Sport

„Czuć” kibiców

Trener krakowian uważa Ruch za faworyta. Zapowiada jednak ofensywną grę swojego zespołu.

Mariusz Jop (z prawej) wielokrotnie mierzył się Ruchem jako piłkarz. Tu w Chorzowie w grudniu 2009 roku. Fot. Rafał Jacniak/PressFocus

WISŁA KRAKÓW

Ruch i Wisła nie były zadowolone po inauguracji wiosennych zmagań. Podopieczni trenera Dawida Szulczka zremisowali na wyjeździe z Pogonią Siedlce 1:1, a zespół Mariusza Jopa uległ przed własną publicznością Zniczowi Pruszków 0:1. - W pierwszych kolejkach trudno upatrywać płynności w grze, pięknych, kombinacyjnych akcji. Widać, że po przerwie zespoły jeszcze w stu procentach nie złapały płynności. Tydzień to w piłce bardzo dużo, a każdy mecz to inna historia, inny scenariusz - mówi opiekun wiślaków.

W pamięci 2006 rok

Piłkarze rzadko mają okazję grać przy pełnych trybunach i dopingu dwóch grup żyjących w zgodzie kibiców. Jop podkreśla, że przed takimi wydarzeniami przeważnie nie trzeba dodatkowo mobilizować drużyny, choć każdy zawodnik jest inny. - Myślę, że w obu zespołach podejście do meczu będzie na wysokim poziomie. Nam powinno pomóc doświadczenie z finału Pucharu Polski, w którym brała udział większość obecnej kadry, gdzie atmosfera też była świetna - podkreśla trener Wisły. Pytany o wspomnienia ze Stadionem Śląski, uśmiecha się, bo brał udział w spotkaniu kadry przeciwko Kolumbii przed mistrzostwami świata w Niemczech w 2006 roku, które przeszło do historii za sprawą kuriozalnego gola puszczonego przez Tomasza Kuszczaka. - Oczywiście wspominam bardzo pozytywnie panującą tam atmosferę. Jest tam głośno, „czuć” kibiców. Choć nie jest to typowo piłkarski obiekt, emocje są na wysokim poziomie. Piłkarze różnie reagują na taką liczbę kibiców, ale powinna mobilizować.

Więcej niż jedna zmiana?

W drużynie spod Wawelu na pewno dojdzie do jednej zmiany. Kapitan Alan Uryga nie zagra z powodu ośmiu żółtych kartek. Czy roszad będzie więcej? Ze Zniczem słabo wypadł prawy defensor Dawid Szot, nie popisali się skrzydłowi. Jop potwierdza, że najprostszym rozwiązaniem na zastąpienie Urygi będzie powrót do składu Mariusza Kutwy, choć mówi też o innych opcjach. Być może szansę od początku dostanie Marko Poletanović, środkowy pomocnik, który był w kadrze na rywalizację z pruszkowianami, ale nie „powąchał” murawy. Trener odniósł się także do bardzo niskiej skuteczności dośrodkowań skrzydłowych w pierwszym meczu tego roku. Nie można powiedzieć, że ich rozgrzeszył, ale starał się pokazać, że problem jest szerszy, bo Angel Baena i Jesus Alfaro rzadko mieli przed sobą tylko jednego rywala. - Bardzo dużo zawodników Znicza było w polu karnym. W ośmiu-dziewięciu stali nisko, blisko siebie i stąd taka niska skuteczność. Dośrodkowanie jest zaliczane jako dokładne, gdy ktoś z naszej drużyny dotknie piłkę. Nie mamy w zespole trzech piłkarzy po 190 centymetrów, którzy bazują na grze górą i pojedynkach powietrznych. Mimo to mieliśmy kilka sytuacji po dośrodkowaniach Angela Rodado czy Łukasza Zwolińskiego. Jak poprawić precyzję? Nie ma innego sposobu niż trenowanie, powtarzanie. Ćwiczyliśmy dużo i nadal to robimy. Ważna jest też dynamika w polu karnym, jak blisko jest rywal. Ważne są wyjścia z pozycji, by postarać się oszukać obrońcę - tłumaczy Jop.

Po zwycięstwo!

Jakiego meczu się spodziewa szkoleniowiec krakowian? Czy przy szykującej się świetnej atmosferze możliwe są tzw. „piłkarskie szachy”, czyli mało porywające 90 minut? - Kto pierwszy strzeli gola, ten będzie miał przewagę pozwalającą na korekty w ustawieniu zespołu, założeniach taktycznych. Ruch jest faworytem, bo gra u siebie, ale my jedziemy po zwycięstwo, więc będziemy grać ofensywnie - zapewnia. Na co trzeba zwrócić uwagę u rywala, by nie dać się zaskoczyć? - To zespół o specyficznych zachowaniach w atakowaniu. Ważna będzie współpraca zawodników na bokach. Groźny jest Miłosz Kozak, którego cechuje charakterystyczne zachowanie z piłką. Potrafi je dorzucać w pole karne i to wielokrotnie. W tym zespole widać powtarzalność, ale na spotkania przeciwko Wiśle przeciwnik często zmienia taktykę - przypomina Mariusz  Jop.

Michał Knura