Cele znów wysokie
Chciałbym, żebyśmy w każdym meczu grali na takim poziomie zaangażowania, intensywności i jakości jak z Lechem - bramkarz Kacper Trelowski chwali swoich kolegów i ostrzega rywali.
Kacper Trelowski to gwarancja jakości przez cały sezon. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Dobry, intensywny, na wysokim poziomie – to styl, w jakim Raków podbił w sobotę Bułgarską. Był świetnie zorganizowaną drużyną także bez piłki, a wysokim, niesamowicie aktywnym pressingiem zaskoczył gospodarzy, wytrącając im atuty. Nie pozwolił na wiele liderom ekstraklasy, którzy wygrywając z „Medalikami”, mogli na 13 kolejek przed metą sezonu mieć dość komfortową sytuację.
Mrozek był dobry, ale...
- Wyglądaliśmy bardzo dobrze, zdominowaliśmy przeciwnika, zasłużenie wygraliśmy. Kiedy trzeba było zejść niżej, robiliśmy to, mieliśmy też dużo sytuacji – podsumowuje postawę zespołu Kacper Trelowski i chwali swego vis-a-vis, który został najlepszym zawodnikiem poznańskiego „szczytu”. - Bartek Mrozek bronił bardzo dobrze, trudno było mu strzelić bramkę. Dobrze że udało się to zrobić już w pierwszej połowie, bo potem mogliśmy spokojniej kontrolować spotkanie.
Raków jest mocny, potwierdza to w spotkaniach wyjazdowych, gdzie w tym sezonie nie zostawił jeszcze nikomu kompletu punktów. Pokazuje swoją wartość w starciach z ligową czołówką. Tymczasem Częstochowa nie jest twierdzą, jaką była kiedyś, co uzmysłowiło chociażby ostatnie spotkanie z katowickim beniaminkiem. Paradoksalnie ta wpadka pod Jasną Górą dobrze zresetowała głowy podopiecznych Marka Papszuna przed hitem kolejki. Wykreował się w zespole bardzo agresywny „mental na Kolejorza”. - Po GieKSie byliśmy po prostu wściekli na siebie - przyznaje Trelowski. - Tamten mecz nie potoczył się po naszej myśli. Nie takie miało być jego zakończenie. Dlatego bardzo chcieliśmy się zrehabilitować za katowicką wpadkę, żaden inny wynik niż nasze zwycięstwo w Poznaniu nie był brany pod uwagę. To było widać od pierwszych minut sobotniej potyczki.
Zadanie wykonane
Młody bramkarz Rakowa podnosi jeszcze jeden temat, który sprawił, że zespół przeszedł taką metamorfozę w porównaniu do poprzedniego występu „w kurniku”, jak złośliwie nazywany jest stadion przy Limanowskiego 83. - Lech to firma, która zawsze wyzwala w zawodnikach dwieście procent adrenaliny. Zespół z taką jakością, nawet grając słabiej, a Lech nie grał z nami słabo, zawsze stwarza sytuacje. Ma w składzie Mikaela Ishaka, jednego z najlepszych napastników w polskiej lidze, który też miał okazje. Przy jednej był faul, przy drugiej byłem skuteczny, tym bardziej cieszę się, że zachowałem czyste konto i pomogłem zespołowi. Chciałbym, żebyśmy w każdym meczu grali na takim poziomie zaangażowania, intensywności, jakości jak z Lechem. Dzięki temu wracamy do gry o mistrzostwo Polski. Zadanie wykonaliśmy perfekcyjnie, mocno zbliżyliśmy się do lidera. Teraz skupiamy się już na Górniku. W meczu z zabrzanami u nas również nie będzie innej kalkulacji niż zdobycie kolejnych trzech punktów.
Zbigniew Cieńciała