Chciałem wrócić do Polski
Dzwoni Ruch? Marko Kolar wiedział, jaka to marka i długo się nie zastanawiał przed podpisaniem kontraktu z 14-krotnym mistrzem Polski.
Pytany o Stadion Śląski Marko Kolar tylko się uśmiechnął. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
RUCH CHORZÓW
Debiut miał jak marzenie. Jego gol w Mielcu przyczynił się do tego, że Niebiescy rzutem na taśmę zremisowali ze Stalą. Po przerwie reprezentacyjnej chorwacki napastnik miał okazję zadebiutować przed chorzowską publiką na Stadionie Śląskim w meczu z ŁKS-em. Okoliczności zrobiły na nim wrażenie, choć „tylko” 10 tysięcy kibiców to niecałe 20 procent zapełnienia obiektu. – Najważniejsze, że wygraliśmy. Przez cały mecz graliśmy dobrze, więc cieszę się, że zdobyliśmy wtedy trzy punkty. Stadion Śląski robi wrażenie! Jest naprawdę duży, a dokładając do tego kibiców i wygrane spotkanie – nie mogło być lepiej! – mówił „Sportowi” Marko Kolar. Powiedział to kilka sekund po tym, jak aprobatę jego występu wyraził w stadionowych tunelach prezes Seweryn Siemianowski. Gdy szef klepie po ramieniu, to może zmotywować!
To tylko teoria
Pierwszy występ na Śląskim był wyjątkowy o tyle, że... mógł się w ogóle nie odbyć. To był pierwszy przypadek tak intensywnych opadów deszczu, odkąd Ruch przeprowadził się do Kotła Czarownic. – Przede wszystkim dziękuję wszystkim pracownikom, którzy sprawili, że mogliśmy w ogóle zagrać. Boisko nie wyglądało źle, było dobre do grania. Pokazaliśmy, jak możemy zagrać, w kilku akcjach rozgrywaliśmy po ziemi – wspominał charakterystyczny, chorzowski „mecz na wodzie” Kolar. Deszczowa pogoda była ważnym aspektem spotkania z łodzianami, w którym jednak piłkarze Ruchu wypadli więcej niż dobrze. Chorwat mógł być wtedy może ciut bardziej widoczny, ale wszystko determinowały warunki. Kolar stał się już stałym elementem praktycznie niezmienialnej jedenastki Niebieskich, na którą stawia Waldemar Fornalik. Miejsca raczej nie straci, bo... nie ma mu kto zagrozić. Daniel Szczepan przechodzi rehabilitację, a Tomasz Bała, mający inną charakterystykę, nie daje odpowiedniej jakości. Najnowszy nabytek chorzowian ma już dwa gole w czterech występach, bo trafił też ostatnio z Wieczystą. Bała ciągle czeka na gola. – Czuję się bardzo dobrze. Znam język, znam kraj. Okej, nie znam ligi, ale występowałem w ekstraklasie, więc... wszystko jest w porządku. Czy I liga jest łatwiejsza? To tylko teoria. Czasami jest łatwiej, ale czasami ciężej. Mecz jak mecz – wzruszył ramionami Kolar.
Dzwonił do Lukicia
Urodzony w 1995 roku napastnik czuje się jak u siebie. W latach 2017-19 grał dla Wisły krakowskiej, a w 2021-23 – dla płockiej. Ma 84 mecze w ekstraklasie (20 goli i 6 asyst, nie najgorzej). Tylko w rodzimej lidze zagrał więcej spotkań niż w polskiej, bo 110 – ale z gorszym bilansem goli, bo strzelił ich 19. Co więcej, w szatni Ruchu nie jest jedynym Chorwatem, bo drugi sezon przy cichej spędza Andrej Lukić. Rok starszy stoper osunął się jednak w hierarchii zespołu, a z ŁKS-em po raz pierwszy nie załapał się do kadry meczowej. Na brak środkowych obrońców Niebiescy nie narzekają, a Lukić... zasłużenie przegrał rywalizację i parę razy zagrał nawet w rezerwach. W pierwszym zespole ma tylko występy w dwóch pierwszych kolejkach i w niechlubnym meczu pucharowym z Avią Świdnik. – Dobrze jest mieć w zespole kogoś ze swojego kraju. Znaliśmy się wcześniej. Kiedy tutaj przechodziłem, zadzwoniłem do niego, zapytałem o sytuację, jak tu wszystko wygląda – zdradził Kolar. – Dobrze się w Polsce czuję, a wiedziałem, że pojawiło się zainteresowanie z Ruchu. Już wcześniej wiedziałem, że to bardzo duży klub i pod względem kibiców, i... każdym innym. Kiedy już wcześniej grałem w Polsce, podobało mi się i chciałem tu wrócić, ale ofert z innych klubów nie miałem – wyjaśnił 30-latek, który nigdy przeciwko Ruchowi nie zagrał.
Czuje ekstraklasę
– Przed przyjściem do klubu nie miałem kontaktu z trenerem. Słyszałem jednak, że mnie chce i to też na pewno pomogło w podjęciu decyzji – opisał Kolar, który stał się już integralną częścią kadry, choć transfer ogłoszono 22 sierpnia, co było ostatnim letnim ruchem Ruchu. A czy Chorwat czuje, że jego nowa drużyna ma potencjał na... coś więcej? – Gdybym tego nie czuł, nie przyszedłbym tutaj! Mam swoją ambicję, tak jak każdy w zespole. Wszyscy chcą grać w ekstraklasie. Nie mogę niczego obiecywać, ale każdy z nas da z siebie wszystko, aby to się udało.
Piotr Tubacki
