Cenny dla klubu
Rozmowa z Kazimierzem Kmiecikiem, ikoną Wisły Kraków i asystentem trenera Mariusza Jopa
Kazimierz Kmiecik wierzy w „Białą Gwiazdę”! Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
– Był to właściwie słodko-gorzki rok, ponieważ zdobyliśmy Puchar Polski, ale jednocześnie nie udało się nam wywalczyć awansu do ekstraklasy. Liczyliśmy na to, że osiągniemy jedno i drugie, ale osobiście dla mnie ważniejszy był powrót do krajowej elity. Oczywiście zdobycie pucharu było wielkim sukcesem i pozwoliło całkiem nieźle pokazać się w europejskich pucharach.
W finale Pucharu Polski zwycięską bramkę zdobył Angel Rodado, triumfator tegorocznego plebiscytu na najlepszego piłkarza Małopolski. Jak pan widzi przed nim dalszą część sezonu?
– Myślę, że nadal będzie dla nas kluczowym zawodnikiem, że będzie grał tak dobrze, jak do tej pory. Jest niezwykle cenny dla drużyny i dla klubu.
Jakie to było uczucie, wygrać wreszcie jakieś trofeum wspólnie z Wisłą po raz pierwszy od 13 lat?
– Oczywiście wspaniałe. Warto też dodać, że w zasadzie wszystkie kluczowe mecze jako pierwszoligowiec graliśmy z zespołami z ekstraklasy, a tej różnicy na boisku wcale nie było przecież widać! Nam jest łatwiej rywalizować z takimi drużynami, które grają w bardziej otwartą piłkę.
W meczach z wyżej notowanymi rywalami, gdy nie jest się faworytem, presja jest pewnie mniejsza?
– Tak, ale kluczowe jest odpowiednie nastawienie u zawodników, którzy chcą się pokazać i udowodnić, że są w stanie rywalizować z najlepszymi.
Czy tego właśnie brakuje wam w meczach w I lidze, bo w nich jest chyba nieco inaczej?
– Tam inne drużyny szczególnie motywują się na mecze z Wisłą i w szczegółach wiedzą, jak gramy. Często rywale są nastawieni bardzo defensywnie i ciężko nam ten ich mur obronny przebić. No chyba że dzieje się tak, jak w ostatnim meczu w Chorzowie na Stadionie Śląskim, gdzie szybko zdobyliśmy bramkę. Gdy Ruch się otworzył, to nas jeszcze bardziej napędzało i grało się swobodniej, a atmosfera meczu była wspaniała. Chciałbym, żeby kibice jak najczęściej tworzyli wspólnie taką właśnie atmosferę, a nie żeby byli przeciwko sobie.
Analizując ostatni mecz z Ruchem, szczególną uwagę zwróciłem na grę „debiutanta”. Marko Poletanović, który wrócił do Wisły po trzech latach, bardzo dobrze wykonywał stałe fragmenty gry. Czy pana zdaniem Serb może zastąpić w dalszej części sezonu kontuzjowanego Marca Carbo?
– Oczywiście, jeśli będzie się tak prezentował jak w poprzednim meczu, to jak najbardziej. Ma bardzo celne i silne uderzenie, więc możliwe, że będzie wykonywał rzuty rożne już na stałe. Rzecz jasna o szczegółach taktyki przed każdym meczem będzie decydował trener Mariusz Jop, ale jedno jest pewne – jeżeli zawodnik ma jakiś atut, to trzeba go wykorzystać dla drużyny.
Wspomniał pan o trenerze Jopie, któremu na gali wręczył pan nagrodę za zajęcie drugiego miejsca wśród najlepszych szkoleniowców Małopolski. Jak pan ocenia współpracę z nim?
– Mariusz pokazał, że można objąć drużynę w trudnym momencie i poprawić zarówno grę, jak i osiągnąć dobre wyniki. Widzę też, jak na co dzień ciężko pracuje i myślę, że to idzie w dobrym kierunku.
Jest jakiś atut, który szczególnie go wyróżnia?
– Myślę, że zawodnicy cenią go za to, że z każdym potrafi porozmawiać indywidualnie i konkretnie przekazać, czego oczekuje, bez zbędnych kombinacji. Jednocześnie bardzo dobrze potrafi zmobilizować zespół.
Czego życzy pan sobie i swojej drużynie w tym roku?
– Cel pozostaje niezmienny od 2022 roku – chcemy wrócić do ekstraklasy.
Rozmawiał Jakub Bargiel