Co tam? Hipopotam
Tamas Kiss, skrzydłowy Wisły, był zaskoczony, że w Polsce tak mało mówi się po angielsku.
Jednym z celów Tamasa Kissa (z lewej) na 2025 rok jest powrót do reprezentacji Węgier. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
WISŁA KRAKÓW
Duża pomoc Guzmicsa
W tej sytuacji przedstawiciele biura prasowego Wisły muszą się dwoić i troić, by zapewnić fanom ciekawe materiały z obozu z udziałem zawodników, których już zdążyli nieco poznać. 24-letni skrzydłowy Tamas Kiss rundę jesienną miał przeciętną, bo wszyscy – na czele z nim samym – liczyli na więcej niż dwa gole i asystę w 15 spotkaniach. Ani jeden jego dobry występ nie przyćmił tego, co zrobił w debiucie, czyli został usunięty z boiska za drugą żółtą kartkę po nieodpowiedzialnym zagraniu ręką w ataku. Dwukrotny reprezentant Węgier odpowiadał ostatnio na pytania kibiców. Odpowiedzi były okazją do przypomnienia sobie lepszych czasów dla „Białej gwiazdy” i sprawdzenia, jak jako naród jesteśmy odbierani przez obcokrajowców.
Tamas Kiss przyznał, że przed przyjściem do krakowskiego klubu, a także na początku przygody pod Wawelem bardzo pomógł mu jego rodak Richard Guzmics. Ten bardzo dobry obrońca i sympatyczny człowiek występował w Wiśle w latach 2014-2016 i w mig nauczył się języka polskiego, co Węgrom nie przychodzi łatwo. Guzmics i Kiss w ojczyźnie występowali w Szombathelyi Haladas. – Odkąd jestem w Wiśle, mam z nim dobre relacje. Pomagał mi bardzo, gdy przychodziłem. Pokazał mi rzeczy wokół klubu, był na kilku meczach. Może być dla mnie idolem jako zawodnik Wisły – stwierdził skrzydłowy. Inne z pytań dotyczyło tego, co zaskoczyło go w naszym kraju. Wskazał na komunikację między ludźmi, a konkretnie to, że nie mówimy zbyt dużo (dobrze) w języku angielskim. – Postaram się nauczyć polskiego, więc nie będzie to stanowiło nigdy więcej problemu.
Pierogi lepsze od placka
Jak każdy na początku „łapał” polskie słowa przydatne w czasie treningów i meczów. Od siebie dodajmy, że obcokrajowcy bardzo szybko opanowują nasze przekleństwa, o czym można się przekonać, gdy jest się nieco bliżej zespołu. Ulubione słowo Kissa, a właściwie stwierdzenie, to pewna znana rymowanka: „Co tam? Hipopotam”. Jeśli idzie o jedzenie, to woli pierogi (najlepsze z mięsem) od placka po węgiersku. Z dań popularnych w jego ojczyźnie zawsze poleca gulasz. Gdyby nie poświęcił się piłce nożnej, spróbowałby sił w tenisie. – Wszystko zależy od ciebie. Możesz sam budować swoją karierę i być lepszym – podkreślił.
W trzech zimowych sparingach Kiss strzelił jednego gola – w sobotniej rywalizacji z Dukagjini Kline z Kosowa. Dziś przebywająca na zgrupowaniu w tureckiej Larzedrużyna Mariusza Jopa spotka się z inną drużyną z tego kraju – Llapi Podujevo. To ich dobrzy znajomi z letniej przygody w europejskich pucharach, których wyeliminowali w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy. Kiss nie brał udziału w tych meczach, bo umowę z „Białą gwiazdą” podpisał już po dwumeczu z wicemistrzem Kosowa.
(mik)