Gdzie się dwóch bije...
Rewelacyjny beniaminek z Grodziska Mazowieckiego poważnie myśli o awansie.
Piłkarze Pogoni Grodzisk Mazowiecki (na zdjęciu Kacper Łoś) mają za sobą bardzo udaną rundę jesienną. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Zmiana opcji
Zimą działacze Pogoni widocznie zmienili nie tylko sposób myślenia, ale przede wszystkim wytyczyli nowy cel. Już nie odżegnują się od awansu. Grzechem byłoby bowiem nie skorzystać z nadarzającej się okazji powalczenia o upragniony - przede wszystkim przez piłkarzy - awans o szczebel wyżej. Kwestie organizacyjne nie stanowią już przeszkody, bo w razie awansu Pogoń będzie pełniła honory gospodarza w Pruszkowie. O ambitnych planach Pogoni świadczą jednak przede wszystkim transfery. Pod względem liczby nowych zawodników bardzo skromne, ale jakość nabytków nie budzi wątpliwości. Do zespołu trenera Sasala dołączyli zimą: 22-letni obrońca Bartosz Farbiszewski z Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, o rok młodszy napastnik Norbert Pacławski z rezerw Lecha Poznań oraz pomocnik Jakub Piwowarczyk z Broni Radom.
Doborowy tercet
Nie popełnię gafy wskazując, że w walce o bezpośredni awans na zaplecze ekstraklasy liczą się tylko trzy zespoły, które między sobą rozdzielą miejsca na podium. Na razie stawce przewodzi beniaminek z Grodziska Mazowieckiego, który zgromadził 49 punktów. Cztery „oczka” mniej zaksięgowała Wieczysta Kraków, zaś Polonia Bytom wywalczyła 41 pkt w 19 spotkaniach. To ustawia drużynę trenera Łukasza Tomczyka w nieco trudniejszej sytuacji niż dwa wcześniej wymienione zespoły, ale przecież bytomianie nie stoją na straconej pozycji w walce o 1. ligę. Zgoda, ich budżet nie może konkurować z zapleczem finansowym Wieczystej, ale jak słusznie przed laty zauważył słynny Holender Johan Cruyff: „Dlaczego nie umiałeś pokonać drużyny, która była bogatsza od twojej? Jakoś nigdy nie widziałem, by worek pieniędzy strzelił gola”. Zmagania w rundzie jesiennej dostarczyły dowodów, że „milionerzy” z Krakowa nie są niezwyciężeni i poza zasięgiem konkurentów. Zespół prowadzony przez byłego reprezentanta Polski Sławomira Peszkę dwukrotnie zszedł z boiska pokonany (u siebie 0:1 z Resovią oraz w takim samym stosunku z Podbeskidziem w Bielsku-Białej), a ponadto cztery razy dzielił się z przeciwnikiem punktami. Czyli można zagrać faworytowi na nosie.
Walka do upadłego
Równie ekscytująco co wyścig o awans zapowiada się walka o utrzymanie. „Zamieszanych” w tę batalię jest przynajmniej siedem drużyn, lecz nie ośmielę się wskazać tych pechowców, którzy na mecie będą płakali rzewnymi łzami. Nikogo nie można skazywać na pożarcie, dopóki piłka jest w grze, a sędzia nie zakończył ostatniego meczu. Poza tym nie wykluczam niespodzianek, czyli że do „skazańców” dołączy zespół spoza kręgu przewidywanych do spadku.
Chrapkę na baraże o awans mają dwa kluby z województwa śląskiego - Zagłębie Sosnowiec (5. miejsce w tabeli, 29 pkt) oraz Podbeskidzie Bielsko-Biała (10. miejsce, 23 pkt). Zdecydowanie bliżej tej premii jest zespół trenera Marka Saganowskiego, ale nic jeszcze nie jest przesądzone, bo zajmujący 8. miejsce Świt Szczecin traci do wymarzonej strefy tylko dwa punkty. Znacznie większe wyzwanie stoi przed bielszczanami, bo sześć „oczek” straty, to nie w kij dmuchał. Lekarstwem, które powinno wesprzeć drużynę z Sosnowca, ma być pozyskanie pomocników - Łotysza Denissa Rakelsa z Hutnika Kraków oraz Bartłomieja Wasiluka z Resovii. Pierwszy z wymienionych ma za sobą prawie sto występów w ekstraklasie (dokładnie 93), drugi błąkał się od trzeciej do pierwszej ligi. Jego znakiem rozpoznawczym są... żółte kartki, w rundzie jesiennej został nimi upomniany 9 razy (7+2 w Pucharze Polski) w 20 meczach (18+2).
„Górale” też nie zasypiali gruszek w popiele, bo pod skrzydła trenera Krzysztofa Bredego trafili między innymi znany z występów w Górniku Zabrze i GKS-ie Katowice napastnik Marcin Urynowicz, pomocnik Wojciech Szumilas (GKS Tychy, Wisła Płock, Zagłębie Sosnowiec) i kolejny napastnik Maciej Górski (Jagiellonia, Korona, Radomiak). Czy z tej mąki będzie chleb, przekonamy się za kilka miesięcy.
Bogdan Nather