Dojrzałem, zrozumiałem...
Rozmowa z Szymonem Działakiewiczem, wracającym po kontuzji rozgrywającym Górnika Zabrze i reprezentacji Polski
Szymon Działakiewicz liczy, że w niedługim czasie założy koszulkę z orzełkiem. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
W grudniu podpisał pan kontrakt w Zabrzu, a w niedzielę zagrał w wygranym meczu z Kaliszem po blisko ośmiu miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją.
- Przez pięć tygodni reprezentacyjnej przerwy ciężko trenowaliśmy, dlatego teraz możemy cieszyć się ze zwycięstwa nad Energą Kalisz. Każdy z nas naprawdę dużo poświęcił w tych dniach i jak widać opłacało się.
Jak pan wylądował w Górniku?
- Przez trzy lata grałem za granicą, ale doznałem kontuzji i operację miałem w Poznaniu. Zatelefonował do mnie prezes Bogdan Kmiecik z pytaniem, czy jestem zainteresowany przyjściem do Zabrza. Myślałem już o powrocie do Polski. Chciałem być bliżej rodziny i w grudniu zapadła decyzja, że warto spróbować odbudować się w Zabrzu.
Do kiedy ma pan kontrakt?
- Na sześć miesięcy z opcją przedłużenia o rok.
To była jedyna propozycja?
- Były inne. Z Niemiec, Francji, Węgier, ale najbardziej poważna była oferta prezesa Kmiecika.
Przesądziła wizja sportowa, ekonomiczna, a może obie...
- Sportowa. Bardzo chcę wrócić do formy. Robię wszystko, by stało się to jak najszybciej. Nie tylko dla siebie, ale i dla chłopaków z drużyny. Cieszę się, że tutaj jestem, że jestem w Polsce. Są rodzice, którzy są dla mnie dużą motywacją, byli już na meczu z Kaliszem. Podoba mi się na Śląsku, choć jestem tutaj krótko. Mam mieszkanie w Katowicach, to stosunkowo niedaleko od rodzinnej Legnicy, więc często mogę rodziców odwiedzać. Jest super. To mi daje dużo spokoju, bo jestem już w tym wieku (akurat wczoraj nasz rozmówca skończył 25 lat - przyp. red.), że szukam stabilizacji.
Jak ocenia pan swój pobyt za granicą?
- Była to ważna lekcja. Samo granie za granicą nie jest łatwe, choć wyjeżdżając, myślałem, że będzie lżej, a było naprawdę ciężko. I to nie tylko przez odmienną kulturę, język, ale też z powodu innych kwestii. Gdy człowiek wychodzi z ciężkich momentów, to wiele rzeczy zaczyna postrzegać inaczej. Zaczyna dojrzewać, rozumieć dlaczego tak było i wiele się wtedy uczy. To była dobra lekcja, nie tylko życiowa.
Mówiąc szczerze - nie dał pan rady?
- W Niemczech było mi naprawdę ciężko. W Szwecji już dałem radę, ale musiałem mieć problemy w Niemczech, by później zrozumieć niektóre rzeczy, by w Szwecji mogło wyjść i wyszło. Niektóre rzeczy są w życiu po coś, więc myślę, że mi się to wszystko dobrze poukładało.
Te parę minut na parkiecie w Zabrzu po tak długiej przerwie były zaskakująco dobre. Petarda została odpalona już po kilkudziesięciu sekundach dwoma bramkami, ale i rzucał się w oczy niesamowity głód grania.
- Fajnie słyszeć takie słowa od kogoś z boku. Dziękuję.
Jakie są pana plany sportowe? Nie mamy w kraju zbyt wielu zawodników, którzy mają papiery na występy w reprezentacji, a pan w drużynie narodowej zaznaczył już swoją obecność.
- Rozmawiałem z trenerem Marcinem Lijewskim, że jeżeli wrócę do formy - a on mnie cały czas wspiera - to znajdę się w kadrze. Reprezentacja to moje największe marzenie i będę dążył, by do niej wrócić.
Debiutował pan u selekcjonera Patryka Rombla...
- Tak, w 2021 roku w Słowenii. Był to mecz eliminacji mistrzostw Europy 2022. Po nim cały czas byłem w kadrze. Dwa lata później wystąpiłem na mistrzostwach świata w Polsce. Niestety, po mistrzostwach zmienił się selekcjoner. Pojawili się inni zawodnicy, na moją pozycję prawego rozgrywającego przesunięty został skrzydłowy Arek Moryto, a do tego złapałem kontuzję...
Ale światełko się pali, bo Arka można przesunąć na prawe skrzydło.
- Cały czas walczę, by wrócić do formy, by kolano było w pełnej sprawności. Jest coraz lepiej, choć wymaga czasu, by wszystko było znów dobrze.
Ile pan sobie daje czasu na powrót do reprezentacyjnej formy?
- Nie mam takich planów. Kiedyś myślałem, że do gry po kontuzji wchodzi się płynnie. Teraz wiem, że obycie z piłką, nabranie rytmu meczowego to nie jest nagła rzecz. Tego mi jednak brakowało i już widzę, że z każdym treningiem, z każdym meczem będzie coraz lepiej. Jestem o tym przekonany.
Po meczu z Kaliszem mówił pan, że noga wciąż pana pobolewa.
- Każdego coś boli, tylko nie każdy o tym rozmawia. Mnie też noga jeszcze trochę boli, ale codziennie ją wzmacniam. Nie chcę jednak za dużo o tym rozmyślać, zastanawiać się. Jest dobrze, co pokazał mecz, a będzie tylko lepiej.
W reprezentacji robi się optymistycznie. Mamy obsadzoną bramkę, bardzo ciekawych skrzydłowych, jednego z najlepszych kołowych świata, Kamila Syprzaka, oraz Maćka Gębalę. Jest Arek Moryto, jest Michał Olejniczak. Po kontuzji wrócił Szymon Sićko, wróci Michał Daszek, są dobrze rokujący młodzi, chociażby Oliwier Kwiatkowski... To już nie jest tylko „goła” siódemka do gry. Z takim składem na pewno walczylibyśmy o coś więcej niż tylko Puchar Prezydenta IHF i 25. miejsce na świecie?
- Tak, ale nie zapeszajmy. Mam superkontakt z kolegami z kadry. Rozmawiamy często. Takich ludzi się nie zapomina. Z Szymonem Sićką się rehabilitowałem i razem mieszkaliśmy w Poznaniu. Mocno wierzę , że wrócę do kadry.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
SZYMON DZIAŁAKIEWICZ
Data i miejsce urodzenia: 17 lutego 2000 w LegnicyWzrost/waga: 190/80
Pozycja: prawy rozgrywający
Poprzednie kluby: UKS Dziewiątka Legnica, SMS Gdańsk, Gwardia Opole, VfL Gummersbach, Redbergslids IK, Pick Szeged.
Reprezentacja Polski: 13 meczów/25 bramek