Sport

Eksperyment dał odpowiedzi

Nie wszyscy piłkarze zdali testy u Jana Urbana, choć kilka pozytywów udało się znaleźć.

Michał Skóraś całkiem nieźle wszedł w buty Nicoli Zalewskiego. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

ILE I ZA CO?

Bartłomiej DRĄGOWSKI, do 46 min – 5

Zaczął ambitnie, w 18 sekundzie... kopiąc „świecę” w aut. To była zapowiedź słabej połowy w wykonaniu Polaków, zresztą „Drążek” jeszcze kilka razy „raczył” kibiców aż do przesady słabą grą nogami. Był trochę nerwowy, to na pewno, ale parę razy swoją stricte bramkarską, czyli najważniejszą robotę wykonał. Najlepiej chyba w 24 minucie, w podbramkowym chaosie.

Przemysław WIŚNIEWSKI, do 46 min – 5

W pierwszej połowie wyglądał najlepiej z trzyosobowego bloku defensywnego, ale też chyba uległ ogólnej nijakości zespołu. Próbował wyprowadzać piłkę, ale nie wynikało z tego nic szczególnego. Raz, gdy poszedł bardzo wysoko, zakończył wszystko podaniem na wolną przestrzeń. Wolną również od jego kolegów.

Jan ZIÓŁKOWSKI, 90 min – 6

Nie dość, że debiutant, to jeszcze najmłodszy na boisku. Zaczął nerwowo, choć kilka razy na konia wsadzili go bardziej doświadczeni koledzy. Jednakże można było odnieść wrażenie, że pewny z natury Ziółkowski jeszcze tej pewności z biegiem meczu nabierał. Szczególnie w drugiej połowie popisał się kilkoma niezłymi i wymagającymi interwencjami.

Tomasz KĘDZIORA, 90 min – 4

Gdyby w drugiej połowie się nie ogarnął, notę miałby jeszcze niższą i to mimo faktu zachowania czystego konta jako obrońca! Przed przerwą był jak tykająca bomba, momentami zachowując się, jakby nie wiedział, co się wokół niego dzieje. W 25 minucie podał do środkowego Ziółkowskiego tak, że Nowozelandczycy... prawie mieli stuprocentówkę, potem w prostym rozegraniu kopnął w aut. Tak po prostu.

Przemysław FRANKOWSKI, do 46 min – 5

Całkiem, całkiem – szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę koheletowską marność w pierwszej połowie. Był jednym z aktywniejszych piłkarzy, parę razy dał nawet niezłą wrzutkę, ale koniec końców zaprezentował się gorzej niż Paweł Wszołek.

Jakub PIOTROWSKI, 90 min – 3

To duża sztuka, żeby być ustawionym w samym środku piłkarskiego boiska i... nie zrobić nic. Anonimowy i zupełnie nijaki występ zaprezentował nam Piotrowski. Gdy miał już piłkę, zazwyczaj zwalniał akcje, nie szukał sobie wolnej przestrzeni, swoim poruszaniem nie pomagał kolegom, grał na alibi. Nie było z niego pożytku.

Piotr ZIELIŃSKI, do 63 min – 7

Oczywiście kilka razy przytrafiła mu się niedokładność, a był też strzał w reflektor. Jednakże jako jeden z nielicznych „pierwszoskładowych” w pierwszym składzie ciągnął reprezentację. W 7 minucie niewiele mu brakło do ładnej bramki podcinką, którą to sam sobie wysokim odbiorem wypracował. No i najważniejsze – popisał się pięknym golem na 1:0. Brawo!

Michał SKÓRAŚ, do 73 min – 7

Ostatni mecz w reprezentacji zagrał na Euro 2024 z Francją i widać było, że jest głodny orła na piersi. Wyglądał trochę jak uboższa wersji Nicoli Zalewskiego – i to nie jest obraza! Dynamizował akcje, oddał dwa bardzo groźne strzały, po których niewiele brakowało do gola. Czasami za bardzo zwalniał, podejmował średnie decyzje, lecz było to też skutkiem widocznego gołym okiem braku zgrania eksperymentalnej jedenastki Polaków, także między Skórasiem a Kozłowskim. Jeśli ktoś miał coś wygrać wczorajszym eksperymentem, to na pewno skrzydłowy Gent.

Sebastian SZYMAŃSKI, do 46 min – 3

Niechlujny – to chyba dobre określenie jego gry. Trochę standardowo dla niego w reprezentacji, oczekiwano, że będzie ważnym punktem ofensywy, a nie był nawet podpunktem. Miał okazję na gola, uderzając z linii „szesnastki” po podaniu Skórasia, ale został zblokowany. Z kolei dobijając uderzenie Skórasia, trafił w bramkarza, mimo że okazja była znakomita (pal licho, że spalił). W 43 minucie jego nieodpowiedzialna (niechlujna właśnie) strata w narożniku sprokurowała groźną sytuację rywali.

Krzysztof PIĄTEK, 90 min – 3

Jedyny polski piłkarz, który zobaczył wczoraj żółtą kartkę, a przecież biegał na szpicy. Poza bieganiem w sumie niewiele zrobił, no chyba że jako osiągnięcie można wyliczyć faulowanie Nowozelandczyków. Jeszcze parę szturchańców i obejrzałby drugą kartkę, a wtedy mówilibyśmy o kompromitacji. Oczywiście, Piątek to taki piłkarz, któremu trzeba coś wypracować, a koledzy w tym aspekcie nic mu nie dali, no ale... to już nie nasz problem. Fakty są bowiem takie, że „Piona” specjalnie przydatny nie był. Podsumowanie? Jak pod koniec pierwszej połowy kopnął piłkę w aut, sędzia zaprosił zespoły do szatni.

Kacper KOZŁOWSKI, 90 min – 4

Kolejny wracający do kadry, tyle że po – równo! – czterech latach. Miał kilka przebłysków, ale dużo za mało – na przykład, gdy w 34 minucie odebrał piłkę rywalowi, wskutek czego potem Michael Boxall obejrzał „żółtko”.

Kamil GRABARA, od 46 min – 5

Trudno go ocenić, bo nie miał co robić. Rywale nie oddali żadnego celnego strzału, nie miał też wielu okazji, by popisać się efektownymi podaniami. No ale chociaż nie kopał po autach.

Jakub KIWIOR, od 46 min – 6

Mając na uwadze, że przez prawie całą drugą połowę Nowozelandczycy gonili wynik, ale żadnej „setki” nie mieli, można pochwalić dobrą zmianę „Kiwiego”. Pod ścianą postawiony jednak ani razu nie został.

Paweł WSZOŁEK, od 46 min – 7

Proste granie – rajd po linii do końca i podanie. W ten sposób Wszołek zanotował asystę przy golu Zielińskiego, kiedy nawinął, poczekał, popatrzył. Zrobił to, co powinien każdy zmiennik, czyli podniósł jakość na swojej pozycji.

Karol ŚWIDERSKI, od 46 min – 5

Dał przyzwoitą zmianę, chociaż też do rewelacji brakowało. Miał swoje pomniejsze sytuacje, powalczył, pobiegał. Przejął opaskę po Zielińskim, co podkreśliło jego pozycję w hierarchii.

Bartosz KAPUSTKA, od 63 min – 2

Niczego specjalnego nie pokazał.

Arkadiusz PYRKA, od 73 min – niesklas.

Zadebiutował i... chyba tyle. Był jakiś taki przestraszony i nie pokazał żadnego ze swoich atutów.

Piotr Tubacki