Czy Lech tylko się zakrztusił?
Przed nami starcie drużyn, które mocno działają na wyobraźnię, choć cele przed nimi różne.
Niels Fredriksen ma nadzieję, że po meczu z Widzewem nie zrobi mu się zimno z rozczarowania. Fot. Tomasz Folta / Press Focus
Trener pewny swego
Tym razem więcej oczekuje się do Lecha. Ba, klub sam oczekuje od siebie więcej. W Poznaniu jasno deklarują cel – mistrzostwo Polski. Tak do sprawy podchodzi również trener Niels Frederiksen, którego zespół zrobi wszystko, aby 25 maja, czyli po ostatniej kolejce, świętować. – Przed meczem z Widzewem jestem optymistycznie nastawiony. Zresztą tak samo, jak do całej rundy wiosennej – podkreśla Frederiksen. Jednocześnie szkoleniowiec nie przywiązuje wagi do kompromitujących rozmiarów klęski w ostatnim sparingu z FC Nordsjaelland; w Poznaniu było przecież 1:7. To spotkanie uzmysłowiło ewidentnie, jak bardzo potrzebny jest lechitom kapitan Mikael Ishak, który w starciu z Duńczykami nie wystąpił. Czy pokażą się nowi – Islandczyk Gisli Thordarson z Vikingura Reykjavik i Duńczyk Rasmus Carstensen z FC Koeln? Nic nie jest przesądzone. – Na pewno nasz ostatni sparing nie był dobry, nie można przegrywać aż tak wysoko. Winę za mecz z FC Nordsjaelland biorę na siebie, zwykle robimy analizy rywali, przygotowujemy się pod przeciwników, ale tym razem tak nie było. Duński zespół gra inaczej niż większość rywali, z którymi ostatnio się mierzyliśmy. Piłkarze nie do końca byli przygotowani do tego meczu, wcześniej przygotowywaliśmy się do wykonywania innych elementów – bagatelizuje sprawę trener poznańskiej drużyny. Wygląda na to, że Lech po prostu się zakrztusił, a z Widzewem będzie już zwarty i gotowy. – Nie tyle czuję, co wiem, że jesteśmy dobrze przygotowani do meczu z Widzewem. Mistrzostwo Polski to jest nasz cel, walczymy o tytuł. Zrobimy absolutnie wszystko, by po nie sięgnąć. Jesteśmy liderem, lecz wiosną nadal będziemy atakować. Zamierzamy grać swoją piłkę, chcemy uciekać rywalom, chcemy grać ofensywnie, mamy dobry zespół, jest miks młodości i doświadczenia, dlatego nie obawiam się tego, co będzie wiosną – mówi Duńczyk. Przyznaje, że z Widzewem nie zagrają Patrik Walemark i Radosław Murawski, ale nie przejmuje się tym specjalnie. Wystąpią inni.
Zamierzają grać ofensywnie
Mecz w Poznaniu zapowiada się świetnie, bo łodzianienie nie zamierzają ponoć kurczowo trzymać się własnej połowy. Nawet jeśli pięciu chłopa jest kontuzjowanych lub przechodzi rekonwalescencję (Bartłomiej Pawłowski wraca do zdrowia po zerwaniu więzadeł, Kamil Cybulski ma uraz stawu skokowego, Marcel Krajewski uszkodził mięsień czworogłowy, Juan Ibiza narzeka na ból stopy, a Lirim Kastrati kolana). – To nie jest ból głowy, ale wyzwanie. Jak zawsze. Mamy kilka wątpliwości, które nie dotyczą samego mechanizmu, a tego, by zawodnicy złapali odpowiednie relacje między sobą. To w zasadzie kluczowe rzeczy, by drobne wątpliwości rozwiać i w swoim stylu, bez zatracenia swojej tożsamości wyjść na mecz, czyli spędzić większość czasu na połowie przeciwnika – mówi Daniel Myśliwiec, szkoleniowiec Widzewa.
W Łodzi sądzą, że Widzewowi w meczu z Lechem pomoże Imad Rondić. Bośniaka chciał ściągnąć do siebie FC Koeln. Niemiecki drugoligowiec miał już nawet dogadać się z piłkarzem. Kwoty padały różne – od 700 tysięcy do nawet 2 milionów euro. Transfer stanął jednak pod dużym znakiem zapytania. Widzew chce więcej, niż mu zaproponowano. Jeśli oba kluby dojdą do porozumienia, występ przeciwko Lechowi może być dla Rondicia ostatni w barwach Widzewa.
(pacz)