Sport

Ekstraklasa potrafi zaskoczyć

Rozmowa z Fredim Bobicem, mistrzem Europy z 1996 roku, 37-krotnym reprezentantem Niemiec, który od pół roku pełni funkcję head of football operations w Legii Warszawa

Fredi Bobic (w środku) to bardzo ceniona persona w futbolowym świecie. Fot. IMAGO / Press Focus

Był pan jednym z bohaterów meczu legend Polska - Niemcy, które zakończyło się remisem 3:3, bo dwa razy wpisał się pan na listę strzelców. Czy można powiedzieć, że czuje się pan u nas jak w domu?

– (uśmiech) To prawda. Ledwie kilka dni przed meczem byłem przecież w Zabrzu, gdzie Legia grała z Górnikiem. Dla mnie przyjazd do Katowic to krótka podróż z Warszawy, gdzie teraz pracuję. Dobrze się tutaj czuję.

Lubi pan takie wspomnieniowe mecze?  

– Tak, bo jest z tego wiele radości i uciechy, a przede wszystkim można spotkać przyjaciół z boiska. Ja zagrałem przeciwko Michałowi Żewłakowowi, z którym przecież razem pracuję w Legii. To ma być radość, zabawa. Do tego cieszę się, że można było zagrać w Polsce, z waszą reprezentacją i szkoda, że nie widział pan, jaka była wspólna zabawa po meczu! (śmiech)

Wspomniał pan niedawny mecz Górnika z Legią. Wyraźnie przegraliście i chyba mieliście z tego powodu wielki niedosyt?

– To prawda i to nie tylko ze względu na wynik, ale też na to, w jaki sposób zagraliśmy, jak się zaprezentowaliśmy. Nie tego oczekiwaliśmy. Ale nic, trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co się stało, z tej przykrej dla nas porażki. Musi być inne nastawienie, musimy wygrywać na boisku więcej pojedynków. Górnik, owszem, pokazał dobry futbol. My też musimy wyciągnąć wnioski, że w rywalizacji z takim zespołem, dobrze przygotowanym fizycznie, trzeba przeciwstawić się podobnymi walorami.

Jak ocenia pan te pół roku pobytu i pracy w Polsce?

– O poziomie ekstraklasy mogę powiedzieć tyle, że to jest coś innego niż Bundesliga. Ekstraklasa to bardzo fizyczna liga, gdzie dobrze trzeba być przygotowanym pod tym względem. Rezultaty co weekend są szokujące, nie wiadomo, czego się spodziewać. Nie wiesz, co cię czeka, a w każdym spotkaniu trzeba mocno walczyć o swoje. Co do nas, do Legii, to wiadomo, że presja jest dodatkowa, bo wszyscy oczekują kolejnych wygranych. Trzeba się nauczyć bycia faworytem w każdym kolejnym meczu i radzić sobie z tym. Trzeba to pokazywać i udowadniać na boisku – tym bardziej, że mamy na ten sezon wyznaczone wielkie i ambitne cele, które chcemy zrealizować. Podoba mi się tutaj – to, co się dzieje, duże zainteresowanie, sporo kibiców na trybunach, ładne futbolowe obiekty.

Na razie liderem ekstraklasy jest niespodziewanie Górnik Zabrze. To dla pana zaskoczenie?

– Może nie aż takie jak to, że na czołowych miejscach jest sporo drużyn, po których mało kto się spodziewał, że tam będą. Za nami już prawie 20 meczów w tym sezonie, gramy od połowy lipca. Do tego wiele zmian, bo przecież część zawodników odeszła, mamy wielu nowych w kadrze. Duże zmiany. Do zimy trzeba ciężko pracować, żeby tych punktów nazbierać jak najwięcej i żeby być w czołówce ligi. Potem mamy cztery tygodnie, żeby spokojnie popracować i przygotować się do drugiej części rozgrywek. Jeżeli masz tyle zmian w klubie, w zespole, to potrzebujesz czasu, żeby wszystko zgrać.

Przy okazji meczu Górnika z Legią była okazja do spotkania z kolegą z reprezentacji Niemiec Lukasem Podolskim?

– Tak. Lukas akurat w tym spotkaniu nie mógł zagrać z powodu kontuzji, więc oglądaliśmy mecz razem. Lubię go i cenię, wiem, jak wiele dobrych rzeczy robi dla Górnika. Nie tylko jako piłkarz, ale też poza boiskiem. Jest dobrym przedstawicielem klubu. Takich ludzi trzeba cenić.

Jaką pozycję ma w niemieckim futbolu?  

– Jest lubiany i podziwiany za to, co osiągnął. W reprezentacji spędził przecież wiele lat, zdobył wiele wspaniałych bramek, został z nią mistrzem świata. Cieszy się dużym szacunkiem. Teraz jest w Polsce i widzę, że jest tutaj bardzo szczęśliwy.     

Nam, dziennikarzom, a także ekspertom i wielu kibicom nie podoba się to, że składach drużyn z ekstraklasy jest aż tylu obcokrajowców. Jak pan, jako były świetny piłkarz, na to patrzy?  

– Z Legią nie mamy z tym problemu. W kadrze i w jedenastce jest przecież wielu polskich zawodników. Sam zresztą naciskałem na to, żeby sprowadzać do klubu zawodników stąd. Zakontraktowaliśmy Kacpra Urbańskiego, Arkadiusza Recę, Damiana Szymańskiego, Kamila Piątkowskiego. Mam taki sposób działania, żeby w klubie byli obecni i mocno na niego wpływali zawodnicy miejscowi. Uważam, że to dobry kierunek. Tak staram się czy staramy postępować, a widać to po transferach, których dokonaliśmy. Chcemy, żeby takie było nasze DNA, ale nie zapominamy też o balansie – chcemy mieć jakość, dlatego mamy też obcokrajowców. Też takich, od których nasza zdolna młodzież będzie mogła się uczyć, oczywiście kierujemy się zasadą jakości. Interesują nas gracze, którzy ją mają.

Często młodzi polscy zawodnicy chcą wyjechać za granicę. Ma pan dla nich jakąś radę?

– Mogę im podpowiedzieć, że czasem lepiej zostać u siebie, w swoim klubie, rok czy dwa dłużej. Popracować, pograć, wzmocnić swoją pozycję, nauczyć się od lepszych, starszych kolegów, a dopiero potem wyjechać.                  

Rozmawiał Michał Zichlarz

 FREDI BOBIC

◾ Data urodzenia : 30 października 1971 r.  
Miejsce urodzenia : Maribor (Jugosławia)
Pozycja na boisku : napastnik  
Kariera : Bad Cannstatt, VfB Stuttgart, Stuttgarter Kickers, TSF Ditzingen, Stuttgarter Kickers, VfB Stuttgart, Borussia Dortmund, Bolton Wanderers, Hannover 96, Hertha Berlin, HNK Rijeka  
Sukcesy : 37-krotny reprezentant Niemiec i strzelec 10 bramek, mistrz Europy z 1996 roku; mistrz Niemiec z BVB w 2002, Puchar Niemiec z VfB w 1997, Puchar Chorwacji w 2006; król strzelców Bundesligi w sezonie 1995/96
Dyrektor sportowy: VfB Stuttgart, Eintracht Frankfurt, Hertha Berlin. W Legii od kwietnia 2025 r. jako head of football operations

Fredi Bobic (z prawej) z Torstenem Fringsem na Stadionie Śląskim. Fot. PAP / Art Service