Sport

Debiutant na salonach

Lubelscy nowicjusze w europejskich pucharach zagrają w finale Pucharu Challenge, dokąd awansowali z kompletem zwycięstw.

Lublinianie dopiero teraz przejdą prawdziwy egzamin. Fot. PAP / Wojtek Jargiło

PUCHAR CHALLENGE

Bogdanka LUK Lublin to trzeci polski klub, który ma szansę na triumf w Pucharze Challenge. Jako pierwszy, w 2012 roku, dokonał tego Tytan AZS Częstochowa. W poprzednim sezonie najlepszy okazał się PGE Projekt Warszawa, który 13 lat temu przegrał finał z... częstochowianami.

Lublinianie w drodze do obecnego finału pokonali kolejno: Maccabi Tel Awiw, Tourcoing Lille Metropole, CV Melilla i Sporting CP Lizbona, tracąc w sumie zaledwie dwa sety! – To mój czwarty sezon w Bogdance LUK i nie ukrywam, że awans do finału to był cel minimum. Smakuje bardzo dobrze. Zagraliśmy dobry mecz, na szczęście szybki, bo kolejne spotkania ligowe czekają stwierdził po wyeliminowaniu Sportingu Jan Nowakowski, środkowy lubelskiej drużyny.

W rewanżu z ekipą ze stolicy Portugalii zabrakło Wilfredo Leona. Wcześniej nie zagrał również w ligowym meczu z Steam Hemarpolem Norwidem Częstochowa. Nasz reprezentant dostał zastrzyk z osocza w kolano, po którym musiał pauzować ponad tydzień. Na kolejne ligowe spotkanie z PSG Stalą Nysa (sobota) powinien być już gotowy.

Przewaga w umiejętnościach naszej drużyny nad portugalskim rywalem była ogromna i absencja Leona nie miała wpływu na przebieg rywalizacji. Szansę pokazania się dostali rezerwowi – Jakub Wachnik, Mikołaj Słotarski, Maciej Czyrek oraz Maciej Zając. Ten ostatni otrzymał nawet nagrodę MVP spotkania. Wszedł na parkiet na trzeciego seta i zdobył w nim 8 punktów. – To nie jest tylko moja zasługa. Jako środkowy najmniej dołożyłem od siebie. To zasługa chłopaków, że tak mnie wypromowali – skromnie przyznał Maciej Zając w rozmowie z Polsatem Sport. – Bardzo się cieszę, że Maciek Zając miał swoje minuty na boisku. Zagrał bardzo dobrze, dostał MVP, które mam nadzieję, nie było wymuszone przez nas, bo skandowaliśmy jego nazwisko po meczu – dodał z uśmiechem Nowakowski.

W drodze do finału rywale lublinian nie byli z najwyższej półki. Do każdego z meczów Bogdanka przystępowała w roli faworyta. W finale już tak łatwo nie będzie. Zmierzy się w nim z Cucine Lube Civitanova. To jeden z włoskich potentatów. W półfinale dwukrotnie po 3:0 ograł SK Ankara. Jego trenerem jest Giampaolo Medei, który w dwóch ostatnich sezonach prowadził Asseco Resovię, a więc PlusLigę i Bogdankę LUK zna doskonale. W swojej talii ma sporo świetnych zawodników jak Marko Podrascanin, Adis Lagumdzija, Fabio Balaso czy Barthelemy Chinenyeze. Z Cucine Lube w tym roku już odniósł pierwszy sukces. Przed miesiącem jego drużyna wywalczyła Puchar Włoch. – Przygotujemy się do tego meczu, jak najlepiej potrafimy. Celem jest zwycięstwo. Oczywiście Cucine Lube to bardzo dobry zespół i postawi bardzo trudne warunki, ale mamy zamiar im sprostać i zdobyć puchar – zapowiedział Nowakowski.

Finałowa rywalizacja rozpocznie się 12 marca. Gospodarzem pierwszego meczu będzie Bogdanka LUK. Rewanż tydzień później we Włoszech.

(mic)