Sport

Duńczycy idą po swoje

Fot. Sanjin Strukic/PIXSELL/SIPA USA/PressFocus

Po dwóch pierwszych ćwierćfinałach, które dostarczyły wielkich emocji i rozstrzygnęły się w ostatnich sekundach - Chorwacja i Francja pokonały Węgry i Egipt na luzie... jedną - ostrzyliśmy sobie zęby na równie wielkie spektakle w dwóch pozostałych spotkaniach 1/4 finału. Jako pierwsi na parkiet w Oslo wybiegli Duńczycy i Brazylijczycy. Ten, kto się spodziewał wyrównanej rywalizacji, już po kwadransie musiał obejść się smakiem. Doskonale dysponowani faworyci rozstawiali rywali po kątach i prowadzili 6:3. Swoje w bramce dokładał Emil Nielsen, wybijając debiutującym w 1/4 finału Brazylijczykom marzenia o strefie medalowej. 120-kilogramowy, ale niesamowicie zwinny golkiper Barcelony zatrzymał 15 z 33 rzutów i za 45% skuteczności odebrał nagrodę MVP, niepierwszą na tym turnieju. Sposób na 28-latka najczęściej znajdował Vinicios Carvalho, który trafił 7 razy. W ofensywnych poczynaniach był jednak osamotniony, podczas gdy 18 z 33 bramek dla rywali po równo rozłożyli na siebie Mathias Gidsel, Emil Jakobsen i Rasmus Schmidt. Pełna kontrola obrońców tytułu pozwalała im przeprowadzać pomysłowe akcje, szybko wypracować bezpieczną przewagę i... zwolnić pod koniec premierowej odsłony nie spodobało się to ich trenerowi; Nikolaj Jacobsen zawsze wymaga od swych zawodników perfekcji. Ci otarli się o nią po zmianie stron, kiedy między 41 a 52 minutą zdobyli 8 bramek, zaś rywale żadnej.

Znacznie bardziej wyrównany był mecz Portugalia - Niemcy. Nasi grupowi rywale długo się rozkręcali i gdyby nie świetna dyspozycja Andreasa Wolffa (21 obron!) już do przerwy przegrywaliby wyżej niż 4 bramkami. W drugiej połowie przyspieszyli, odrobili straty, ale więcej sił oraz precyzji na dogrywkę zachowali Portugalczycy i to oni w piątkowym półfinale zmierzą się z Duńczykami. Dziś z kolei Francja zagra z Chorwacją.

(mha)