Dziedzictwo ku nowemu
Z DRUGIEJ STRONY, felieton Tomasza Muchy
Przekazanie władzy w redakcji Sportu. Tomasz Much i Andrzej Grygierczyk Fot. Andrzej Pisarek
We wtorek uroczyście podziękowaliśmy w redakcji Andrzejowi Grygierczykowi i pożegnaliśmy go w roli redaktora naczelnego. Skończyła się pewna epoka w historii „Sportu”, którą swoim przywództwem i świetlistą postacią redaktor Grygierczyk niewątpliwie utożsamiał.
Andrzej to kawał historii naszej gazety, a obecnie aplikacji, świetny szef, dobry kolega, mentor dla takich jak ja 40-50-latków i wielu młodszych adeptów dziennikarstwa sportowego. W tym miejscu jeszcze raz chciałbym mu z całego serca podziękować, że wprawną ręką przeprowadził nasz zespół i sam tytuł przez rwące meandry ostatnich - niełatwych - lat dla prasy i szerzej - rynku mediów, w tym sportowych.
Nie oznacza to, że Andrzej się z nami i ze „Sportem” żegna. Wierzę w to, że nie tylko będzie nas często w redakcji odwiedzał, że będzie z nami nie tylko duchem w roli życzliwego - mam nadzieję - obserwatora, ale wciąż będzie regularnie gościł na naszych łamach. Bo wyważony, rozsądny i mądry głos Andrzeja Grygierczyka jest sportowi - i „Sportowi” - niezwykle potrzebny i powinien być wysłuchany. Zwłaszcza dzisiaj - gdy w natłoku wydarzeń, bardziej lub mniej mądrych opinii, a często fejków i zwyczajnych zmyśleń, w których można się pogubić - potrzeba Kogoś, kto nada temu głębszy sens i porządek albo przynajmniej zada te właściwe pytania. A na Andrzeja zawsze i tu można było liczyć. I ja wciąż na to liczę!
Wraz z redaktorem Grygierczykiem - jak już wspomniałem - coś się skończyło, ale na pewno nie przerwało. Czuję się jego nieodrodnym uczniem. Poczuwam sobie za zaszczyt, że miałem okazję uczyć się od niego, przyglądać, jak pracuje, jak odnosi się do współpracowników, być inspirowanym, a czasem - jak trzeba było - ustawianym do pionu. To były bezcenne lekcje zawodu, etycznej busoli, poszerzania intelektualnych horyzontów, a czasem po prostu życiowej kindersztuby. Jego dziedzictwo jest dla nas wektorem.
Mam w ogóle to szczęście, że wciąż w „Sporcie” pracuję ze swoim „zawodowym ojcem” - redaktorem Włodzimierzem Sowińskim. To Włodek w drugiej połowie lat 90., przyjmował mnie, beztroskiego studenta, do pierwszej pracy w dziale sportowym „Trybuny Śląskiej”, zarażał pasją, sumiennością, obowiązkowością oraz standardami, które są w naszej profesji uniwersalne i którym staram się być wierny.
Dziś przejmuję schedę po redaktorze Grygierczyku z niekłamanym - nie ukrywam - przejęciem i w poczuciu dużej odpowiedzialności. Dziękuję za zaufanie naszemu Wydawcy, Ryszardowi Halemba. Wierzę, że wspólnie z moim zastępcą Dariuszem Leśnikowskim i wraz ze znakomitym, twórczym i pełnym pasji zespołem - złożonym z najwyższej klasy fachowców, autorów i felietonistów - wciąż będziemy zapewniać naszym Czytelnikom, oraz tym nowym, pożywkę w postaci najciekawszych i najlepiej podanych sportowych treści w Polsce.
„Sport” jest pionierską w tym kraju - od strony technologicznej - informacyjną platformą sportową, ale wciąż czerpiącą z bogatej, ponad 80-letniej tradycji. Tym bardziej nie może pozostać obojętny wobec wyzwań związanych z rzeczywistością cyfrową, z mediami społecznościowymi czy wdzierającą się wszędzie sztuczną inteligencją. Życzyłbym sobie, by „Sport” - szanując wiernych Czytelników - trafił też szeroko do nowego pokolenia kibiców, osób którym sport jest bliski, którzy pewnie jeszcze nie wiedzą, jak świetne i ciekawe rzeczy ich omijają, a które mogą znaleźć tylko u nas!
Wierzę, że moje łącznie 15 lat pracy w „Sporcie” - z dwuletnią przerwą, gdy na tytuł spoglądałem z pewnym dystansem - stanowi ugruntowaną wiedzę o mocnych stronach redakcji i jej bolączkach. Wierzę, że to wystarczająca legitymacja, by pokierować „Sportem” we właściwą stronę.
Zapewne niektóre rzeczy w „Sporcie” wkrótce odrobinę się zmienią, nabiorą innej dynamiki, zabrzmią wymowniej i głośniej - bo tego wymaga współczesność. Ale chcę jednocześnie zapewnić, że najważniejsze w „Sporcie” zawsze będą ciekawość, rzetelność, bohater i jego emocje oraz prawda - to, co przyświeca przez lata redaktorowi Andrzejowi Grygierczykowi.
Redaktor naczelny
