Dobry przegrany mecz
Katowiczanie ponieśli siódmą porażkę w sezonie i są w nieciekawej sytuacji...
Jesse Bosch po raz drugi znalazł się w wyjściowej jedenastce GieKSy. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus
GKS KATOWICE
Nie po raz pierwszy w tym sezonie GieKSa zagrała dobry mecz, ale straciła punkty. Tak było m.in. z Legią w Warszawie, gdzie zespół Rafała Góraka przegrał 1:3. Tak też było we wrześniowym starciu z Cracovią, gdy katowiczanie musieli pogodzić się z przegraną przed własną publicznością 0:3. Identyczne odczucia muszą mieć kibice z Nowej Bukowej po niedzielnym spotkaniu z Lechem Poznań, które zakończyło się wynikiem 0:1. GKS nie był zdominowany przez mistrzów Polski. Miał okazje, żeby zakończyć rywalizację chociażby z punktem. Potwierdził to także trener Kolejorza, Niels Frederiksen, który podczas konferencji prasowej mówił, że nie czuł żeby jego drużyna miała pełną kontrolę nad meczem.
Brak szczęścia
Podobnie na spotkanie spoglądał Jesse Bosch. Holender po raz drugi otrzymał szansę gry w pierwszym składzie, w środku pola obok Mateusza Kowalczyka. - Graliśmy dobrze, w naszej grze było sporo energii, a przeciwnicy mieli spore problemy. W takich meczach po prostu musimy zdobyć bramkę. Prawda jest taka, że zabrakło nam tylko gola, żeby ten mecz potoczył się inaczej. Przy wyniku remisowym zyskalibyśmy dodatkowe siły. Zagraliśmy po prostu dobry mecz, który przegraliśmy – powiedział środkowy pomocnik, który w sierpniu przeniósł się z Willem II Tilburg na Górny Śląsk. Zapytaliśmy 25-latka, z czego jego zdaniem wziął się brak skuteczności w ofensywie. - Trzeba przyznać, że golkiper Lecha kilka razy uratował swoją drużynę. Ponadto wcale nie jest łatwo zdobyć gola przeciwko takiemu zespołowi. Brak bramki poniekąd wynika też z braku szczęścia. Przy odrobinie futbolowego farta udałoby się nam zakończyć mecz co najmniej remisem.
Jest progres
Zero z przodu to niejedyne, co rzuca się w oczy po meczu z poznaniakami. Było to kolejne starcie, w którym GKS Katowice stracił gola. Kibice GieKSy od początku sezonu jeszcze ani razu nie zobaczyli spotkania, w którym jej bramkarz schodziłby z boiska niepokonany. W pierwszych dziewięciu kolejkach między słupkami stał Dawid Kudła, który wpuścił 20 goli. Po meczu z Cracovią GKS rozegrał mecz Pucharu Polski z Wisłą Płock, wygrany po dogrywce 4:2. W pierwszym składzie znalazł się Rafał Strączek i w kolejnych spotkaniach szkoleniowiec stawiał na niego. Z Nafciarzami w lidze stracił jednego gola, a mecz zakończył się remisem. Z kolei w ostatni weekend znów wyciągał piłkę z siatki. Trener Rafał Górak w trakcie ostatnich tygodni dokonywał także zmian personalnych pośród trójki defensorów. Na swoim miejscu pozostawał jedynie kapitan Arkadiusz Jędrych, ale wokół niego rotowali Marten Kuusk, Lukas Klemenz, Alan Czerwiński, a szansę w sierpniowym meczu z Radomiakiem dostał też Aleksander Paluszek, który kilka dni później zerwał więzadła krzyżowe. Pomimo wielu wariantów personalnych GKS wciąż traci gole, trzeba jednak podkreślić, że za obronę w GKS-ie odpowiada nie tylko trójka defensorów, ale cały zespół. - Po meczach oglądamy stracone bramki i myślimy co mogliśmy zrobić lepiej. Musimy się stawać lepsi z każdym dniem i uważam, że już zrobiliśmy progres. W niedzielnym meczu zagraliśmy solidnie. Straciliśmy bramkę, ale też trzeba wziąć pod uwagę jakość rywala. Lech jest bardzo silną drużyną – skomentował Bosch.
Strefa spadkowa
Rozpoczęła się przerwa reprezentacyjna. Czy po jej zakończeniu GKS się przebudzi i wygrzebie z dołka? Wydaje się, że nadszedł najlepszy moment na przełamanie, bo po 11 kolejkach katowiczanie znajdują się w strefie spadkowej i wyprzedzają tylko Piasta Gliwice, który ma dwa mecze zaległe, oraz Lechię Gdańsk, która rozpoczęła sezon z ujemnym bilansem punktowym.
Kacper Janoszka
