Co z tym Nono?
Przypadek hiszpańskiego pomocnika jest jednym z ciekawszych, jaki występuje obecnie w kadrze Ruchu.
Czy Nono przebije się jeszcze do składu „Niebieskich”? Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus
Kiedy Jose Antonio Delgado Villar – no, Nono – latem przeprowadził się do Chorzowa, ruch Ruchu na papierze prezentował się ciekawie. Owszem, urodzony w marcu 1993 roku środkowy pomocnik pozostawał pół roku bez klubu, a wcześniej grał w... Iranie i Arabii Saudyjskiej, ale w CV ma także 39 występów w La Liga i 58 meczów dla Realu Betis. Niby nic specjalnego, ale jak na warunki pierwszoligowe – rarytas (pomijając fakt, że miało to miejsce ponad dekadę temu).
Oddalał się od składu
Nono zadebiutował w pierwszej kolejce w Opolu, ale początkowo wchodził z ławki. Kibice wyczekiwali, kiedy przebije się do podstawowego składu, aby pokazać nieco iberyjskiej magii. Od początku wyszedł na lidera z Niecieczy w piątej kolejce, korzystając z kadrowych zawirowań i... po jego stracie piłki Bruk-Bet strzelił gola w 14 minucie (skończyło się 1:1). Ówczesny trener Ruchu Janusz Niedźwiedź zapowiadał, że Hiszpan potrzebuje czasu, że przyszedł do zespołu późno, że długo pozostawał bez klubu. W podobne tony uderzał trener Dawid Szulczek, ale Nono, zamiast być bliżej składu, z każdym miesiącem oddalał się od niego. W końcówce rundy 31-latek nie podnosił się z ławki, a w dwóch z trzech ostatnich kolejek nie załapał się nawet do kadry meczowej, co nie było bynajmniej spowodowane problemami zdrowotnymi. Ścisk w drugiej linii zrobił się ogromny i Delgado Villar przegrywał rywalizację. Gdy rozmawialiśmy z prezesem Sewerynem Siemianowskim, stawiał obok Nono wielki znak zapytania. Poza tym Hiszpan ma jeden z lepszych kontraktów w zespole. Wydawało się, że gwoździem do jego trumny było to, że trener Szulczek nie zabrał go na zgrupowanie do Turcji. Ale czy aby na pewno?
Najmniej przygotowany
– Miałem do wyboru kilku środkowych pomocników. Jeden musiał zostać w domu i padło na Nono. Głównie z racji tego, że był najmniej przygotowany, aby pojechać z nami na obóz i pracować tam na pełnych obciążeniach – mówił przed kamerami „Sportu” Dawid Szulczek. Spodziewano się więc, że Hiszpan pójdzie śladami Łukasza Góry, który też nie załapał się na obóz i rozwiązał kontrakt z klubem, a obecnie jest już w Zniczu Pruszków. Trochę inaczej traktowano Mateusza Chmarka, który też nie poleciał na obóz (miał zaległości wynikające z urazów), a teraz jego agent szuka mu zespołu na wypożyczenie. Ruch będzie go obserwował i oceni jego przydatność, bo to piłkarz dopiero 20-letni (w Walentynki będzie obchodził 21. urodziny). Nono ma już swoje lata, więc przed nim zupełnie inne perspektywy. Gdy reszta drużyny była w Turcji, on trenował z rezerwami. Kiedy Ruch wrócił na Śląsk, Nono wrócił do zespołu.
Pozytywne sygnały
W sparingu z Odrą Opole Hiszpan grał od 15 minuty do końca. Na pierwszy rzut oka zaprezentował się nieźle. W jednej sytuacji znakomitym, takim właśnie „hiszpańskim” miękkim zagraniem wpuścił w pole karne Martina Konczkowskiego, który zmarnował dobrą okazję. Potem zaś sam stał się bohaterem, kiedy w 79 minucie – obijając poprzeczkę – zdobył jedyną bramkę w meczu. Jak na złość, można rzec – zrobił to ten, który nie poleciał na obóz. Trener Szulczek tonował jednak nastroje. – Przed obozem przegrał rywalizację z innymi środkowymi pomocnikami. Wrócił do treningów, gdy my wróciliśmy z obozu. Dostaje szanse, nie jest tak, że stoi z boku. W sparingu otrzymał ode mnie 75 minut, żeby się pokazać. Dał pozytywne sygnały, strzelił gola, natomiast my nie analizujemy rzeczy incydentalnych, bo to była jedna sytuacja. Analizujemy całość i chcemy, aby podnosił poprzeczkę i dawał jeszcze więcej drużynie. Chociażby przez pryzmat fizyczności czy grania do przodu – ocenił po sparingu z Odrą Szulczek.
Nono musi też wygrać rywalizację o skład w linii pomocy, która została jeszcze poszerzona przyjściem uniwersalnego młodzieżowca Jakuba Adkonisa. Oprócz tego mnóstwo jakości dają tam Denis Ventura, Mateusz Szwoch, Filip Starzyński i Bartłomiej Barański, a jest jeszcze Wojciech Łaski, może tam zagrać Mo Mezghrani... Tak więc przed Hiszpanem trudne tygodnie.
Piotr Tubacki