Czekanie razy trzy
Przed Ruchem wiosenna inauguracja z Pogonią Siedlce, ale to nie jedyna rzecz, jaka zawraca(ła) głowę w Chorzowie.
Daniel Szczepan pokazał, że potrafi ugotować... mistrzowskie danie. Fot. Artur Kraszewski/Press Focus
RUCH CHORZÓW
W poniedziałek „Niebiescy” zamkną 20. kolejkę I ligi spotkaniem w Siedlcach, z ostatnią w stawce Pogonią. Na papierze to mecz, który powinni łatwo wygrać. Czy tak będzie pokaże boisko. Sytuacja kadrowa chorzowian jest na ten moment komfortowa.
Dbają o atrakcje
Drobne problemy miał Maciej Sadlok, dlatego przy nim stoi lekki znak zapytania. W kadrze meczowej nie należy też spodziewać się Nono (nie łapie się do niej). Poza klubem jest Mateusz Chmarek, który ma być wypożyczony do Kotwicy Kołobrzeg, z tym że... beniaminek ma zakaz transferowy i nie może uprawnić piłkarza do gry, stąd młodzieżowiec czeka co się wydarzy. Oczywiście poza grą przez kilka miesięcy pozostanie jeszcze Patryk Sikora, który na środowej prezentacji zespołu w hali MORiS-u zjawił się o kulach. Trener Dawid Szulczek mówił nam, że kapitan 14-krotnych mistrzów Polski być może będzie gotowy do gry w okolicy maja lub czerwca.
Druga rzecz, na którą czeka się w Chorzowie, to oczywiście mecz z Wisłą Kraków 22 lutego. Przygotowania idą pełną parą, a Ruch stara się zadbać o jak najwięcej atrakcji. Niedawno wypuścił spot reklamowy, w którym na płycie Stadionu Śląskiego mistrzowskie danie przygotowywało dwóch kucharzy – Daniel Szczepan z Ruchu i Łukasz Zwoliński z Wisły. Całość w swoim charakterystycznym stylu skomentował Robert Makłowicz, podróżnik i kucharz, który pochodzi z Krakowa (ale nie opowiada się jednoznacznie ani po stronie Wisły, ani Cracovii). Oprócz tego „Niebiescy” zaprosili na przerwę w meczu znanego polskiego DJ-a, C-BooLa, który zadba o tzw. half-time show. Ile osób będzie go słuchało i oglądało? Istnieje spore prawdopodobieństwo, że komplet. Liczba osób uprawnionych do wejścia na hit sezonu w I lidze (i nie tylko) wielkimi krokami zbliża się do 50 tysięcy, a stamtąd jeszcze tylko 4 tysiące widzów do maksimum. W Chorzowie kolejność jest jednak jasna – najpierw Pogoń, dopiero potem „Biała gwiazda”. Na tym starają się skupiać.
A kasy nie było
Ostatnia sprawa, która w ostatnich dniach rozgrzewała atmosferę przy Cichej, była związana z Lechią Gdańsk. Jak wiadomo, zimą licencja pomorskiego klubu została zawieszona, został on ukarany także (wciąż trwającym) zakazem transferowym. Licencja została odwieszona warunkowo, a jedną z konieczności do tego było spłacenie zaległych pieniędzy za transfer Tomasza Wójtowicza z Ruchu. Pierwszą ratę gdańszczanie mieli wysłać przed Bożym Narodzeniem, czego nie zrobili (i za co zostali ukarani zabraniem licencji). Aby ją odzyskać, dogadali się z „Niebieskimi”, że pierwszą część pieniędzy przeleją do 10 lutego. Termin jednak minął, a kasy nie było. Oczywiście chorzowianie mogliby iść na jakieś (kolejne) formalne ustępstwa, zgodzić się na jeszcze jedno przesunięcie, lecz nie mieli zamiaru tego robić i trzymali się tego twardo, nie są Świętym Mikołajem, a pieniądze też są im potrzebne.
Czekanie do kwietnia
Pojawiły się różne nieoficjalne (m.in. medialne) naciski na Ruch, aby ten jakoś dogadał się z Lechią, która przelała na jego konto jakiś śmieszny ochłap (związany m.in. odsetkami). Chorzowianie jednak już raz poszli gdańszczanom na rękę. Nie chcieli czekać, aż zakończy się sezon i Lechia dostanie pieniądze od telewizji Canal+ (grając całe rozgrywki piłkarzami, na których ją nie stać). Piątek był kluczowy w tej kwestii, bo wtedy też Komisja Licencyjna PZPN-u miała podjąć decyzję, co zrobić z Lechią (a mimo że ta wprost łamała przepisy... komisja nie kwapiła się do jej ukarania). Finalnie jednak pieniądze jakoś się znalazły i zostały wysłane znad Bałtyku na Śląsk, a druga rata za Wójtowicza jest zaplanowana na 14 kwietnia. Dzięki temu Lechia zagra w poniedziałek w Lubinie. Dodajmy, że Komisja ds. Licencji pozwoliła też na grę w I lidze Kotwicy Kołobrzeg, która również boryka się z ogromnymi problemami.
Jeszcze wyjaśnienie, bo pojawiły się różne kibicowskie spekulacje – Lechia nie jest Ruchowi nic winna za Tomasza Neugebauera, który jak Wójtowicz zamienił Chorzów na Gdańsk, ale w styczniu 2022 roku. Potwierdził to zresztą rzecznik prasowy „Niebieskich”, Tomasz Ferens. Warto też wspomnieć, że po latach perturbacji dożyliśmy czasów, w których to Ruch jest wierzycielem, a nie dłużnikiem...
Piotr Tubacki