Sport

Deszczu się nie boją

W Malilli, podobnie jak dwa tygodnie wcześniej w Gorzowie, wygrał rewelacyjny Brady Kurtz.

Tak Australijczyk świętował zwycięstwo. Fot. Marcin Karczewski/PressFocus

Mariusz Rajek z Malilli

„Thrilla in Malilla”, czyli dreszczyk emocji w Malilii - tak od lat Szwedzi reklamują swoją rundę żużlowego Grand Prix. To nawiązanie do walki bokserskiej z 1975 roku nazwanej „Thrilla in Manila”, w której Muhammad Ali zmierzył się Joe Frazierem w stolicy Filipin (wygrał Muhammad Ali).

W przypadku zmagań w Szwecji ze słowa „dreszczyk” spokojnie można wykreślić „r", ponieważ niemal każdego roku zawodom towarzyszą mniejsze lub większe opady deszczu. Nie inaczej zresztą było tym razem.

Jesteśmy w lesie

Obiekt w Malilli, jak zresztą niemalże każdy żużlowy tor w Szwecji, znajduje się w lesie, z dala od cywilizacji, a prowadzi do niego zaledwie jedna, szutrowa droga. Jeśli ktoś, tak jak autor tego tekstu, zapragnął na piechotę wybrać z niego się do centrum, musiał zarezerwować sobie blisko godzinę spokojnego spaceru. Centrum to zresztą też zdecydowanie za dużo powiedziane. Miasteczko liczy niespełna półtora tysiąca mieszkańców. Stacja benzynowa, market, pizzeria i chyba największa atrakcja - olbrzymi termometr w formie pomnika na środku ronda. Nie znalazł się on tam oczywiście przypadkowo, to właśnie w Malilli odnotowano najwyższą temperaturę w Szwecji, 38 stopni w czerwcu 1947 roku.

Obecnie trudno było sobie taką temperaturę tu w ogóle wyobrazić. Jeśli to najcieplejsze miejsce w kraju Wikingów, to strach pomyśleć, jak jest w najzimniejszym. To już niemalże tradycja, że w Malilli pada i upał raczej nie rozpieszcza. Miejscowi są jednak do tego całkowicie przyzwyczajeni, przygotowani i nie robi to na nich specjalnego wrażenia. Warunki, w których mecze w polskich ligach niemalże na pewno zostałyby odwołane i to kilka dni wcześniej, tu odbywają się bez większych przeszkód. W dniu zawodów nad Malillą kropiło niemalże od samego rana. Nie przeszkodziło to jednak organizatorom w przygotowaniu toru, na którym niestety trochę brakowało mijanek. - Kilkanaście lat tu jeździłem jako zawodnik. Tutaj deszczu się nie boją, nawet jak popada więcej, to nawożą nowej nawierzchni i jedziemy dalej - mówił nam Robert Kościecha, który obecnie zajmuje się szkoleniem młodzieży w GKM-ie Grudziądz, ale do niego jeszcze wrócimy.

Teatr dwóch aktorów

Głównym faworytem do zwycięstwa był Bartosz Zmarzlik i to nie tylko dlatego, że jest pięciokrotnym mistrzem świata i aktualnym liderem klasyfikacji przejściowej. Polski mistrz na Skrotfrag Arenie wygrywał już czterokrotnie i zabierał stąd przeważnie dobre wspomnienia. - Każdy rok jest inny, w jednych warunkach jest lepiej, w innych gorzej. Ja generalnie lubię tory żużlowe, nie mam takiego, którego bym nienawidził. Jak dobrze ułoży się plan na zawody, to na każdym jedzie się w porządku - powiedział nam po zawodach.

Zawody w Szwecji od początku nie układały się jednak po myśli polskiego mistrza. Dość powiedzieć, że nie wygrał żadnego z pierwszych czterech wyścigów w fazie zasadniczej! Na zwycięstwo musiał poczekać dopiero do 18 biegu, przez co nie tylko o udział w finale musiał się przedzierać przez wyścig półfinałowy (ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 17 maja w Warszawie), ale nie miał w nim również komfortu wybierania pola startowego jako pierwszy. W decydującej fazie zawodów Zmarzlik kolejny raz jednak pokazał, dlaczego jest wielokrotnym mistrzem świata. Po nie najlepszym starcie z czwartego pola napędził swój motocykl do granic wytrzymałości i po szerokiej objechał nieźle radzącego sobie w trudnych warunkach Jana Kvecha. - Dzisiaj było naprawdę ciężko się dopasować do tego toru. Drugi łuk w półfinale zapamiętam chyba na zawsze, bo to był idealnie taki sam ciąg motocykla, jaki poczułem w 2019 roku w Vojens, gdy wyprzedziłem Jasona Doyle'a po dużej (Bartek tu pokazuje bardzo obrazowo sposób pokonania rywala - przyp. red.). To taki fajny, sentymentalny moment dla mnie - skomentował po zawodach.

Finał rozgrywano na dwa razy. W pierwszej odsłonie na ostatniej pozycji upadł będący ostatnio w świetnej formie Jason Doyle, któremu zerwał się łańcuch. Zmarzlik w tym momencie znajdował się na trzecim miejscu. W powtórce poprawił swoje miejsce, ale Brady'ego Kurtza pokonać nie zdołał. Australijczyk wygrał drugi turniej z rzędu i jest prawdziwym objawieniem tego sezonu. Dzięki regularności Zmarzlik ma nad nim nadal w miarę bezpieczne dziewięć punktów, ale wiele wskazuje na to, że w tym roku walka o tytuł będzie emocjonować kibiców do ostatniego turnieju w Vojens. - Podium to zawsze podium, pewnie wielu zawodników chciałoby się ze mną zamienić. Jestem w grze o tytuł, robię wszystko, aby jechać jak najlepiej, jak najrówniej i cieszyć się żużlem - skomentował Zmarzlik. Poza Polakiem i Australijczykiem nikt więcej się nie liczy. Przewaga Kurtza nad trzecim aktualnie Fredrikiem Lindgrenem to już 23 punkty. Kolejna runda cyklu rozegrana zostanie na początku sierpnia (2.08.) w Rydze.

Pierwszy Przyjemski

Dzień wcześniej, przy niemalże upalnej jak na Szwecję pogodzie (bez deszczu się jednak nie obyło), pierwszą rundę rywalizacji o mistrzowski czempionat rozegrali juniorzy. Bezapelacyjnie wygrał aktualny mistrz w tej kategorii wiekowej Wiktor Przyjemski, który od jakiegoś czasu wyraźnie góruje nad kolegami do 21. roku życia. Bardzo dobrze zaprezentowali się również pozostali Biało-czerwoni. Na uznanie zasługują szczególnie zawodnicy GKM-u Grudziądz - Kevin Małkiewicz, który zajął trzecie miejsce oraz Jan Przanowski sklasyfikowany na ósmej pozycji. Gdyby nie upadek w jednym z wyścigów, kto wie, czy 18-latek nie byłby sprawcą jednej z największych sensacji. - Jak siedem lat temu przyszedłem do Grudziądza, to nie było tam w ogóle młodzieży. Zaczęliśmy powoli szkolić i to jest zasługa wielu osób w klubie - prezesa, zarządu, którzy to umożliwili. Sam na pewno nie dałbym rady. Cieszę się bardzo, bo po raz pierwszy Grudziądz ma dwóch zawodników w SGP2 - mówił nam w piątek z dumą Robert Kościecha.

Od czasu, gdy prawa do organizacji żużlowych mistrzostw świata z rąk Brytyjczyków z BSI przejęli Amerykanie z Discovery, mistrzostwa świata juniorów rozgrywane są w tym samym formacie oraz na tych samych torach, na których rywalizują seniorzy. - To jest bardzo dobry pomysł, bo młodzi zawodnicy mogą się obeznać z torami, na których rywalizuje się w dorosłym Grand Prix. Przyzwyczajają się do torów, presji, telewizji i całej otoczki. Ten cykl turniejów to strzał w dziesiątkę - nie ma wątpliwości Kościecha.

***

Autor tego artykułu ostatni raz odwiedził Malillę czternaście lat temu. Na torze i w jego otoczeniu nie zmieniło się właściwie nic. Jedyna odczuwalna różnica ogólnie w Szwecji to ceny. Kiedyś dla przybyszów z Polski było tu wyjątkowo drogo. Teraz ceny praktycznie są takie same jak w Polsce, a niektórych produktów nawet niższe. To nie u Szwedów tak wszystko jednak potaniało. Po prostu w Polsce zrobiło się niebywale drogo...

 

Grand Prix Szwecji w Malilli

1. Kurtz (Australia) 16 (3, 3, 1, 3, 3, 3) 
2. Zmarzlik 16+3 (2, 2, 2, 2, 3, 2) 
3. Bewley (W. Brytania) 15+3 (3, 2, 2, 2, 2, 1)
4. Doyle (Australia) 12 (2, 3, 3, 3, 1, w) 
5. Lindgren (Szwecja) 12+2 (1, 2, 3, 2, 2)
6. Kvech (Czechy) 9+2 (0, 2, 2, d, 3) 
7. Lambert (W. Brytania) 12+1 (2, 1, 2, 3, 3)
8. J. Holder (Australia) 9+1 (3, 3, 0, 1, 1) 
9. Lebiediew (Łotwa)   11+0 (2, 3, 3, 3, 0) 
10. Huckenbech (Niemcy) 6+0 (1, 1, 3, 1, 0) 
11. Kubera 6 (3, 1, 1, 1, 0)
12. Michelsen 5 (1, 0, 1, 2, 1) 
13. Nilsson (Szwecja) 4 (1, 0, 0, 1, 2) 
14. Fricke (Australia) 3 (0, 1, 0, w, 2) 
15. Thomsen (Dania) 2 (d, d, 1, d, 1) 
16. Vaculik (Słowacja) 0 (0, d, -, -, -) 
17. Karlsson (Szwecja) 0 (0, u) 

18. Van Dyck (Szwecja) 0 (0)

Klasyfikacja generalna GP

1. Zmarzlik 131 
2. Kurtz 122
3. Lindgren 99 
4. Bewley 97 
5. J. Holder 86 
6. Lebiediew 59 
7. Fricke 59
8. Lambert 57
9. Kubera 51 
10. Kvech 49 
11. Michelsen 48 
12. Thomsesn 45 
13. Doyle 39
14. Vaculik 39 
15. Huckenbeck 32 
16. Madsen (Dania) 16 
17. Dudek 16 
18. Wright (W. Brytania) 7