Sport

Chcę zobaczyć plan

Po dwóch latach Nafciarze znów zagrają w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pomógł jej w tym trener, który do tej pory jeszcze nie prowadził zespołu w ekstraklasie.

Mariusz Misiura osiągnął swój cel - awansował do ekstraklasy. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus

WISŁA PŁOCK

Awans Wisły Płock po barażach do ekstraklasy ma twarz trenera Mariusza Misiury. Do Nafciarzy dołączył latem zeszłego roku i poprowadził ich do sukcesu. Po wygranym finale z Miedzią Legnica przyszedł na konferencję prasową razem ze swoim sztabem, pokazując, że sukces nie jest wynikiem pracy jednej osoby. - Chciałem podziękować trenerom, którzy są obok mnie. Zawsze to pierwszy trener zbiera laury, ale proszę mi uwierzyć, że to są ludzie, którzy do pracy przychodzą godzinę wcześniej ode mnie, a czasem wychodzą do domów godzinę później – powiedział Mariusz Misiura, przedstawiając każdego z obecnych. Zanim jednak padły te słowa, wyróżnił Łukasza Sekulskiego, który zdobył gola w finale. – Nigdy nie pracowałem z tak świetnym kapitanem. Nie mogę zdradzić, dlaczego tak myślę, ale dbajcie o niego. Wierzę, że w przyszłości będzie w Wiśle Płock trenerem, dyrektorem lub prezesem. Jest osobą, która miała duży wpływ na scalenie grupy, trenerów z zawodnikami. Doceńcie tego człowieka i za żadne skarby nie pozwólcie mu odejść. Nawet jeśli przyjdzie moment, że będzie starszy i będzie grał słabiej, to jego doświadczenie, zaangażowanie i zapał można wykorzystać – przekazał szkoleniowiec.

Misiura do Wisły dołączył po tym, jak wykonał świetną pracę w Zniczu Pruszków. Awansował z nim z 2. ligi do 1., a potem go utrzymał. To jednak nie tam zaczęła się jego trenerska przygoda. Fachu uczył się w Niemczech, po czym trafił do Realu Madryt. W stolicy Hiszpanii pracował w dziale metodologii, gdzie był odpowiedzialny za piłkarzy z Europy Wschodniej i Ameryki Południowej. Później przez kilka lat pracował w Chinach. Doświadczenie z pracy za granicą przeniósł do Polski. Najpierw był trenerem Warty Gorzów, później wspomnianego Znicza, a teraz będzie pierwszym szkoleniowcem ekstraklasowej Wisły Płock. Choć pod tym ostatnim stwierdzeniem należy... postawić znak zapytania.

O swojej przyszłości w klubie Misiura wypowiedział się w taki sposób: - Najważniejsze jest to, że Wisła Płock jest w ekstraklasie. Zanim podejmę decyzję o tym, że tutaj zostanę, chciałbym wiedzieć kto będzie prezesem klubu, kto będzie wiceprezesem, kto będzie dyrektorem i jaki będziemy mieli budżet. Wchodzimy do ekstraklasy, która jest bogata i zorganizowana. Nie chcę być kolejnym trenerem Grabowskim (były szkoleniowiec Lechii Gdańsk – red.), który po ośmiu kolejkach zapłaci głową za to, że drużyna i klub nie były gotowe do rywalizacji. Chcę znać plan i pomysł. Jeżeli w to uwierzę, będę z przyjemnością kontynuował swoją pracę w Wiśle. Nie po to wróciłem do kraju, żeby tylko awansować do ekstraklasy. Chcę być mistrzem Polski, chcę walczyć o europejskie puchary i wiem, że ten klub ma wszystko, żeby to zrealizować – stwierdził górnolotnie i odważnie Misiura. Podkreślił tym samym pewne problemy, także natury organizacyjnej, które mogą negatywnie wpłynąć na funkcjonowanie Wisły na najwyższym szczeblu. Wciąż niepewna jest pozycja dyrektora sportowego Dariusza Sztylki. Nafciarze wciąż mogą narzekać na infrastrukturę treningową, o czym wspomniał trener. I choć to bardzo mocna wypowiedź, wiele wskazuje na to, że pozostanie w klubie, bo trudno sobie wyobrazić sytuację, w której po awansie nagle opuszcza pokład, nawet nie próbując zawalczyć o ten ambitny cel jakim jest mistrzostwo Polski.

Kacper Janoszka