Człapanina
POWRÓT DO KORZENI - Michał Listkiewicz
Mecze piłkarskich weteranów, zwanych też kiedyś oldboyami, przeżywają renesans popularności. Dawniej organizowano nawet regionalne ligi starszych panów, cieszące się sporym zainteresowaniem. Derby Górnego Śląska, Krakowa, Warszawy i Trójmiasta z udziałem dawnych gwiazd przyciągały sporo kibiców na trybuny. Starsi cmokali z zachwytu: „kiedyś to się grało”, młodsi pokpiwali, że tempo jak w kolejce wąskotorowej. Też jestem sędziowskim weteranem, ale mimo siedmiu krzyżyków na karku nigdy nie odmawiam wyjścia na zieloną murawę, szczególnie gdy cel jest charytatywny. Komercją też nie pogardzę, gdy do Polski spadnie wielka gwiazda z zagranicy, jak niedawno w Gdańsku i Łodzi, a za chwilę w Chorzowie sam Ronaldinho. Co prawda coraz częściej stosuje zasadę, w myśl której lepiej mądrze stać niż głupio biegać, ale chałtury nie odwalam, bo do wszystkiego, co się robi, trzeba podchodzić z szacunkiem. A najważniejszy jest szacunek do ludzi, którzy przychodzą na trybuny i dla dzieci zafascynowanych idolami ich dziadków i rodziców.
To samo dotyczy emerytowanych gwiazd estrady. Koncerty weteranów show biznesu zawsze przyciągały tłumy, profesjonalizm obroni się w każdym wieku. 90-letnia Irena Santor wciąż króluje w dyskotekach przebojem o dzikich plażach, brak biletów na koncerty Grażyny Łobaszewskiej (uwielbiam), reaktywowanych grup Czerwone Gitary, Perfect i Old Breakout. Młodzi wykonawcy chętnie śpiewają przeboje Anny Jantar i Krzysztofa Krawczyka.
Gdy głosu nie starcza, pomoże playback, a niedługo też sztuczna inteligencja. W sporcie tak się nie da, wieku i zdrowia nie oszukasz. Dlatego w meczach weteranów nigdy nie szukam dynamiki, walki do upadłego, trzeszczenia kości, jak w meczu ligowym. Szukam elegancji, techniki i oczywiście obudzenia wspomnień z dawnych lat. Włodzimierz Lubański wciąż imponuje nienaganną techniką, Zbigniew Boniek ciągiem na bramkę, Piotr Świerczewski zawadiactwem, Maciej Szczęsny spokojem w bramce. Rozbawił mnie dawny reprezentant Radek Michalski, który w sędziowanym przeze mnie meczu weteranów założył się, że przebiegnie krótszy dystans niż arbiter. Udało mu się, zagrał na pozycji libero, jak kiedyś Franz Beckenbauer, czyli nie opuścił własnego pola karnego przez cały mecz.
Człapanie Polaków po murawie pięknego Stadionu Śląskiego było oznaką braku szacunku dla kibiców, którzy w zaskakująco dużej liczbie przyjechali do Chorzowa... Fot. PAP/Michał Meissner
Chyba zapatrzyli się w niego podopieczni Michała Probierza w piątkowym meczu z Mołdawią. To paradoks, że kończący karierę 36-letni Kamil Grosicki był najszybszym, najbardziej walecznym zawodnikiem na boisku. Brawo Turbo Grosik, wstyd jego młodzi koledzy. Gra Polaków przypominała odwalanie ligowej pańszczyzny, którą legendarny Kazimierz Górski określał „gracie ja do Ciebie, Ty do mnie i tak w koło Macieju”. Wygraliśmy z bardzo słabym i oszczędzającym siły na mecz we Włoszech rywalem. I co z tego? Człapanie gospodarzy po murawie pięknego Stadionu Śląskiego było oznaką braku szacunku dla kibiców, którzy w zaskakująco dużej liczbie przyjechali do Chorzowa. Oby to nędzne widowisko było tylko zasłoną dymną przed dzisiejszym arcyważnym meczem w Helsinkach.
Na Śląskim pojawił się - a jakże - Robert Lewandowski. Uścisnął dłoń Grosikowi, udzielił wywiadu przymilnemu dziennikarzowi państwowej telewizji, podpisał koszulki zafascynowanym dzieciakom i tyle go widziano. Trudno, narażę się wielu rodakom, zbiorę pewnie inwektywy, ale zdania nie zmienię. Rejterada Roberta Lewandowskiego to obciach, co bardziej oględnie stwierdził nawet Kamil Grosicki. Nie gryzł się w język Radosław Majdan, ja też nie zamierzam. Mogli świetnie zagrać starsi od Lewego Cristiano Ronaldo i Luka Modrić? Mogli! Dlatego zgadzam się z opinią katowickiego taksówkarza wiozącego mnie z dworca na stadion. Przysięgły kibic GieKSy stwierdził, że tydzień temu Lewandowski już wiedział, iż za miesiąc będzie zmęczony.
Lubię i cenię Michała Probierza i bardzo mu współczuję z powodu sytuacji, w jakiej musi składać tę reprezentację. Kapitan (były już)z muchami w nosie, napastnicy we śnie nocy letniej, brak pressingu i zaangażowania. Problemów moc, ale niech żywi nie tracą nadziei. Na razie nadzieją są dzieciaki grające w Pucharze Tymbarku i juniorzy do lat 17 walczący o mistrzostwa Polski. Radosne twarze dzieci, autentyczna pasja, łzy smutku i radości... Na kilka godzin przed nieudanym meczem Polska - Mołdawia mieliśmy futbol autentyczny. Podobnie nazajutrz na archaicznym z powodu niesłowności władz stolicy stadionie przy Konwiktorskiej. Finał Polonia - Raków był świetny, naprawdę dużo piłki w piłce. Kilka tysięcy widzów, wśród nich sympatyczne mamy częstochowskich piłkarzy płaczące po meczu ze swoimi pociechami. Taki sport chce się oglądać, niech ci młodzi nie zmanierują się nigdy, jak ich starsi koledzy.
Zaproszono mnie do szkoły podstawowej w Mściszewicach na Kaszubach. Czy udało mi się przekonać dzieciaki do aktywności fizycznej? Pograliśmy w teqball, siatkówkę i szczypiorniaka, mięśnie bolą mnie do dziś. Zrobiłem nawet przewrót w przód, element za trudny dziś dla większości nastolatków. Ból minie, a poczucie dobrze spędzonego czasu pozostanie.
