Droga, ale najlepsza impreza
W Trondheim trwa dyskusja, czy miasto nie wydało za dużo na mistrzostwa świata.
Trybuny podczas rywalizacji w Trondheim są pełne widzów. Fot. PAP/EPA
Gdy pięć lat temu Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) decydowała o przyznaniu organizacji mistrzostw świata w 2025 roku, norweska kandydatura została wybrana jednogłośnie, nie tylko dlatego, że nie miała konkurencji. Główną areną miał być ośrodek sportów zimowych Granaasen, który doskonale sprawdził się w 1997 roku, gdy ostatni raz Trondheim gościło tę imprezę. Minęło jednak prawie 30 lat i obiekt wymagał głębokiej przebudowy. Tylko na ten cel miasto musiało wydać ponad miliard koron. Dodatkowy budżet przewidziano na organizację imprez towarzyszących, koncertów czy ceremonii medalowych, które odbywają się w centrum miasta.
Wysokość przeznaczonych na narciarskie MŚ kwot zszokowała dużą część mieszkańców miasta. Część z nich uważa, że rozbudowane centrum narciarskie służyć będzie wyłącznie w sezonie zimowym, a całoroczna infrastruktura sportowa w Trondheim kuleje. Jednym z krytyków wysokich kosztów mistrzostw jest Per Osland, stojący na czele Klubu Pływackiego i Ratownictwa Wodnego w Trondheim. - Za część tych pieniędzy mogłoby powstać kilka obiektów pływackich, z których dzieci korzystałyby przez cały rok do zabawy, nauki i podnoszenia swojego bezpieczeństwa w wodzie. Na jeden całoroczny basen w Bergen przypada 28 tys. mieszkańców, a u nas to ponad 100 tys. ludzi - powiedział Osland w trakcie jednej z debat.
Firma Visit Trondheim, która w imieniu lokalnych władz zarządza promocją miasta, organizuje duże wydarzenia kulturalne i koordynuje współpracę miejscowej branży turystycznej, od dwóch lat pracowała nad towarzyszącymi MŚ imprezami. Kieruje nią Kirsten Schulz. - Cały czas wspominamy 1997 rok, gdy byliśmy gospodarzem narciarskich mistrzostw świata po raz pierwszy. Pamiętamy, jak bardzo nasze miasto zmieniło się dzięki tamtemu wydarzeniu. Trondheim dostało prawdziwego „kopa” i zaczęło się rozwijać szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie mam pojęcia, ile ostatecznie wydamy na tegoroczną imprezę, jednak dyskusja o tym, czy warto było starać się o organizację tegorocznych zawodów według mnie nie ma dziś większego znaczenia. Mistrzostwa już trwają, a decyzję o ich organizacji podjęto lata temu. Naszym zadaniem jest już - tylko i aż - sprawić, by było to możliwie najlepsza impreza - powiedziała Schulz.
Organizatorzy już odnieśli sukces. Narciarstwo klasyczne w Norwegii jest niemal religią, a o jej mieszkańcach mówi się, że rodzą się z nartami na nogach. Z przygotowanych w samym Trondheim 4 tys. miejsc hotelowych, niemal wszystkie od dawna są już wynajęte. W regionie dostępnych było tysiąc łóżek, ale i te w większości są zajęte. Szacowany zysk organizatora mistrzostw świata ma wynieść ponad 20 mln koron (ponad 7 mln złotych)
- Sprzedaliśmy już ponad 200 tys. biletów na imprezy na Granaasen. Pozostały jeszcze nieliczne na niektóre dni. Łącznie spodziewamy się w trakcie mistrzostw ponad 300 tys. widzów, którzy dopingować będą zawodniczki i zawodników na stadionie i na leśnych trasach - powiedziała PAP Ingvil Snoefugl z biura organizacji Trondheim 2025.
Władze Trondheim mają ból głowy, bo w 2023 roku gmina miała deficyt w wysokości 137 mln koron. Również w 2024 wydała więcej pieniędzy, niż otrzymała. Według Reinskou wtym roku Trondheim ma wyjść na zero, ale wyłącznie dzięki drastycznym cięciom budżetowym. W rozmowie z NRK skarbnik przyznał, że lokalny biznes dzięki mistrzostwom na pewno odnotuje wzrost obrotów, ale dla jego gminy wynik finansowy nadal wiąże się z poważnym ryzykiem. Nie krył przy tym wątpliwości, czy norweskie miasta stać będzie na organizację podobnych imprez w przyszłości.
- Dla narciarstwa, dla Norwegii i dla Trondheim ważne jest, abyśmy gościli kolejne podobne wydarzenia. Będziemy musieli jednak organizować je w sposób znacznie bardziej rozsądny niż tegoroczne mistrzostwa świata - podsumował.
Z Oslo Mieszko Czarnecki (PAP)