Gdzie ten progres?
Ruch ponownie wyłożył się na ostatniej drużynie ligi i zaprzepaścił okazję, by skrócić dystans do strefy bezpośredniego awansu.
W Siedlcach piłka nożna nie stała na pierwszym miejscu. Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
Pogoń ich pogoniła
Trener Dawid Szulczek wielokrotnie zapowiadał, że mecz w Siedlcach nie będzie „drugą Stalową Wolą”, gdzie Ruch pod jego wodzą zagrał fatalnie i przegrał 0:2. Faktycznie, aż tak źle nie było, ale nie było też widać zapowiadanego progresu i rozwoju, bo „Niebiescy” mieli być wiosną mocniejsi niż jesienią. Oczywiście, druga runda rozgrywek dopiero się rozkręca, ale... Ruch wyglądał w Siedlcach po prostu słabo, a już na pewno dużo słabiej niż w większości meczów za kadencji Szulczka. 14-krotni mistrzowie Polski byli powolni, niedokładni, czytelni. Gdyby rywal odpowiedział tym samym, może by to jakoś uszło w praniu, ale Pogoń od początku rzuciła się na przyjezdnych. Po fatalnej pomyłce Andreja Lukicia okazję sam na sam z bramkarzem zmarnował w 4 min Karol Podliński, ale w 8 min do siatki Ruchu trafił Marcin Flis, debiutujący w barwach beniaminka, a znany z ostatnich sezonów w ekstraklasie. W polu karnym gości nikt go nie pokrył i outsider prowadził. W kolejnych minutach to siedlczanie prezentowali pazur, byli szybsi, agresywniejsi i po prostu lepsi. Goście otrząsnęli się w 21 minucie... wyrównując. Po centrze Miłosza Kozaka w słupek główkował Daniel Szczepan, a piłkę do siatki dobił Mateusz Szwoch.
Drobny plusik
W drugiej połowie chorzowianie nie wyglądali lepiej. Co prawda w 59 min po kolejnym dośrodkowaniu Kozaka w słupek trafił debiutujący z „eRką” na piersi Jakub Adkonis (po tej sytuacji przez kilka minut opatrywany był bramkarz Pogoni Jakub Lemanowicz), ale z konkretów to byłoby tyle. Ruch był częściej przy piłce, ale nie potrafił zrobić z nią niczego konstruktywnego. Nie sprawdził się system z wystawieniem razem dwóch napastników, Szczepana i Somy Novothny'ego, który – jak w pewnym spotkaniu Robert Lewandowski u Pepa Guardioli w Bayernie Monachium – schodził do lewego skrzydła. Nie po raz pierwszy w tym sezonie niepewny był Lukić, na co pewnie ręce zaciera nowy obrońca „Niebieskich”, Jehor Cykało. Ukrainiec zresztą zadebiutował w końcówce, zmieniając... jednego z najlepszych w barwach Ruchu Szwocha. Mało było plusów po stronie Górnoślązaków, ale niewielki można zapisać przy wspomnianym Adkonisie. Dobrze zbudowany środkowy pomocnik wypożyczony z Legii Warszawa nie wyglądał na zawodnika urodzonego w 2007 roku i choć Ameryki nie odkrył, zaprezentował kilka ciekawych zagrań.
Wyszło, jak wyszło
Najgorszy dla Ruchu nie był jednak fakt remisu z „czerwoną latarnią" czy brak zapowiadanego hucznie progresu. To można po części zrozumieć – runda dopiero startuje, trzeba się rozkręcić itp. Jednakże poważny kandydat do awansu musi taki mecz wygrać, szczególnie że punkty potraciła... cała 1. liga. Zwycięstwa zaliczyły tylko GKS Tychy i Znicz Pruszków, cała reszta zremisowała. Aż prosiło się, aby mający wielkie aspiracje Ruch wykorzystał tak sprzyjające okoliczności i dał pokazał swojej siły – a wyszło, jak wyszło...
Piotr Tubacki
OCENA MECZU ⭐ ⭐
◼ Pogoń Siedlce – Ruch Chorzów 1:1 (1:1)
1:0 – Flis, 8 min (głową), 1:1 – Szwoch, 21 min
POGOŃ: Lemanowicz – Jakubik, Cassio, Flis, Miś – Drąg, Dzięcioł – Zielonka (79. Bykowski), Hrnciar (79. Sinior, 89. Danielewicz), Demianiuk (90+8. Pik) – Podliński. Trener Adam NOCOŃ.
RUCH: Turk – Konczkowski, Lukić, Sz. Szymański, Mezghrani – Szwoch (89. Cykało), Ventura, Adkonis (77. Barański) – Kozak, Szczepan, Novothny (77. Myszor). Trener Dawid SZULCZEK
Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów 1200. Żółte kartki: Podliński – Szczepan, Sz. Szymański.
Piłkarz meczu – Miłosz DRĄG