Czecho-słowacka mafia
Jednym z bohaterów wygranej zabrzan z Radomiakiem był rezerwowy Matusz Kmet.
Matusz Kmet pokazał się z dobrej strony w meczu z Radomiakiem. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Zimą do Górnika trafiło aż sześciu zagranicznych zawodników. Czwórka z nich zadebiutowała już w ekstraklasie. Norweg Sondre Liseth w spotkaniu z Puszczą, Nigeryjczyk Abbati Abdullahi w rywalizacji z Pogonią, a dwójka Filip Prebsl (Czechy) i Matusz Kmet (Słowacja) w ostatnią niedzielę.
Niespełniony amerykański sen
Najlepiej z całego kwartetu pokazał się Kmet. Wszedł w drugiej połowie w miejsce Dominika Szali, żeby już kilka minut później znakomitym prostopadłym podaniem Lukasa Podolskiego, po którym „Poldi” zdobył zwycięskiego gola na 3:2 w starciu z radomianami.
Kmet przyszedł do Górnika po tym, jak z klubu w ciągu kilku godzin odeszła dwójka prawych obrońców: Norbert Wojtuszek do Jagiellonii i Manu Sanchez do hiszpańskiego Levante. 24-letni Słowak trafił do zabrzańskiego klubu okrężną drogą przez USA, gdzie został zatrudniony w Minnesota United. Nie zadebiutował jednak w MLS. Piłkarz trafił do klubu z północnej części Stanów Zjednoczonych latem zeszłego roku, zagrał tam trzy mecze, ale ani jednego w pierwszym zespole, a ledwie w rezerwach… Nic dziwnego, że szybko wrócił do Europy. Z Zabrza do domu będzie miał znacznie bliżej.
– Dlaczego tam nie grałem? Nie wiem… To pytanie, które cały czas jest w mojej głowie, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć. Nie grałem, stąd taka, a nie inna decyzja, żeby spróbować sił w klubie, w którym będzie inaczej. Teraz jestem w Polsce, w Górniku i nie myślę w ogóle o Ameryce – mówi nam Matusz Kmet. Debiut wyszedł mu na duży plus, bo asysta do Podolskiego była świetna. Zresztą takie otwierające podanie to jego znak rozpoznawczy. Kiedy zerka się na jego asysty na portalu transfermarkt, po oczach bije ich liczba w AS Trenczyn, gdzie grał w latach 2021-24, zanim na kilka miesięcy przeprowadził się do USA. W 96 meczach słowackiego klubu zanotował ich… 27! To imponujący wynik.
Jak wyglądał proces jego przenosin do ekstraklasy? – Przede wszystkim wiedziałem, że muszę więcej grać. Górnik się skontaktował, nie myślałem wiele nad ofertą, bo znam klub, wiem, jakie jest zainteresowanie kibiców tutaj, więc decyzja była prosta. Od kogo dowiedziałem się więcej? Mam wielu przyjaciół i kolegów, którzy grali w Polsce, w Górniku, m.in. Filipa Bainovicia i Adriana Kapralika. To wystarczyło – tłumaczy „Sportowi” Kmet, który grał w młodzieżowej reprezentacji Słowacji. Ma rozegranych ponad sto gier w ekstraklasie swojego kraju. Z Górnikiem związał się do końca tego roku z opcją wykupu.
Asysty na PlayStation
– Cieszę się przede wszystkim z tego, że zadebiutowałem w nowym klubie. Szczerze przyznam, że nie liczyłem na to, że w tym sobotnim meczu dostanę aż tyle minut (Kmet wszedł na boisko za Szalę w 67 minucie – przyp. red.). Dziękuję za to trenerowi. Najważniejsze jest zwycięstwo. A asysta do Lukasa Podolskiego? Nie mogłem sobie wyśnić lepszego początku. Wcześniej notowałem asysty do niego, ale tylko, kiedy grałem w FIFĘ na PlayStation. Teraz było to w „realu” – mówi z uśmiechem słowacki prawy obrońca.
W Górniku gra z numerem 81 – takim samym, z jakim przed laty biegał w górniczych barwach jego rodak Robert Jeż, jeden z najlepszych obcokrajowców w historii klubu z Zabrza. Nie będzie się czuł osamotniony, bo obok siebie ma przecież aż trzech Czechów: Patrika Hellebranda, Filipa Prebsla i Lukasa Ambrosa, a przecież ich ojczysty język jest bardzo podobny do słowackiego. – Można powiedzieć, że jest teraz w Górniku taka czecho-słowacka mafia. Językowo czuję się jak w domu (śmiech). Drużyna jest dobra, zespół stara się grać piłką, tak jak lubię. Jest świetna szatnia, więc nie narzekam – podkreśla zawodnik.
Michał Zichlarz
MATUSZ KMET
Data urodzenia 27 czerwca 2000 r.Miejsce urodzenia Rużomberok
Wzrost/waga 173 cm/69 kg
Pozycja na boisku prawa obrona, prawe wahadło
Kluby OSK Ludrova, MFK Rużomberok, FK Dubnica, AS Trenczyn, Minnesota United, Górnik Zabrze