Dobrze rozpoczęta wiosna
GKS Tychy z trzema zwycięstwami w rundzie rewanżowej wyrasta na „czarnego konia”.
Tak Jakub Budnicki cieszył się z piątego gola w sezonie. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
W piłce nożnej najważniejszy jest wynik. Patrząc więc z tego punktu widzenia na wyjazdowy mecz GKS-u Tychy z Wartą Poznań, sztab szkoleniowy trójkolorowych, piłkarze oraz kibice mogą być w pełni zadowoleni. Tym bardziej że podopieczni Artura Skowronka dzięki zwycięstwu 3:1 w Grodzisku Wielkopolskim – pozostając wprawdzie na 12. miejscu w tabeli – wykonali duży krok w przód. W pierwszej połowie sezonu wygrali tylko raz, a teraz z trzecią wygraną z rzędu w rundzie rewanżowej zbliżyli się do rywali, którzy w większości na inaugurację rundy wiosennej pogubili punkty.
Mentalny kop
– Cieszymy się bardzo z tego zwycięstwa i z tego, że z tak trudnego terenu wywozimy komplet punktów – stwierdził na pomeczowej konferencji prasowej trener tyszan. – Dobrze rozpoczynamy wiosnę, co dla nas było kluczowe pod każdym względem. Dobrze też zakończyliśmy tamten rok i bardzo nam zależało, żeby podtrzymać formę i udanie rozpocząć ten kolejny. Myślę, że było to widać od pierwszych fragmentów tego spotkania. W drużynie była energia i zauważyć można było odpowiednią organizację gry. Przeciwnik oczywiście też miał atuty. Po naszym drugim golu mecz mocno wymknął się nam spod kontroli. Warta po bramce na 2:1 dostała wiatru w żagle. Mielimy wtedy naprawdę trudne momenty w tym spotkaniu, ale tym bardziej chciałbym podkreślić charakter drużyny, bo po trudnych momentach potrafiła wyjść zwycięsko. Trzecim golem strzelonym przez Natana Dzięgielewskiego, który dał dobrą zmianę, „zabiliśmy” ten mecz. Cieszymy się z dobrego startu i optymistycznego kopa mentalnego na przyszłość.
Słaba intensywność
Ci, którzy z uwagą oglądali cały mecz, widzieli jednak, że tyski zespół nie grał na poziomie wymaganym od drużyn aspirujących do strefy barażowej. Od niej drużynę trenera Skowronka dzieli teraz 10 punktów. Zacznijmy od tego, że pierwsze 20 minut zespół GKS-u przespacerował. Słaba intensywność i brak płynności w grze nie zostały wprawdzie wykorzystane przez rywala, który przeżywa spore problemy kadrowo-organizacyjne, ale to Marcel Łubik jako pierwszy został wystawiony na próbę w 19 minucie, paradą broniąc strzał z woleja zza pola karnego.
Stałe fragmenty
Gra się więc nie układała, za to „wypaliły” trenowane zimą stałe fragmenty, bo po rzucie wolnym wykonanym przez Juliana Keiblingera Jakub Budnicki potwierdził, że jest najlepszym strzelcem drużyny. Później główkując, oddał drugi celny, ale tym razem zbyt lekki strzał tuż przed przerwą po wrzutce Jakuba Tecława, który po uderzeniu z rzutu wolnego w mur wystąpił w roli centrującego.
Ważne dla losów spotkania były też ostatnie sekundy pierwszej połowy. Po rzucie wolnym wykonanym przez gospodarzy w podbramkowym zamieszaniu Łubik niepewnie interweniował w polu bramkowym i piłka znalazła się w siatce. Na szczęście dla tyskiego bramkarza arbiter odgwizdał faul napastnika gospodarzy, którzy nie potrafili się z tą decyzją pogodzić.
Stawiać na młodych
Ta złość przerodziła się po przerwie w mobilizację i Warta wyraźnie przejęła inicjatywę. Świadczy o tym aż 18 strzałów miejscowych przy tylko pięciu uderzeniach tyszan, którzy wyprowadzili dwie skuteczne kontry. Gospodarze natomiast tylko raz ulokowali piłkę w siatce, bo raz Łubika uratował słupek, a za drugim razem Budnicki wybił piłkę z linii bramkowej. Nie wspomnimy już o kilku paradach kapitana tyszan, który stawał na drodze futbolówki. Szczęście było więc po stronie GKS-u, w którego szeregach znowu dał znać o sobie brak skutecznego napastnika. Bartosz Śpiączka najbardziej widoczny i pożyteczny był... w swoim polu karnym. Natomiast Daniel Rumin, choć zaliczył asystę przy golu Juliana Keiblingera na 2:0, to pozostał w głębokim cieniu swojego zmiennika Natana Dzięgielewskiego. 20-latek wszedł na boisko w 82 minucie i w pierwszym kontakcie z futbolówką oddał groźne uderzenie, a w doliczonym czasie strzelił gola pieczętującego zwycięstwo. Pokazał więc, że warto stawiać na młodych tyszan.
Jerzy Dusik