Gol olimpico, czyli rogal
Na palcach jednej ręki można policzyć piłkarzy, którzy trafiali w reprezentacji bezpośrednio z rzutu rożnego.
W ten sposób „olimpijskiego gola” zdobył Sebastian Szymański. Fot. TVP Sport
REPREZENTACJA
Od niedzieli do tego ekskluzywnego grona należy Sebastian Szymański. Przed nim uczyniło to ledwie trzech innych graczy, wybitnych. Dla nas to gol z rożnego, ale w Ameryce Południowej nikt tak nie powie i nie napisze. Tam bramka zdobyta bezpośrednio z kornera to „gol olimpico”. Dlaczego? Ma to swoje bogate i ciekawe historyczne, futbolowe uzasadnienie, a odnosi się do roku… 1924. W latach 20. i na początku lat 30. ubiegłego wieku, w światowym futbolu rządził Urugwaj. Piłkarze Urusów dwa razy z rzędu zdobyli olimpijski tytuł, wygrali na igrzyskach w Paryżu w 1924 i w Amsterdamie cztery lata później. W 1930 triumfowali w pierwszych mistrzostwach świata. Za drugim i trzecim razem w grze o złoto pokonywali Argentynę. 2 października 1924 roku w Buenos Aires doszło do towarzyskiego meczu Argentyny ze świeżo upieczonym mistrzem olimpijskim. Wszystko krótko po tym, kiedy zmieniono przepisy, a rzut rożny przestał być traktowany jak rzut pośredni (czerwiec 1924). I właśnie w ten sposób bramkarza reprezentacji Urugwaju pokonał Cesare Onzari. Jako że było to w spotkaniu ze złotym medalistą olimpijskim, to za Atlantykiem trafienie nazwano „el gol olimpico” i tak jest tam do dziś.
A teraz przedstawmy polskich strzelców „olimpijskiej bramki”, czyli bezpośrednio z kornera.
1. Kazimierz Kmiecik z Argentyną (1:2), 24 marca 1976 r.
Napastnik Wisły Kraków to jeden z najwybitniejszych polskich napastników w historii. W lidze, w prestiżowym Klubie 100, jest na wysokim 7. miejscu pomiędzy Włodzimierzem Lubańskim a Pawłem Brożkiem. W ekstraklasie dla swojej Wisły zdobył 153 bramki. Jest medalistą mistrzostw świata z 1974 roku, ma także dwa olimpijskie medale, złoty z Monachium z 1972 i srebrny z Montrealu z 1976. Jak miał trafić z rożnego, to właśnie w meczu z… Argentyną! Było to w towarzyskim spotkaniu rozegranym z Albiceleste na Stadionie Śląskim wiosną 1976. Ten mecz bardziej znany i zapamiętany jest z tego powodu, że debiutowali w nim w narodowych barwach tacy gracze jak Zbigniew Boniek, Janusz Kupcewicz, Paweł Janas, Jan Benigier czy Stanisław Burzyński, ale o bezpośrednim trafieniu z rożnego Kmiecika nie można zapomnieć! Tym bardziej że było to trafienie nr 600 w historii gier Biało-czerwonych. Niestety, tego trafienia nie można zobaczyć, bo nie ma nagrania z tamtego spotkania, a szkoda. Pan Kazimierz w 58 minucie zaskoczył stojącego między słupkami Argentyńczyków legendarnego Hugo „El Loco” Gattiego (zmarł w kwietniu tego roku).
2. Kazimierz Deyna z Portugalią (1:1), 29 października 1977 r.
To najsłynniejszy rogal w historii polskiej piłki! Z wielu względów wszedł do annałów polskiego, reprezentacyjnego futbolu. Z Portugalią walczyliśmy wtedy o bezpośredni awans do argentyńskiego mundialu, mecz miał duży ciężar gatunkowy. Remis dawał nam pierwsze miejsce. Do piłki ustawionej w rogu boiska podszedł Kazimierz Deyna i prawą nogą machnął tak, że futbolówka wpadł pomiędzy stojącego na pierwszym słupku Antonio Oliveirę a Manuela Bento. Pierwszy myślał, że będzie interweniował bramkarz i aż złapał się za głowę, kiedy zobaczył piłkę w siatce. Natomiast Bento, który w sumie zaliczył 63 gry w reprezentacji i 1984 roku został medalistą mistrzostw Europy, miał oczywiście pretensje do swojego kolegi. Tymczasem Deyna wylądował w uściskach cieszących się naszych reprezentantów. Tamten mecz przeszedł też do historii z powodu przeciągłych gwizdów 80-tysięcznej widowni, kiedy „Kaka” za każdym razem był przy piłce. W ten sposób okazywano niechęć, wrogość, a może także nienawiść nie tyle samemu zawodnikowi, co Legii, która nie była lubiana nie tylko na Górnym Śląsku za to, że ściąga na potęgę do siebie zawodników do wojska za darmo…
3. Maciej Żurawski z Irlandią Północną (3:0), 4 września 2004 r.
Udane dla nas eliminacje MŚ 2006 rozpoczynaliśmy od meczu na Windsor Park w Belfaście z Irlandią Północną. Mecz był o tyle ważny, że kilka dni później graliśmy u siebie na Śląskim z faworyzowanymi Anglikami. W rywalizacji z Ulsterem błysnął Maciej Żurawski. W 4 minucie gry ustawił piłkę w narożniku, po prawej stronie bramki strzeżonej przez Maika Taylora. „Żuraw” uderzył mocno, w punkt, widać, że był to trenowany przez naszych reprezentantów element. Piłki nikt jednak nie sięgnął, odbiła się ona natomiast od klatki piersiowej Taylora, który wtedy był bramkarzem Birmingham City i wpadła do siatki. Bramkarzowi, który aż 88 razy wystąpił w reprezentacji, nie pomogło słońce, którego mogło go oślepić. Nie był to jednak nasz problem, objęliśmy prowadzenie 1:0, a cały mecz skończył się naszą wysoką wygraną 3:0.
4. Sebastian Szymański z Litwą (2:0), 12 października 2025 r.
I bramka numer 4 w historii gier reprezentacji Polski z rogu, tym razem zdobyta po strzale lewą nogą. Dokonał tego Sebastian Szymański w niedzielnej konfrontacji, także w eliminacjach mistrzostw świata, kompletnie zaskakując w pierwszej połowie litewskiego golkipera Tomasa Svedkauskasa. Dodajmy, że nie był to pierwszy gol w karierze z rzutu rożnego 26-letniego Szymańskiego. Podobnego zdobył też w trzecioligowym meczu rezerw Legii w rywalizacji z Widzewem pod koniec poprzedniej dekady, kiedy łodzianie pałętali się jeszcze po niższych klasach rozgrywkowych. – Rogal Deyny jest u mnie wyćwiczony – śmiał się do kamery Sebastian Szymański po niedzielnym meczu w Kownie, będąc jego bohaterem, bo zaliczył jeszcze asystę, a mógł i dwie (zmarnowana okazja sam na sam Jakuba Kamińskiego).
Opracował Michał Zichlarz
Najsłynniejszy rogal w historii polskiej piłki, Kazimierz Deyna trafia z Portugalią na Śląskim. Fot. Album „Biało-Czerwoni 1921-2018”. Wyd. GiA
