Sport

Europa da się lubić

Raków w lidze i Raków w europejskich pucharach to w tym sezonie dwie zupełnie inne drużyny.

Pod Jasną Górą po meczach w Lidze Konferencji przeważnie panują takie nastroje. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Pierwszy zawodzi, jest nisko w tabeli, traci punkty i za często gra w sposób mało przyjemny dla oka. Tym drugim zdecydowanie łatwiej się zachwycać niż krytykować. Wygrana (2:0) z Universitateą Craiova była już szóstą w tym sezonie na europejskim szlaku. W czwartek w Sosnowcu w drużynie Marka Papszuna zgadzało się wszystko: wynik, styl gry oraz ilość wykreowanych sytuacji. - Chcieliśmy dobrze wystartować w fazie ligowej i to zrobiliśmy, do tego po bardzo dobrym meczu - mówił wyraźnie usatysfakcjonowany szkoleniowiec. Co jeszcze wiemy o Rakowie po czwartkowym meczu?

Poukładana obrona

Od 53 minuty meczu z Lechem Poznań Raków musi sobie radzić bez Zorana Arsenicia, który przeszedł już zabieg złamanej kości strzałkowej po brutalnym faulu Luisa Palmy. Operacja przebiegła bez komplikacji, ale Chorwata czeka około 16 tygodni przerwy. Paradoksalnie bez swojego kapitana drużyna jeszcze nie straciła bramki, a na środku świetnie zastąpił go Bogdan Racovitan, który naturalnie cieszył się największym zainteresowaniem licznych rumuńskich dziennikarzy przed meczem w Sosnowcu. Rumun otrzymał powołanie do szerokiej kadry na październikowe mecze eliminacji MŚ i zdaje się wracać do formy z EURO 2024. Jeśli dodamy do tego, że bardzo dobrze na pozycji stopera radzi sobie kolejny raz przesunięty tam z konieczności Fran Tudor, mamy obraz odradzającej się częstochowskiej defensywy, której znów ciężko jest strzelić bramkę. - Utrata takiego zawodnika jak Zoran to bardzo trudny moment i cieszę się, że inni wzięli na siebie odpowiedzialność i udźwignęli zadanie - mówił Papszun.

Bogactwo środka pola

Sporym zaskoczeniem dla wieli obserwatorów było wystawienie w środku pola Oskara Repki oraz Karola Struskiego. Pierwszy strzelił gola ustalającego wynik meczu, drugi zaliczył dobre spotkanie, był nieustępliwy w walce o piłkę. - Trochę mnie dziwi to zdziwienie, bo przecież z tą dwójką zaczynaliśmy naszą pucharową przygodę. Marko Bulat z Peterem Barathem grali ostatnio naprawdę dobrze, ale dwójka, na którą postawiłem, bardzo mocno pracowała, dobrze wyglądała i tym razem się nie pomyliłem - tłumaczył Papszun. Szczególnie występ w podstawowym składzie Struskiego mógł zaskakiwać, bo do kadry na europejskie puchary został dokooptowany w ostatniej chwili, po kontuzji Arsenicia. - Nie jest łatwo wejść po takiej przerwie, ale był przygotowany zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Został zaopiekowany i odpłacił nam za to. Każdy zawodnik jest bardzo ważny, nawet ten, który wczoraj był poza kadrą. Chcemy, żeby nasi zawodnicy grali w reprezentacji Polski, a potem mogli odejść do bardzo dobrych klubów. Życzę im tego, bo to świetni piłkarze i ludzie - wychwalał podopiecznych szkoleniowiec.

Nowe wahadła

W meczu z Craiovą na pozycji wahadłowych zagrali Adriano Amorim oraz Michael Ameyaw i zostawili po sobie naprawdę dobre wrażenie. - To już ich kolejne dobre spotkanie. Byli przygotowywani do gry na skrzydłach od dawna. Na dziesiątce grali ze względu na dyspozycję innych graczy oraz dochodzenie nowych zawodników. Skrzydła nam hulały i fajnie się na to patrzyło - tłumaczył Papszun.

O ile Ameyaw zaczyna wracać do formy, którą prezentował w barwach Piasta Gliwice, to Amorim wciąż przeplata zagrania z pogranicza geniuszu z beznadziejnymi stratami oraz brakiem umiejętności wykończenia sytuacji. - Nie ma tej powtarzalności, zdaję sobie sprawę, że potrzebuje jeszcze czasu i ona powinna przyjść. Potrafi zagrać spektakularnie i dlatego będziemy nad nim pracować, również pod kątem technicznym i taktycznym - ocenia trener wicemistrza Polski.

Ekstraklasa trudniejsza od Ligi Konferencji?

Biorąc pod uwagę, jakie drużyny grają w trzecich co do ważności europejskich rozgrywkach nie sposób nie odnieść wrażenia, że coraz częściej łatwiej jest sięgnąć po komplet punktów na arenie europejskiej niż na krajowym podwórku. Marek Papszun jeszcze przed meczem był pytany, czy polskie kluby bez zbędnej buty i fałszywej skromności powinny zagrać o końcowy triumf w LK. - Gramy o pozostanie w pucharach na wiosnę. Co dalej? Zobaczymy, jak zrealizujemy to zadanie. Sama obecność czterech naszych klubów w tych rozgrywkach mówi, jak nasza liga poszła do przodu. System sprzyja odniesieniu sukcesu, bo mając sporo szczęścia w drabince albo trafiając na potencjalnie gorszy okres silniejszych klubów można zajść daleko. Oczywiście u nas narracja jest taka, aby krytykować i deprecjonować te rozgrywki, ale przypominam, że kiedyś też istniały trzy europejskie puchary - stwierdził Marek Papszun, wrzucając kamyczek do dziennikarskiego ogródka.

Mariusz Rajek