Sport

Europa nam ucieka

Niewystarczające budżety, słabi obcokrajowcy, trenerzy z niższej półki – tak nasi rozmówcy widzą powody słabych występów polskich klubów w międzynarodowych rozgrywkach.

Trefl Sopot w starciach z zagranicznymi rywalami z reguły był z reguły bezradny. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

EUROPEJSKIE PUCHARY

Nasza koszykówka klubowa jest w potężnym kryzysie. Widać to najlepiej na podstawie wyników polskich drużyn w rozgrywkach międzynarodowych. Mistrz Polski dostał zaproszenie do BKT EuroCup, drugich po Eurolidze najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie, i był tam tylko tłem dla całej reszty, zajął ostatnie miejsce, odniósł tylko jedno zwycięstwo na 18 meczów!

Z kolei w Lidze Mistrzów (trzecia pod względem prestiżu) Polskę reprezentowały King Szczecin oraz Śląsk Wrocław. Razem wygrały raz na 12 spotkań! – Wychodzi na to, że popełniliśmy wiele błędów. I wcale nie w trakcie rozgrywek, ale jeszcze w sierpniu. Na podstawie występów naszej drużyny, ale i Trefla Sopot w EuroCup czy Śląska Wrocław, odnoszę wrażenie, że Europa nam ucieka. Nie chcę nas porównywać z Malagą, bo to dla polskich klubów kosmos w kwestii budżetu czy organizacji, ale jak teraz szukam zawodników do Kinga, to podpytuję również w mniejszych klubach hiszpańskich, kto siedzi tam na ławce i mało gra. Szukam chętnych do przyjścia do Szczecina. To są jednak tak kosmiczne pieniądze, że my nie jesteśmy w stanie ich znaleźć. A przecież nie biedujemy, nie szukamy najtańszych graczy – mówi Arkadiusz Miłoszewski, trener wicemistrzów Polski ze Szczecina. 

Trenerzy nie najlepsi

Problem nie pojawił się w tym sezonie. Łączny bilans trzech lat występów Śląska w EuroCup to sześć zwycięstw i... 46 porażek! Trener Tomasz Służałek, który przed laty doprowadził Zagłębie Sosnowiec do dwóch tytułów mistrza kraju, zgadza się z diagnozą Miłoszewskiego. – Wszystko zaczyna się od budżetu. Nie mamy zbyt wielkich pieniędzy w naszych klubach – twierdzi, ale podaje też inne przyczyny, które jego zdaniem składają się na niepowodzenia naszych drużyn. – Trenerzy z zagranicy, którzy u nas pracują, to na ogół nie jest europejska czołówka. Rozwiązania taktyczne stosowane w czasie spotkań nie wyglądają zbyt dobrze. Brakuje nam też dobrych polskich zawodników – wylicza.

W Eurolidze, która jest najważniejszym klubowym produktem na Starym Kontynencie, o Polsce już dawno zapomniano. Po raz dziewiąty z rzędu w tych najbardziej prestiżowych rozgrywkach nie ma zespołu z Polski. Co gorsza, nie ma tu ani jednego gracza z naszego kraju!

Przed rokiem było ich dwóch i choć grali bardzo niewiele, to jednak mieliśmy swoich reprezentantów. Latem Mateusz Ponitka z Partizana Belgrad przeniósł się do tureckiego Bahcesehir Koleji Stambuł, a Aleksander Balcerowski opuścił Panathinaikos, wrócił do Hiszpanii i gra w Maladze.

– Słabe występy naszych drużyn? To trudne i złożone pytanie, tak naprawdę nie ma jednej odpowiedzi – mówi nam Mariusz Bacik, wielokrotny reprezentant Polski, obecnie trener drugoligowej Polonii Bytom. – Jeden z powodów dotyczy naszej ligi, ona nie jest za mocna i niezbyt atrakcyjna w ostatnich latach. Najlepsi polscy koszykarze wyjeżdżają za granicę i nie ma co się dziwić, że tak się dzieje. Obcokrajowcy, którzy do nas przyjeżdżają, w mojej opinii nie zawsze prezentują odpowiedni poziom sportowy, a co za tym idzie, w rozgrywkach europejskich nie mogą się odnaleźć – zaznacza Bacik. – Mam nadzieję, że tegoroczne mistrzostwa Europy, które będą także w naszym kraju, pozwolą przyciągnąć większą liczbę sponsorów do naszej dyscypliny, a wtedy jest szansa, że najlepsi nasi gracze nie będą wyjeżdżać za granicę, a z kolei polskie kluby będzie stać, by ściągnąć obcokrajowca na naprawdę europejskim poziomie – uważa.

Będą konsekwencje

W tym sezonie oczy większości obserwatorów zwrócone były na występy Trefla. Wydawało się, że obecny mistrz Polski, który ma solidne zaplecze organizacyjne i dobrego trenera, będzie w stanie nawiązać walkę z rywalami. Nic z tych rzeczy.

– Czy nasz wynik oceniam dobrze? Czy wygranie jednego meczu jest dobre? Nie. Z pewnością tak nie jest. Wygranie jednego spotkania nigdy nie jest wystarczające. Uważam jednak, że to wszystko miało sens, o ile nabyte w tych rozgrywkach doświadczenia Trefl Sopot wykorzysta w kolejnych sezonach w europejskich pucharach – twierdzi trener Żan Tabak. – Musieliśmy rywalizować z dużo bogatszymi. Nie mieliśmy przy tym doświadczenia jako organizacja na takim poziomie. Nie mieliśmy też tak wielu zawodników z doświadczeniem na tym poziomie. Musieliśmy natomiast mierzyć się z problemami w trakcie rozgrywek – dodaje Chorwat, który jako zawodnik był mistrzem NBA z Houston Rockets.

Słabe tegoroczne występy nie pozostaną bez konsekwencji. Wszystko wskazuje na to, że w nowym sezonie Polska nie dostanie już dwóch miejsc w Lidze Mistrzów. W czarnym scenariuszu może się skończyć na jednym i to jeszcze fazie eliminacji...

(bb)