Dla takich chwil warto grać w piłkę
Gdyby cała piłkarska wiosna Piasta wyglądała jak jej początek, świat w Gliwicach byłby z pewnością lepszy.
- Tak to się robi, panowie - zdaje się mówić Jorge Felix po zdobyciu jedynego gola w meczu z Legią. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Miałem wrażenie, że jeszcze przed tym spotkaniem role w gronie fachowców zostały rozdane: Legia z większym lub mniejszym trudem, ale jednak miała zrobić, co należało. Nie zrobiła, bo Piast okazał się rywalem ambitnym, upartym i zadziornym, bez cienia trwogi, choć przez pierwszy kwadrans niektórzy obserwatorzy czuliby wahanie, czy… użycie tego słowa nie jest jednak na miejscu.
Tu nie chodzi o efektowne piruety
Piast wycisnął z tego meczu dosłownie wszystko, co się dało, zagrał w moim mniemaniu na sto procent. Nikt nie miałby – a może raczej – nie powinien mieć pretensji, gdyby spotkanie skończyło się wynikiem 0:5 i z pewnością zdroworozsądkowi kibice przyklasnęliby takiej ocenie. Właśnie dlatego piłka nożna jest tak fascynująca: w piłce ręcznej czy siatkówce przy takim przebiegu spotkania jak w Gliwicach spotkanie skończyłoby się - odpowiednio – 40:100 i 0:3, oczywiście dla gości. – Wygraliśmy z zespołem lepszym – przyznał po meczu trener Aleksandar Vuković. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uzna, że Piast w sobotę prezentował się lepiej, ale przecież każdy jednocześnie wie, że piłka to nie łyżwiarstwo figurowe.
Za zwycięstwo brawa należą się oczywiście wszystkim, którzy przyłożyli nogę, ale trzech ludzi ze składu Piasta zasługuje na szczegółowe wyróżnienie, a wśród nich ten, który przyłożył rękę. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Frantisek Plach bronił wręcz fenomenalnie. Przecież w pewnych momentach mecz zamieniał się w starcie legionistów ze Słowakiem, zwłaszcza w drugiej połowie. W okolicach 60 minuty Plach dwukrotnie w ekwilibrystyczny wręcz sposób odbijał piłkę po główkach Steve’a Kapuadiego; rewelacyjnie też przeniósł nad poprzeczkę groźny strzał Juergena Elitima. No, kot, po prostu! – Powiedziałbym, że przez cały mecz nie było nic do bronienia i nagle była taka chwila, że było co robić. Były tam i szczęście, i instynkt – uśmiechał się po meczu Plach. – Na pewno dla takich chwil warto być bramkarzem. To wszystko tak szybko się potoczyło, że tak naprawdę nie pamiętam wszystkich tych następujących po sobie sytuacji – stwierdził z rozbrajającą szczerością.
Drugi bohater to Jorge Felix, który zawsze wie, co na boisku robić, gdzie się znaleźć, a spryt jest jednym z jego największych przyjaciół. Jedyny gol w tym meczu to właśnie zasługa tego, że doskonale wiedział, jak się ustawić, kiedy po centrze Tomasa Huka bramkarz Legii odbił piłkę przed siebie, a filigranowy piłkarz ubiegł sprytnie dwóch przeciwników i uderzył tak, że nawet w tym gąszczu ciał między piłką a bramką – wpadło. – To było bardzo ciężkie spotkanie, Legia grała bardzo dobrze. Nie mieliśmy wielu sytuacji, ale się udało. Nawet nie wiem, jak to się dokładnie stało, że padł gol. Ważne, że dodał nam energii – uznał z radością po spotkaniu.
Trzeba wspomnieć również o Jakubie Czerwińskim. Przecież trzy tygodnie temu oba zespoły zmierzyły się w Hiszpanii w grze kontrolnej podczas przygotowań do rundy wiosennej i właśnie wtedy doszło do pechowego zdarzenia. Padł wówczas bezbramkowy remis, a pechowcem okazał się Czerwiński, który po kilkunastu minutach zakończył udział w grze ze złamanym nosem. Doceniam u tego piłkarza zimny profesjonalizm: wrócił akurat na Legię i… to jak!
Przed nami starcie „Rycerzy Wiosny”
Piast jest pierwszą drużyną w tym sezonie, która dwa razy wygrała w lidze z Legią (jesienią 2:1). Nawet mistrzowski sezon 2018/19 był pod tym względem gorszy. Wtedy przegrał u siebie 1:3, potem na wyjeździe 0:2, ale wiosną, gdy ważyło się wszystko, a regulamin był inny – wygrał w trzecim, najważniejszym meczu 1:0 na Łazienkowskiej. Gerard Badia lubi to. Wtedy i teraz!
Na razie Piast wygrał na wiosnę oba mecze. Wygląda więc na to, że zanosi się teraz na spotkanie dwóch „Rycerzy Wiosny”, czyli drużyn, które w 2025 roku punktują najlepiej. Wkrótce gliwiczanie zagrają bowiem z GKS-em Katowice.
Paweł Czado