Franio przeszedł intensywne leczenie: chemioterapię, terapię sterydową i transfuzje krwi. Choć terapia zakończyła się sukcesem, toskutki uboczne wciąż dają o sobie znać. Teraz jest z Ruchem, a na jego rehabilitację można dołączyć do zbiórki - https://wolniodraka.pl/donat.../superliga-franciszek-szarek/