Sport

Czekanie na komunikat

Widzew się rozsypuje. Z gry odpadają kolejni zawodnicy...

Nie da się grać w lidze samą młodzieżą, choćby tak utalentowaną, jak Daniel Gryzio (z prawej). Obok Piotr Samiec-Talar. Fot. Mateusz Porzucek/Pressfocus.pl

WIDZEW ŁÓDŹ

Z nowego, mającego dopiero osiem lat stadionu, tynk jeszcze się wprawdzie nie sypie, ale ze zlepianej w ciągu sezonu, niezłej w sumie jesienią drużyny, odpada co chwila nowy element.

Nie może grać jedenastka!

We Wrocławiu w meczu ze Śląskiem wrócił do składu Julian Sypek, ale zabrakło Frana Alvareza, który po pierwsze – jest chory, a po drugie – pojechał do Hiszpanii, by być przy żonie, która lada chwila ma rodzić, a także znów zgłaszającego kontuzję Saida Hamulicia. Czwartą żółtą kartkę zobaczył w sobotę Samuel Kozlovsky, co eliminuje go z najbliższego meczu z Pogonią.

Lista nieobecnych z powodu kontuzji, transferów i kartek jest już tak długa, jak… wyjściowa jedenastka! Nie mogą grać: Ibiza, Kastrati, Hajrizi, Kozlovsky i Krajewski (obrońcy), Pawłowski, Cybulski, Alvarez, Klimek (druga linia) oraz Rondić i Hamulić (atak). Tylko w bramce Rafał Gikiewicz jest nie do ruszenia.

Takich dziur nie da się zatkać „sposobem gospodarczym”. Z sześciu piłkarzy z rezerw, dołączonych do zespołu zimą, zagrało już czterech: Paweł Kwiatkowski (mimo czerwonej kartki może grać w sobotę), Nikodem Stachowicz i debiutujący we Wrocławiu Daniel Gryzio i Leon Madej. Na swoją szansę czekają jeszcze Kajetan Radomski oraz obrońca Jakub Grzejszczak, który podobał się w zimowych sparingach w Turcji. Widzew ma silne rezerwy: druga drużyna jest liderem IV ligi, w której jesienią wygrała wszystkie 17 meczów, a Gryzio strzelił 22 gole. Daniel to syn Jerzego, piłkarza Widzewie na początku lat dziewięćdziesiątych. Mieszka na Retkini i jako siedmiolatek uczył się grać w piłkę w ŁKS-ie, bo miał blisko na treningi i dopiero po sześciu latach zaczął jeździć „dziesiątką” na Widzew. 19-letni Madej przyszedł do Widzewa pięć lat temu z łódzkiej SMS i nie ma nic wspólnego rodzinnie z Łukaszem, reprezentantem Polski, a w ekstraklasie zawodnikiem ŁKS, Ruchu, Lecha, Śląska i Górnika Zabrze.

Jadą do Łodzi

To dobrze, że „młodzi idą”, ale tu „trzeba biec!” – jak pisał poeta Konstanty Ildefons Gałczyński. Ostatnie mecze pokazały, że nie są oni jeszcze w stanie dotrzymać kroku nawet ostatniemu zespołowi w ekstraklasie. Już nie chodzi nawet o wzmocnienia drużyny, tylko o jej uzupełnienie. Okno transferowe zamyka się 24 lutego, a w Widzewie ten okres wyraźnie przespali. Ma swoje zdanie na ten temat Mateusz Żyro, na którym wisi teraz cała obrona. - 0:3 z ostatnim zespołem w tabeli! O czym tu mówić? Już czas, żeby wszyscy się obudzili. Za takie wyniki jesteśmy odpowiedzialni my, zawodnicy, ale także i ci tam na górze.

No właśnie. Nikt tego oficjalnie nie potwierdza, ale „na Piotrkowskiej” mówią, że to trener Daniel Myśliwiec nie zgadzał się na przysyłanych mu przez dyrekcję sportową kandydatów do zespołu. Teraz chyba już nie ma wyjścia i pewnie nowych zaakceptuje. Po wrocławskim blamażu bronił zawodników i swojej pozycji w klubie: – Moi piłkarze dali z siebie bardzo dużo. Początek pokazywał, z jakim nastawieniem wyszliśmy do tego meczu. Graliśmy agresywnym pressingiem i strzelaliśmy na bramkę Śląska. Są w stanie wygrać z każdym i mam nadzieję, że już za tydzień to udowodnią.

- Czekam na komunikat transferowy ze strony klubu – oświadczył na koniec. W tym komunikacie będzie pewnie mowa o 26-letnim obrońcy Peterze Therkildsenie, Duńczyku, ale grającym ostatnio w zespole Djurgaarden w Szwecji, oraz o jego rówieśniku Abdallahu Gningu z Senegalu, który dla czeskich Teplic strzelił jesienią pięć goli. Podobno obaj już jadą do Łodzi.

Wojciech Filipiak