Fiesta w 200 stopniach
Rywalizacja drużyn „niskobudżetowych” okazała się znakomitą promocją polskiego handballu, a przed zaplanowanym na sobotę decydującym starciem o brąz temperatura jeszcze bardziej wzrośnie.
Taras Minocki (z piłką) na pożegnanie z Zabrzem chciałby sięgnąć po drugi brązowy medal. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN
Używanie górnolotnych określeń nie będzie absolutnie na wyrost, ponieważ widowisko, jakie we wtorkowy wieczór stworzyli w Zabrzu szczypiorniści Górnika oraz Ostrovii, absolutnie zasłużyło na najwyższe pochwały i noty. A doznania podkręcała pełna hala kulturalnym i głośnym dopingiem kibiców obu zespołów. To była fiesta w iście południowoamerykańskiej czy afrykańskiej ekstazie.
Najlepsza reklama
- Rzeczywiście, widowisko było najlepszą reklamą piłki ręcznej. W najważniejszym momencie, gdy nie mieliśmy już sił, dostaliśmy wsparcie z trybun. Bardzo odczuliśmy tę dodatkową energię. Kibice dopisali, więc mogę śmiało powiedzieć, że było święto piłki ręcznej w Zabrzu - trener Górnika Arkadiusz Miszka cieszył się nie tylko ze zwycięstwa. Identycznie odebrał spotkanie lewoskrzydłowy Ostrovii Bartłomiej Tomczak, który w latach 2013-21 był zawodnikiem... Górnika. - Kibice zobaczyli fantastyczne widowisko. To była świetna promocja dyscypliny i jeden z lepszych transmitowanych meczów w tym sezonie. Jestem bardzo zadowolony, że wygrywa sport. Musimy to propagować. Musimy rozwijać i iść z piłką ręczną do przodu. Jeśli będą takie mecze, to na pewno będzie większa oglądalność, więcej sponsorów, więcej adeptów będzie ją chciało uprawiać i dyscyplina będzie się rozwijała. Musimy znów zbudować wielką piłkę ręczną w Polsce i wielką reprezentację.
Bezcenne zwycięstwo
Górnik wygrał 35:31 i było to jego pierwsze zwycięstwo nad ekipą z Wielkopolski w czwartym starciu tego sezonu, ale najcenniejsze, ponieważ dało przepustkę do decydującego meczu o brązowy medal; w sobotę o 15.00 w Ostrowie Wielkopolskim. - To było bardzo intensywne spotkanie. Temperatura w hali miała chyba z 200 stopni, czego wszyscy doświadczyliśmy (nie działała klimatyzacja i termometr reportera Polsatu Sport wskazywał 30 stopni - przyp. red). Gra była męska, bardzo twarda i na dobrą sprawę zadecydowała końcówka. W niej lepiej pokazał się Górnik i zasłużenie wygrał - podsumowywał duński szkoleniowiec Biało-czerwonych Kim Rasmussen, z którego opinią zgadzał się trener Miszka. - Nam też było ciężko. Było bardzo gorąco, nie zdołaliśmy się do tych warunków przyzwyczaić. Z tego powodu ostatnie dwa dni trenowaliśmy w Gliwicach, gdzie jest klimatyzacja - zdradzał „Misza”. - Bardzo mnie cieszy, że wyciągnęliśmy wnioski z pierwszego, przegranego w samej końcówce meczu, bo teraz, gdy w 55 minucie prowadziliśmy trzema bramkami, zagraliśmy bardzo mądrze. Jest 1:1 i z takim wynikiem pojedziemy walczyć o drugie zwycięstwo.
Bohater, który się mylił
Nagroda dla najlepszego zawodnika trafiła do Kamila Adamskiego, autora aż 10 bramek, ale naszym zdaniem uhonorowani powinni też zostać dwaj główni aktorzy spektaklu ze strony Górnika. - Zagrałem super mecz? Nie do końca, bo kilka razy się pomyliłem - mówił z wrodzoną sobie skromnością cichy bohater wtorkowego widowiska Piotr Krępa. - Głównie cieszę się ze zwycięstwa. Szukaliśmy w tym meczu podań do pierwszej linii i to dawało efekty. Byliśmy źli po pierwszym, przegranym meczu. Mieliśmy w sobie nie tyle agresję, co wielką chęć udowodnienia, że jesteśmy lepsi, bo w Ostrowie wygrana uciekła nam przez palce. Tym razem pokazaliśmy, że potrafimy dowieźć wynik - stwierdził obrotowy zabrzan, który na pytanie, czy to zwycięstwo dobrze rokuje przed decydującym meczem, odpowiedział. - Oczywiście, bo prawdę mówiąc w obu spotkaniach byliśmy lepsi, tylko w tym pierwszym coś nie zagrało w końcówce. Nigdy nie mogę obiecać wyniku na 100 procent, natomiast mogę przyrzec, że razem z chłopakami damy 100 procent umiejętności i charakteru.
Kacper wciąż marzy
Broniący w drugiej połowie Kacper Ligarzewski również przyznał, że mecz był bardzo ciężki i też jest pełen wiary we własne umiejętności oraz możliwości zespołu. - Pamiętamy poprzednie spotkanie w Ostrowie. Bodaj na 12 minut przed końcem prowadziliśmy czterema bramkami, a ja powtarzałem chłopakom, że jeszcze nie wygraliśmy i finalnie... przegraliśmy po karnych. W walce o podium nie ma spokojnych meczów. Mieliśmy świadomość, że jeśli byśmy przegrali we wtorek, byłby to koniec naszych marzeń o medalu. Wszyscy są bardzo zmęczeni. Było bardzo gorąco i bardzo trudno było wytrzymać to wysokie tempo. Myślę, że w Ostrowie to my zwyciężymy. W grudniu byliśmy na 11. miejscu i wtedy mówiłem, że chcemy zdobyć medal. Dalej o nim marzę, jak wszyscy w szatni - przyznał nasz reprezentacyjny golkiper.
Łzy Tarasa
Po meczu uhonorowano lewego rozgrywającego Tarasa Minockiego, dla którego był to ostatni domowy mecz w barwach Górnika. Wraz z końcem drugiego sezonu w Zabrzu reprezentant Ukrainy przenosi się do Francji. - Bardzo chcę zdobyć ten medal, żeby dobrze pożegnać się z klubem i zapisać się w pamięci zabrzańskich kibiców - mówił ze łzami zawodnik. - To, co zrobiliśmy w tym sezonie, jest zasługą tych chłopaków, moich kolegów, którzy niesamowicie ciężko pracowali. Przychodzili z kontuzjami na treningi, a potem bili się na całego w meczach i zawsze dawali z siebie wszystko. Nie myśleli, gdzie będą za miesiąc czy dwa, tylko walczyli do samego końca o jak najlepsze „tu i teraz”, zostawiając serce i zdrowie na parkiecie. Teraz razem musimy tę pracę skończyć - dodał 25-latek, dziękując też ostrowianom za bardzo dobry mecz. - Wszyscy szykujemy się na trzecie spotkanie, wiedząc, że przyniesie jeszcze więcej emocji, walki i presji. Nie będzie łatwo, ale będziemy walczyli do ostatniego gwizdka, bo chcemy skończyć ten sezon na 3. miejscu.
Dyrektor ma plan
Z bardzo dobrze sobie znaną halą Pogoń i zabrzańskim kibicami pożegnał się również Bartłomiej Tomczak, który jednym z ich ulubieńców był przez 8 lat. Urodzony w Ostrowie Wielkopolskim były reprezentacyjny skrzydłowy meczem u siebie z Trójkolorowymi zakończy profesjonalną karierę, całkowicie poświęcając się kolejnemu rozdziałowi życia. - Od roku jestem dyrektorem sportowym Ostrovii. Do tej pory łączyłem tę funkcję z graniem. Od 1 lipca będę się już jednak zajmował tylko sprawami organizacyjnymi. Wraz z właścicielami i sponsorami będę budował mocniejszy klub, bo to projekt na lata. Bardzo mnie cieszy moja nowa rola, bo w mieście i klubie mamy znakomite warunki do rozwoju. Mamy fantastycznych kibiców, świetną halę oraz wsparcie pani prezydent Beaty Klimek. Bez tych składowych nie bylibyśmy w tym miejscu. Ale to dopiero początek naszej drogi w górę - zapewnił z uśmiechem blisko 40-letni zawodnik, który niezależnie od wyniku sobotniego meczu odbierze nagrodę za całokształt kariery, czyli Super Gladiatora. Przed rywalizacją o 3. miejsce trzykrotny mistrz Polski z Vive Kielce i Zagłębiem Lubin wyznał, iż śniło mu się, jak po meczu z Górnikiem odbiera brązowy medal...
Zbigniew Cieńciała
