Sport

Dorównali liderowi

Opolanie na starcie wiosennych rozgrywek pokazali, że nikogo nie będą się bać.

W debiucie w Odrze Szymon Kobusiński wpisał się na listę strzelców. Fot. Instagram Odry Opole

ODRA OPOLE

Odra przezimowała na 14. miejscu w tabeli Betclic 1. ligi. Trener Jarosław Skrobacz w okresie przygotowawczym zupełnie zmienił jednak zespół, który w rundzie jesiennej miał najwięcej straconych goli. Było to widać w spotkaniu inaugurującym rozgrywki wiosenne, bo opolanie, choć grali w roli gospodarzy na boisku w Niecieczy, zdobyli punkt w starciu z liderem. Ba, „Niebiesko-czerwoni” do 70 minuty prowadzili z Bruk-Betem 2:0 i trzeba dodać, że do tego momentu wymierzony został najniższy wymiar kary dla niecieczan. W pierwszej połowie oprócz goli Mateusza Czyżyckiego i Szymona Kobusińskiego opolanie mieli znakomitą okazję. Wyszli z kontrą dwóch na jednego, ale Czyżycki nie zdołał dograć do Jakuba Pochcioła, który miał przed sobą tylko bramkarza. Do tego Marcel Mansfeld oddał celny strzał głową po wrzutce z rzutu wolnego, ale golkiper był na posterunku.

Zmarnowane okazje

O tym, że taktyka trenera Skrobacza znakomicie się w tym spotkaniu sprawdzała, świadczy też bilans celnych strzałów w pierwszej połowie – 3:1 dla Odry. Jednak to, co najważniejsze dla meczu, wydarzyło się po przerwie i wcale nie chodzi o to, że niecieczanie w końcówce odrobili straty. Nie mieliby na to szans, gdyby opolanie wykorzystali przynajmniej jedną z trzech znakomitych okazji. W pierwszej Jakub Bartosz po akcji z Kobusińskim przestrzelił z siedmiu metrów. W drugiej uderzenie Adama Chrzanowskiego w podbramkowym zamieszaniu po rzucie rożnym z linii bramkowej wybijali aż dwaj obrońcy „gości”. A trzecią można nazwać „dwustuprocentową”, bo po kolejnej znakomitej akcji Konrada Nowaka piłka z prawego skrzydła dotarła do rezerwowego Daniela Dudzińskiego, który – stojąc samotnie i mając dużo miejsca oraz czasu – strzelił z 11 metrów wprost w bramkarza, który jeszcze następnie obronił słabą dobitkę Czyżyckiego.

Blisko zwycięstwa

Po 69 minutach mogło – a nawet powinno – być co najmniej 3:0, bo rywale w żaden sposób nie potrafili się przebić przez defensywę kierowaną przez Adama Wójcika. W ostatnich 20 minutach gry jednak dwa tureckie zgrupowania niecieczan i ich zimowe transfery dały o sobie znać, bo nie tylko strzelili dwa gole, ale także dwukrotnie ustrzelili poprzeczkę i kilka razy zmusili bramkarza Odry do interwencji. Dodajmy jednak, że w tej nawałnicy drużyny, która ma najwięcej strzelonych goli wśród pierwszoligowców, opolanie też wypracowali okazję na trzecią bramkę. Po kontrze w drugiej minucie doliczonego czasu Bartosz oddał ekwilibrystyczne uderzenie z sześciu metrów, ale było ono za lekkie, żeby zapewnić zwycięstwo Odrze.

Bliscy sensacji

– Nie będzie to chyba żadnym odkryciem, jeżeli powiem, że sprawiliśmy niespodziankę, a byliśmy bliscy sprawienia sensacji. Biorąc pod uwagę okoliczności i potencjał rywali, zwycięstwo w Niecieczy byłoby tak rozpatrywane – podsumował spotkanie Jarosław Skrobacz. – Co gorsza, przy wyniku 2:0 i przy sporej przewadze niecieczan w posiadaniu piłki, mieliśmy bardzo dogodne sytuacje do strzelenia gola na 3:0. Nie potrafiliśmy ich wykorzystać i to był przełomowy moment. Mogliśmy bowiem ten mecz domknąć i wygrać z naprawdębardzo solidnym przeciwnikiem. Pozostaje więc niedosyt, ale też trzeba się cieszyć z tego, co osiągnęliśmy, bo dla nas jest to pozytywny bodziec przed następnymi meczami.

Piątka z plusem

Warto jeszcze dodać, że z szóstki nowych zawodników pięciu (Czyżycki, Kobusiński, Mansfeld, Pochcioł, Chrzanowski) już pokazało się z dobrej strony. Rozłożony przez przeziębienie Damian Tront powinien niebawem do nich dołączyć. Od poniedziałku opolanie myślą już o niedzielnym (17.00)starciu z Wisłą w Płocku. Wczoraj trener Skrobacz zafundował swoim podopiecznym podwójną dawkę treningów, a od środy do soboty są w planie pojedyncze zajęcia z elementami taktyki na spotkanie z piątym zespołem tabeli. Nie znaczy to jednak, że na boisku w dawnej stolicy Polski (w latach 1079–1138) będzie łatwiej.

Jerzy Dusik